• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Jasna Góra – dar od Matki Bożej

Sobota, 15 sierpnia 2015 (20:58)

Do tronu Królowej Polski na Jasnej Górze przybył Mariusz Talarek. - Wiele tutaj dostaję i nigdy się nie zawiodłem – mówi.

Mówiąc o swoim pobycie na Jasnej Górze, pan Mariusz wyznaje: – Ja jestem „przypadkiem” i niespodziewanie na Jasnej Górze i zostałem dłużej. Jestem z tego powodu jednak bardzo wdzięczny Panu Bogu. Mimo że nie był to mój plan, to wierzę, że to Matka Boża taki prezent mi zrobiła. Nie ma przypadków.

 

Pan Mariusz starał się co roku być na Jasnej Górze w sierpniu któregoś dnia.

– Tym razem nie spodziewałem się, że będzie to akurat czas uroczystości Wniebowzięcia. Mam w tym roku ograniczenie ruchowe po operacji nogi, to moja pierwsza nieśmiała podróż po zabiegu. Musiałem być z powodów służbowych w Krakowie. Marzyłem o odwiedzinach sierpniowych u Matki, niemniej wiedziałem, że na razie to nie będzie możliwe, dopiero za jakiś czas... Tymczasem znajomi, z którymi samochodem wracałem z Krakowa do Warszawy, nagle postanowili wracać przez Częstochowę, żeby chociaż przez chwilę wieczorem na Apelu pomodlić się u Maryi. W ten sposób dostałem dar pobytu na Jasnej Górze, ponieważ zostałem na kilka dni dłużej. Pan Bóg zatroszczył się o moje pielgrzymie marzenia, jeśli mogę tak powiedzieć – mówi z uśmiechem i dodaje, że Bóg zadbał nie tylko o rehabilitację ciała, ale i ducha. 

Mariusz Talarek jest związany z Jasną Górą poprzez historię życia jego rodziny. – To historia nawrócenia mojej mamy i mojej rodziny. Mamę nawróciły słowa Jana Pawła II na Mszy na stadionie w Warszawie w 1983 roku. To było w czerwcu, a w sierpniu mama poszła na pielgrzymkę i wyspowiadała się z całego życia na Jasnej Górze... Trzy miesiące przed jego śmiercią sam osobiście – zupełnie również nieplanowanie – byłem osobiście u Jana Pawła II i mu to powiedziałem... to wszystko w moim życiu bardzo trwa...... to również jakby kontynuacja historii z Auschwitz, skąd została uratowana babcia – podkreśla mężczyzna.

 

Pan Mariusz czuje się spadkobiercą tych łask. – Pielgrzymuję tutaj często z wdzięczności za historię życia i z głębokiej nieokreślonej potrzeby, ale również dlatego, żeby dostać siłę, by iść do przodu. Sam jestem bardzo słaby, ale doświadczyłem tutaj wielokrotnie wręcz cudów w różnych sytuacjach. Ta historia nawrócenia cały czas trwa. Zawsze dostaję coś nowego, słowo na obecną moją sytuację życia. Wiele tutaj dostaję i nigdy się nie zawiodłem. Tym razem również nawet w tak prozaicznej sytuacji jak powrót do domu, bo ona była dla mnie problemem. Spotkałem innych znajomych, którzy zapewnili komfortowy powrót (jeszcze chodzę o kulach...). Pan Bóg przez swoją Matkę daje wszystko. Tego tutaj doświadczam. Stąd moja radość jako pielgrzyma raczej duchowego niż pieszego. Wspieram też modlitwą, na ile potrafię pielgrzymów pieszych, którym w tym roku przez upały było wyjątkowo ciężko. Obserwuję, jak przychodzą, wchodzą pełni radości, przejęcia, ale i prostego zwycięstwa. To buduje. Moją „pielgrzymką” jest obecność i modlitwa. Proszę i dziękuję w wielu intencjach, o jedność, również za Ojczyznę, rządzących, prezydenta, Kościół, którzy bardzo potrzebują dzisiaj wsparcia. Bez Boga nigdzie nie dojdziemy, ani ja, ani nikt z nas... Ja tutaj czuję, że jestem ważny dla Boga – kończy swoje świadectwo mężczyzna.

Małgorzata Pabis