Zmiana reguł
Sobota, 15 sierpnia 2015 (11:36)Minął piątek, 12. dzień wyprawy NINIWA Team. Relacja z kolejnego dnia zmagań rowerzystów.
Tegoroczna wyprawa niesie ze sobą pewną nowość. Otóż z geograficznego punktu widzenia śmiałkowie już osiągnęli cel wyprawy! W końcu jechali na Wyspy Brytyjskie, na których postawili dzisiaj swoje nogi i rowerowe koła. Teraz przez ponad cztery tygodnie będą ten „cel” konsumować! Ciekawe, jak to się będzie przekładać na pokonywane kilometry? Musimy też uwzględnić przy tej okazji zmianę czasu lokalnego dla podróżników, który teraz jest o godzinę wcześniejszy od naszego, polskiego.
Noc w policyjnym garażu mija spokojnie i kiedy punktualnie o 4.50 policjanci przychodzą wypuścić grupę, większość jest już gotowa do drogi. Przy okazji sprawiają rowerzystom dużą przyjemność, przynosząc termosy z herbatą na rozgrzewkę. Pierwszy dzisiejszy dystans to zaledwie kilka kilometrów z plaży do portu. Dojazd, odprawa i wejście na pokład promu przebiegają bez zakłóceń. Wszyscy czują, że płyną w kierunku długo wyczekiwanej Anglii, więc postanawiają się odpowiednio przygotować. Niektórzy piorą swoje rzeczy, jeszcze inni wykorzystują toalety, by dokładnie się umyć czy nawet ogolić. Odświeżeni podróżnicy gromadzą się na górnym, odkrytym pokładzie, gdzie na widok „Górnika” z narodową flagą na tle skał w portowym Dover zaczynają śpiewać „Polska Biało-Czerwoni”.
Rejs dobiega końca i można ruszać dalej. Wyjazd z portu dzięki dobrej nawigacji Filipa nie jest problemem, jednak kiedy rowerzyści znajdują się już na drodze, pojawia się mały kłopot. To już Wielka Brytania i chcąc nie chcąc, trzeba jechać lewą stroną jezdni! Po chwili konsternacji wszyscy zajmują na drodze pozycję „pod prąd” i śmiało jadą dalej. Łatwo nie jest, bo Anglia wita podróżnych dość stromym podjazdem, silnym wiatrem, mgłą, zimnem i mżawką. Typowo wyspiarska pogoda. Do tego nawierzchnia w ocenie rowerzystów jest bardzo kiepskiej jakości i ciężko się po niej jedzie. No, ale nie przyjechali tu po to, żeby marudzić, więc zgodnie wszyscy mkną na północ. Pierwsza przerwa i pierwsze zakupy mają miejsce w Canterbury. Przy okazji lekki szok cenowy. Zachodnia Europa kontynentalna jest droga, a tu jest jeszcze drożej! Niestety skądś energię trzeba brać, więc z kwaśnymi minami wszyscy kupują niezbędne produkty.
Kolejny dystans w podobnych warunkach też przebiega bez problemów. Pierwsze awarie zaczynają się dopiero po obiedzie. Najpierw Szymek Majchrzak zaczyna odrabiać stracone „punkty” do Wojtka Skipioła, przebijając swoją dętkę. Ledwo zdążył ją załatać, a zerwaniem się zaprotestował jego łańcuch. Na szczęście wyprawowi mechanicy dochodzą do coraz większej wprawy i naprawy przebiegają dużo szybciej. Kilkanaście kilometrów dalej Szymek w liczbie przebitych dętek na tegorocznym wyjeździe zdobywa fotel lidera (!), a dopełnieniem awarii na tym odcinku była zerwana linka z przerzutki Wojtka Kimela. Ale kumulacja!
