Pod czujnym okiem policji
Piątek, 14 sierpnia 2015 (12:35)Przed nami kolejny dzień przygód NINIWA Team. Kolejne kilometry i kolejne niesamowite wydarzenia. Z dzisiejszej relacji - z czwartku - dowiesz się między innymi o zaciętej rozgrywce w piłkę nożną pomiędzy Polską a Francją, o nowym „oszukańczym policjancie” w grupie i godzinie policyjnej. Brzmi tajemniczo? Zapraszam!
Dzisiejszą relację rozpoczniemy nietypowo, bo od wczorajszego wieczora. Zanim rowerzyści udali się spać, zaplanowali nieco późniejszy wyjazd dnia następnego. A skoro można dłużej z rana pospać, to można też i dłużej wieczorem poszaleć. Z tego powodu dnia 12 sierpnia 2015 roku na trawniku wokół jeziorka w Armentières rozegrał się zażarty mecz pomiędzy polską i francuską reprezentacją. Wszystko to za sprawą czterech młodych Francuzów, którzy aktywnie odpoczywali w sąsiedztwie grupy. Pełni energii i chętni do rywalizacji sportowej śmiałkowie podeszli do chłopaków, proponując piękną angielszczyzną rozgrywkę w piłkę nożną. Tamci jednak wydawali się niewiele rozumieć z języka swoich sąsiadów, ale na szczęście biegle posługiwali się językiem uniwersalnym, tak zwanym na migi. Przeciwne drużyny szybko wyznaczyły bramki i linie boczne, by móc rozpocząć zacięty mecz. Było mnóstwo radości, zaangażowania i śmiechu. W efekcie drużyna polska niestety przegrała, ale jak komentuje Ojciec Lider, zrobiła to z premedytacją! Nasza ekipa poświęciła się, aby nasza prawdziwa reprezentacja już zawsze z Francją wygrywała. Takie to chytrusy z naszych rowerzystów.
Dzisiejszy dzień zaczyna się pobudką o 6.00. Podróżnicy zanim wsiądą na rowery, są zabawiani przez Ninę małą sztuczką karcianą. Każdy z puli 37 kart musi wylosować jedną, mając okazję trafić na trefla, kiera, karo lub jokera. Jeśli wylosowałeś jokera – wygrałeś, jesteś wolnym strzelcem i możesz dzisiaj jeździć, jak ci się podoba. Wylosowanie jednej z pozostałych kart jest równoznaczne z przydziałem do odpowiedniej grupy. Skutkiem tego podziału są trzy grupy i joker Kleryk jeżdżący raz tu, a raz tu. Jeszcze tylko poranna modlitwa i już rowerzyści mogą wsiadać na swe machiny i ruszać w dalszą drogę, aż tu nagle rozlega się wołanie: „Stooop, kapcia mam!”. Tak, kolejny punkt dla Wojtka Skipioła.
Po załataniu dętki grupa opuszcza miejsce noclegu. Dzisiejsza pogoda jest idealna do jazdy. Nie za ciepło, nie za zimno, a do tego rowerzystom przyświeca pogodna myśl, że do przejechania mają tylko 100 km. Dwa dystanse przebiegają bardzo szybko i przyjemnie, poza jedną przebitą dętką Marcina Krzysiaka. Ponadto do naszego rankingu wywrotek dopisujemy dziś Ojca Lidera, który przyznał, że jechał na szybkie zakupy i na drogę nie założył kasku, więc owa wywrotka była małym ostrzeżeniem-przypomnieniem.
O 14.00 rowerzyści dojeżdżają do Calais, celu dzisiejszego dnia, kierując się bezpośrednio na plażę. Po drodze mijają centrum miasta, które choć przepiękne i czyściutkie, to świeci pustkami. Jedyne, co rzuca się w oczy, to wszechobecna policja. Podobnie sprawa wygląda na plaży, która pomimo pięknych widoków, przyjemnego piasku i dużej szerokości nie gości wielu wczasowiczów. W takiej scenerii, przy mile świecącym słońcu, nasi śmiałkowie postanawiają odprawić Mszę św. Jak dzieli się ze mną Nina, przed przyjazdem do miasta grupa odczuwała pewne obawy, ale jednak z wielką radością w sercach i energią jechali przed siebie, podziwiając coraz to piękniejsze zakątki. Jednak w oczach mijanych na ulicy ludzi zdawali się dostrzegać smutek, niepokój i zmarnowanie. Nie sposób było uciec od porównań. Nasi rowerzyści z pozoru wydają się poza swoimi rowerami i tobołkami nie mieć nic, a jednak mają wszystko: Boga, siebie nawzajem i niewyczerpaną radość życia. Z kolei spotykani ludzie mimo fizycznego dobrobytu wydają się zagubieni i osamotnieni w codziennym życiu.
