Ile prezydenta w kampanii?
Piątek, 14 sierpnia 2015 (04:15)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk
Zgodzi się Pan z premier Ewą Kopacz, że mówienie o głodnych dzieciach w Polsce to wpisywanie się w rosyjską propagandę?
– Jeżeli obserwowane są zjawiska, których istnienie potwierdzają instytucje państwowe, jak GUS czy NIK, to możemy się na nie obrażać, ale to są fakty. Tymi faktami grają różne strony w kraju, jak i cała arena międzynarodowa. To, że tego argumentu używają Rosjanie, to pokazuje sztukę ich polityki, a więc skuteczność i spryt. Tak to trzeba odczytywać. Z drugiej strony gdyby strona polska umiała pewne sprawy stawiać jasno i konstruktywnie podchodzić do problemu, a nie chować głowę w piasek, to Rosjanie nie mieliby tego argumentu.
Andrzej Duda obiecał ulgę w wysokości 500 zł na każde dziecko. Z kolei Ewa Kopacz uważa, że niemożliwe jest uwzględnienie tego postulatu w budżecie na rok 2016. Skąd te dwa różne stanowiska?
– Andrzej Duda rozpoczyna urzędowanie, a premier musi sobie uświadomić, że jej czas się kończy. Jej rząd najprawdopodobniej będzie istniał jeszcze tylko 2 miesiące. Zapowiedzi prezydenta odnoszą się do 5 lat kadencji. To, że po stronie Ewy Kopacz nie ma woli politycznej do realizacji tego postulatu, świadczy tylko o niej. To jednak nie przekreśla realności tego postulatu. Jestem o tę kwestię spokojny.
Zaproszenie rządu do współpracy w kwestii realizacji obietnic jest spychaniem odpowiedzialności?
– Organem wykonawczym decydującym o tym, co dzieje się w kraju, jest rząd. Prezydent ma obowiązek współdziałania z rządem. Tak jak premier nie może dyktować prezydentowi, kiedy ma zwołać Radę Gabinetową, tak nie może obrażać się na to, że oczekuje się od niej wykonywania tego, czego wymaga od niej Konstytucja. Jeżeli premier obraża się na Konstytucję, to powinna zastanowić się nad sensem bycia premierem. Po to jest szefem rządu, po to ma ministrów, ekspertów i aparat administracyjny, aby takimi sprawami się zajmować. Gdyby prezydent sam podjął tę kwestię, to byśmy słyszeli, że to jest element walki na górze i chęć wchodzenia w kompetencje rządu. Wszystko, co zrobi prezydent do 25 października, będzie odbierane jako kampania wyborcza.
Jednak dosyć łatwo uznać za kampanię podróże prezydenta po kraju.
– Tak, tylko prezydent ani razu podczas spotkań nie powiedział słów: Prawo i Sprawiedliwość czy zdania: głosujcie na Prawo i Sprawiedliwość. Mimo to jest traktowany jako element kampanii wyborczej. Zastanawia mnie to, dlaczego nikt z publicystów czy polityków PiS nie zaapelował o udowodnienie zaangażowania prezydenta w kampanię.
Prezydent wywodzi się z danego środowiska politycznego i jego obecność zawsze będzie kojarzona z PiS, bez względu na głoszone hasła.
– Jestem świadomy tego, że to jest wpisane w ryzyko. Jednak sam fakt objazdu jest odbierany jako próba dokończenia tego, co nie zostało zrealizowane w trakcie kampanii. To nie jest kampania prezydencka, bo ta się już skończyła. To jest próba dowiedzenia się tego, co dzieje się w całym kraju. Nie tylko w największych miastach.
Weźmie Pan udział w referendum 6 września?
– Tak. Chciałbym też, aby to referendum było rozszerzone. Boli mnie to, że nikt w kluczowych sprawach nie słucha społeczeństwa. Uważam, że referenda w sprawach najistotniejszych i budzących największe wątpliwości powinny się odbywać. To by dało pewną realność istocie referendum. To, co się teraz robi, to jest to ośmieszanie tej formy wyrażania opinii, a przez to lekką ręką wyrzuca się 100 mln.
Andrzej Duda w jednym z wywiadów stwierdził, że zapoznał się z wnioskiem o poszerzenie referendum i w najbliższych dniach podejmie decyzję o jego poszerzeniu.
– I powinien odpowiedzieć pozytywnie. Taka jest rola prezydenta, żeby wyczuć klimat społeczny. To, że prezydent Komorowski przez 5 lat nie potrafił słuchać społeczeństwa, a następnie obudził się dzień po klęsce I tury, to nie oznacza to, że tak ma postępować Andrzej Duda. Ludzie mają prawo się wypowiedzieć w tych sprawach.
Po co więc ta zwłoka?
– Ciężko mi powiedzieć, co dzieje się w kancelarii. Pewne wnioski trzeba składać ze szczególną dbałością o prawo. Do końca nie wiadomo, co prezydent zastał w kancelarii. Myślę, że ta zwłoka nie jest kwestią złej woli. Żyjemy w systemie biurokratycznym. W państwie prawa trzeba działać zgodnie z prawem. Wydaje mi się, że to jest głównym powodem.