• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Niemcy grają na dwa fronty

Sobota, 15 sierpnia 2015 (18:57)

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Dzisiaj w kraju obchodzimy Święto Wojska Polskiego. Jaki po 25 latach niepodległej Polski i ośmiu latach rządów Platformy Obywatelskiej jest dzisiaj stan naszej armii?

– Na przestrzeni tych 25 lat konsekwentnie budowano armię, która jest zdolna wykonywać operacje poza granicami kraju, ale nie przewidziano, że należy przygotować wojsko do obrony Polski. Takie bardzo jednostronne podejście spowodowało, że dziś mamy kłopot.

Co z pilnych spraw do załatwienia jest – Pana zdaniem – najważniejsze?

– Przede wszystkim należy zadbać o to, żeby po pierwsze był sprawny militarny system obrony naszych granic, co przy obecnej kilkudziesięciotysięcznej armii zawodowej jest zadaniem niemożliwym do wykonania, a po drugie potrzebny jest odpowiedni system szkolenia wojskowego obywateli. Nie uda się bowiem zbudować systemu militarnego obrony kraju, jeżeli nie będzie ludzi, którzy nabyli umiejętność posługiwania się bronią. W mojej ocenie, są to dwa główne zadania, które trzeba koniecznie wykonać. Żeby zbudować sprawny system obrony kraju, potrzebne są wojska obrony terytorialnej.   

Zaznaczył Pan, że liczebność armii pozostawia wiele do życzenia. A jak wygląda to od strony wyposażenia i uzbrojenia?

– Jeżeli chodzi o zakupy uzbrojenia dla naszej armii, to były one podyktowane i dostosowane do potrzeb i działań zewnętrznych związanych z naszym udziałem w misjach wojskowych. I tak kupowano różnego rodzaju środki transportu, jak chociażby samoloty transportowe. Chodziło o to, aby wojsko uzyskało pewną mobilność, żeby w razie konieczności dysponowało środkami transportu niezbędnymi do przewiezienia poważnych sił na długie dystanse. Wszystkie te działania były podyktowane naszym udziałem w misjach. Kupowaliśmy zatem sprzęt potrzebny na misjach m.in. do patrolowania i kontrolowania terenu, a nie do walki z przeciwnikiem podobnie uzbrojonym. To sprawiło, że skoncentrowaliśmy się na zakupie transporterów opancerzonych, zamiast czołgów czy zakupie śmigłowców, które służą do przerzucania żołnierzy w różne punkty zapalne niż śmigłowce bojowe, które służą do niszczenia sprzętu przeciwnika itp. Tym samym zaniedbano obszar obrony przeciwlotniczej naszego kraju. Na razie nie mamy i nie wiadomo kiedy będziemy mieli nowy system rakietowy na uzbrojeniu. Rażąco zaniedbana została również obrona przestrzeni morskiej, co sprawia, że Polska Marynarka Wojenna nie wygląda dobrze.

Inaczej mówiąc, mamy wojsko, które nie jest w stanie skutecznie obronić naszych granic…

– Dokładnie tak. Obecnie dysponujemy dobrze wyszkolonymi żołnierzami, którzy z powodu braków sprzętowych nie będą w stanie wykonać powierzonych zadań, w tym rozkazu pod nazwą „obrona granic”. Polskie wojsko na obecnym etapie jest w stanie wykonać zadanie pt. „wspieramy naszych sojuszników poza granicami kraju” i to jest wszystko, co można powiedzieć w tym temacie.     

Ostatnio niemiecka prasa skrytykowała prezydenta Andrzeja Dudę, twierdząc, że swoimi żądaniami w sprawie powstania baz NATO w Polsce łamie ustalenia z Newport. Czy w tej sytuacji jest szansa, by bazy NATO-wskie powstały w końcu w Polsce?

– Te krytyczne wypowiedzi pod adresem prezydenta Andrzeja Dudy w związku z tą jego wypowiedzią pojawiły się również w polskich mediach. Tak czy inaczej nie wiemy, jakie są tajne ustalenia szczytu NATO z Newport, natomiast na podstawie tego, co dotarło do opinii publicznej, mogę powiedzieć, że nie słyszałem, aby podczas szczytu w Walii zapadła decyzja, że takie bazy nie powstaną np. w Polsce. Pojawiła się natomiast informacja, że obecność NATO-wska na terenie Europy Środkowej i Wschodniej będzie bardziej zaznaczona, w związku z tym pojawią się elementy tzw. szpicy NATO. Jeżeli natomiast chodzi o krytykę prezydenta Dudy za to, że domaga się, żeby w Polsce były bazy NATO, które – co warto dodać – istnieją na obszarze Niemiec. Skoro zatem jest to niepotrzebne, to dlaczego Niemcy nie zrezygnują z baz na swoim terytorium?