Jak już wspomniałam, w Calais nie sposób nie spotkać policji, a co więcej – nie być przez nią obserwowanym. Tak też i nasi śmiałkowie byli przez komendanta policji monitorowani. Po Mszy św. Marcin Szuścik poszedł więc z dowódcą porozmawiać. Jak się okazało, policjant jest człowiekiem bardzo wierzącym, podziwiającym Jana Pawła II, którego zdjęcie wraz z różańcem wisi w jego służbowej szafce. Gdy się dowiedział o poczynaniach śmiałków, bardzo się ucieszył, poprosił o pamiątkowe zdjęcie, a o. Tomek podarował mu polską flagę. W ramach wdzięczności komendant oddał Ojcu Liderowi jedną ze swoich trzech… odznak policyjnych! Ciekawe, jak ją świeżo upieczony stróż prawa wykorzysta?
Po Mszy św. ekipa daje sobie czas wolny do 18.00 na plażowanie, gotowanie i odpoczywanie. Jednakże po chwili zrywa się niesamowita wichura, tak że tworzy się na plaży miniburza piaskowa. Do tego po godzinie zaczyna padać deszcz. W tym momencie, jak to zawsze „przypadkiem” bywa, zatroskani policjanci podpytują rowerzystów o miejsce noclegu. Chcą ostrzec ekipę przed emigrantami, którzy w Calais pojawiają się co kilka dni wielkimi tłumami. Wtedy to tysiące uciekinierów udaje się na plażę, gdzie mają nadzieję złapać jakiś statek czy łódkę do Wielkiej Brytanii. Są wśród nich i tacy, którzy z głodu stają się bezwzględni i napadają na domy, ludzi, okradając ich z mienia. W tym roku NINIWA Team jedzie w intencji rządzących państwami, modląc się o poszanowanie ludzkiego życia. Spoglądając na losy emigrantów, rowerzyści zastanawiają się, czy życie tych ludzi jest rzeczywiście szanowane, zarówno w ich ojczyznach, jak i tutaj, w Europie. I z kolei czy oni nie powinni darzyć szacunkiem ludzi i miejsc, do których przybywają? Czy bogate państwa Unii Europejskiej i Ameryki Północnej są w stanie coś zrobić, by tych ludzi wesprzeć, dać wskazówki? Z pewnością temat emigracji jeszcze w tegorocznych relacjach wróci.
Nasi śmiałkowie, nie bardzo świadomi zagrożenia, odpowiadają policjantom, że nie mają zaplanowanego noclegu. Ci bardzo chętni do pomocy proponują rowerzystom dwa garaże będące częścią sezonowego komisariatu policji umieszczonego na plaży. Jednak stawiają warunki, aby nie opuszczać w nocy pomieszczenia i zachowywać się cicho. NINIWA Team długo się nie zastanawia i gospodaruje jeden garaż na miejsce dla rowerów, zaś drugi na sypialnię. O 20.30 policjanci nakładają na rowerzystów godzinę policyjną, zamykając od zewnątrz pomieszczenia. W środku jest ciasno, każdy ma mało miejsca dla siebie. Ale jak kończy Nina, dla nikogo to nie jest problem, bo przecież są jak jedna, kochająca się rodzina.
Bilans dnia:
100 km
Śr. prędkość: 21.5 km/h
Po jednej dętce dla Wojtka i Marcina
Wywrotka Ojca Lidera
2 garaże
Nocleg:
Calais, w garażu pod komendą
Przejechanych do tej pory kilometrów: 1676
Justyna/NINIWA Team