Po przejechaniu 60 mil grupa dojeżdża do Tamizy, której pokonanie wymaga kolejnej przeprawy promem! Ten jest tak mały, że może pomieścić tylko 25 rowerzystów! Na szczęście w wyniku licznych negocjacji cenę z 3,5£ udaje się obniżyć na 3£ od osoby i do tego zabrać całą ekipę na pokład. Na drugim brzegu czeka niespodzianka! Z uśmiechem na twarzy grupę wita Max Fiec, uczestnik wypraw Tour de Mazenod i w Nieznane. Od 4 miesięcy pracuje w Anglii i nie mógł przepuścić okazji, by spotkać się z NINIWA Team. Max relacjonuje, że dzięki ogromnej fladze Sławka widział ich już z daleka i bardzo się cieszy z tego spotkania! Będzie także towarzyszył śmiałkom przez kolejne dwa dni.
Już nie w mżawce, a w deszczu 38 cyklistów dojeżdża do Brentwood, gdzie zaczynają szukać noclegu. Pierwsze kroki kierują do miejscowego kościoła katolickiego. Posesja jest bardzo duża, więc i nadzieje na nocleg spore, jednak miejscowy ksiądz niezbyt chętny do przyjęcia grupy. W jego ocenie, podróżując po Wielkiej Brytanii, noclegi trzeba załatwiać z wyprzedzeniem w hotelach i na kempingach. Trudno, wszyscy zgodnie dziękują i jadą do oddalonego o kilkaset metrów klasztoru Sióstr Urszulanek. Tu już żadnych problemów nie ma! Siostry z wielką radością przyjmują grupę, oddając do ich dyspozycji każdy możliwy kąt. Choć są już niemłode, to pełne energii przygotowują herbatę i ciepłe mleko dla zziębniętych śmiałków. Przed kolacją w cudownej klasztornej kaplicy o. Tomek odprawia Mszę św. W krótkiej homilii zwraca uwagę na dzisiejsze czytanie z Księgi Jozuego. Izraelici prowadzeni przez Boga często przechodzili trudności, jednak zaufanie Stwórcy zaprowadziło ich do Ziemi Obiecanej, która była obficie przygotowana na ich przyjęcie. Podobnie jest z rowerzystami. Mimo wielu trudności, czują, że są pod Bożą opieką i z wielkim entuzjazmem patrzą w przyszłość!
Dziś słuchawkę od Ojca Lidera przejął nr 11 – Filip Hepner. Filip na wstępie poprosił o pozdrowienie swojej rodziny, do których my chętnie się dołączamy i serdecznie ściskamy panią Agatę, pana Jacka, Zuzię, Paulinę i Kubę wraz z całą rodziną. Dalej, jako że z Filipem przejechaliśmy już sporo kilometrów, rozmawialiśmy raczej o tym, co nowego go spotyka na tej wyprawie. W odpowiedzi usłyszałem, że Filip z racji funkcji nawigatora bardzo dużo prowadzi (choć wcześniej raczej preferował ostatnie miejsca w kolumnie ). Ponadto spełnia się jako kucharz, mogąc uszczęśliwiać każdym obiadkiem Kasię, z którą jakiś czas temu rozpoczął wspólną podróż przez codzienne życie.
Na koniec dzisiejszej relacji żegnamy Agatę Kowal, która z powodu ważnego wesela opuszcza wyprawowe szeregi i jutro z Londynu odlatuje do Polski. Dziękujemy również Sarze i Piotrkowi Wierzgaczom, którzy przyjechali do grupy z angielskiej stolicy po Agatę. Życzymy szczęśliwego powrotu!
PS Dzięki Maksowi, liczba uczestników pozostaje na razie bez zmian!
Bilans dnia:
133 km
Śr. prędkość: 18 km/h
1300 m przewyższeń
5 awarii
1 nowy, tymczasowy uczestnik
Nocleg:
Brentwood – klasztor Sióstr Urszulanek
Przejechanych do tej pory kilometrów: 1809
Mateusz/NINIWA Team