Jak ocenia Pan stanowisko części mediów w Polsce, które twierdzą, że żądania prezydenta Dudy w kwestii utworzenia stałych baz NATO jeżeli nie zostaną spełnione, to przyszłoroczny szczyt Sojuszu w Warszawie może się okazać porażką Polski?

– W mojej ocenie, tak sprawy stawiać absolutnie nie można. Przede wszystkim należy wreszcie urealnić naszą pozycję w Sojuszu Północnoatlantyckim, bo status, jaki proponują nam Niemcy jako państwa członkowskiego drugiej kategorii, na terenie którego nie może być żadnej infrastruktury NATO-wskiej, co miałoby odpowiadać zobowiązaniom, jakie podobno kiedyś zostały złożone w stosunku do Rosji, jest dla nas nie do przyjęcia. To trzeba w sposób zdecydowany wyartykułować i jeżeli prezydent Andrzej Duda w swoich żądaniach będzie konsekwentny, to bardzo dobrze. Ci, którzy nie chcą stałych baz NATO w Europie Środkowej i Wschodniej – a mam tu na myśli Niemcy – niech w końcu powiedzą, co stoi na przeszkodzie, aby taka infrastruktura powstała chociażby w Polsce. Dlaczego te terytoria nie mają być bronione? Czy dlatego, że Rosja w dalszym ciągu ma aspiracje, żeby te tereny ponownie sobie podporządkować? Niech w końcu Niemcy to wystękają. Moim zdaniem, nie ma co udawać i im prędzej ta sprawa się wyjaśni, im prędzej ci, którzy tylko udają, że są naszymi przyjaciółmi, a w ramach zakulisowej dyplomacji dogadują się z Moskwą, tym lepiej. Niech Niemcy powiedzą, że nie chcą, żeby Polska – pełnoprawny członek Sojuszu Północnoatlantyckiego – była broniona, bo w pewnej perspektywie czasu ponownie ma się znaleźć w strefie wpływów Rosji, a w związku z tym nie ma sensu, aby bazy NATO-wskie były instalowane na terenie naszego kraju. Nie sądzę, żebyśmy usłyszeli takie stwierdzenia. Tym bardziej powinniśmy mówić zdecydowanym głosem, bo tu idzie o nasze bezpieczeństwo, a nie o elegancję czy dyplomatyczne sukcesy, które nie poprawiają realnie naszej pozycji. Powtórzę jeszcze raz: sprawa musi być jasno postawiona i konsekwentnie przeprowadzona.

Możemy się spodziewać, że w tych kwestiach zapadną jakieś wiążące decyzje w przyszłym roku podczas szczytu NATO w Warszawie?

– To będzie zależało od postawy i determinacji – z jednej strony Polski, która powinna mieć jasno sprecyzowaną politykę w zakresie bezpieczeństwa, a z drugiej Stanów Zjednoczonych, które są kluczowym mocarstwem zarówno jeśli chodzi o potencjał obronny, jak i możliwości oddziaływania całego NATO. Wiele zależeć będzie także od skali sprzeciwu oponentów rozmieszczenia baz NATO-wskich na terenie Europy Środkowej i Wschodniej, którzy myślą, jak postępować, aby przypadkiem nie drażnić Moskwy. Co z tego wyniknie, na razie jest niewiadomą. Wiele też zależeć będzie od tego, jak będzie się rozwijała kampania przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych. Czy administracja amerykańska będzie bardziej zdeterminowana, a w związku z tym zajmie zdecydowaną postawę, m.in. wspierającą nasze aspiracje, co do baz NATO w Polsce, czy może odwrotnie – będzie ustępliwa, skłaniająca się raczej ku stanowisku Niemiec i Francji. W tym drugim przypadku szanse na powstanie baz NATO-wskich w Polsce oceniałbym bardzo mizernie. Tak czy inaczej musimy prowadzić mądrą, zdecydowaną polityczną i dyplomatyczną ofensywę, aby cel, jakim jest zwiększenie stałej obecności żołnierzy NATO w naszym kraju, został osiągnięty.

To wskazuje, że bezpieczeństwo jest poważnie zagrożone?

– Bezwzględnie jest zagrożone, ale o tym wiemy my w Polsce. Nasi zachodni sąsiedzi – jak chociażby wspomniane Niemcy – już niekoniecznie. Dlatego w sytuacji, kiedy Rosja zachowuje się agresywnie, musimy w sposób bardzo zdecydowany wyrażać nasze aspiracje i jako pełnoprawny członek Sojuszu stanowczo domagać się działań, które zapewniłyby nam bezpieczeństwo, w tym również rozlokowania w Polsce większych sił NATO. Podobnie przed nami robili to Niemcy, kiedy jak my dzisiaj byli flanką wschodnią NATO.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki