• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Dwa światy

Czwartek, 13 sierpnia 2015 (11:21)

Dzisiejsza relacja nie będzie łatwa i przyjemna. