Bez reszty oddany Bogu i Niepokalanej
Piątek, 14 sierpnia 2015 (12:32)Dziś przypada uroczystość św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika, który dokładnie 74 lata temu oddał życie za ojca rodziny Franciszka Gajowniczka - współwięźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.
Postacią o. Maksymiliana szczególnie zainteresowany był św. Jan Paweł II, który jeszcze jako arcybiskup metropolita krakowski wielokrotnie odwiedzał obóz Auschwitz – miejsce jego męczeńskiej śmierci, wspierał też starania o beatyfikację franciszkanina. Warto przypomnieć, że 17 października 1971 r. ks. kard. Karol Wojtyła koncelebrował wraz z bł. Pawłem VI Mszę św. beatyfikacyjną ojca Maksymiliana Kolbego w Rzymie, którego już jako Papież kanonizował 10 października 1982 r. Z kolei 18 czerwca 1983 r., podczas swej drugiej pielgrzymki do Ojczyzny, Ojciec Święty odwiedził Niepokalanów, nazywając to miejsce „wielkim warsztatem franciszkańskiego apostolstwa”. Jan Paweł II modlił się w celi klasztornej św. Maksymiliana Kolbego, spotkał się również z przedstawicielami zgromadzeń zakonnych.
Św. Maksymilian był człowiekiem zawierzenia, bez reszty oddanym Bogu i Maryi Niepokalanej, której kult szerzył w Polsce, ale również poza granicami swego ojczystego kraju. Ci, którzy go znali, pamiętają jego wielkie skupienie podczas odprawiania Mszy św. Tak o świętym męczenniku mówił NaszemuDziennikowi.pl Mieczysław Guzik, który jako nastoletni chłopiec służył do Mszy św. o. Maksymilianowi.
– Zapamiętałem go jako bardzo spokojnego, zrównoważonego, rozmodlonego człowieka, ale jednocześnie wyróżniającego się spośród innych. Cechował go ujmujący uśmiech i życzliwość, którą miał w oczach. Kiedy odprawiał Mszę św., był bardzo skupiony, tak jakby dotykał innej rzeczywistości. To był naprawdę wyjątkowy, święty człowiek, który żył dla Boga, cały oddany Niepokalanej – wspominał Mieczysław Guzik.
Ostatni raz widział o. Maksymiliana 17 lutego 1941 r., kiedy gestapo aresztowało zakonnika. – Widziałem odjeżdżający samochód, który zabrał o. Maksymiliana. Wewnątrz siedziało kilku żołnierzy niemieckich, między nimi na tylnym siedzeniu o. Kolbe. To było moje ostatnie spotkanie – choć na odległość – z o. Kolbem – wspominał Mieczysław Guzik.
Mariusz Kamieniecki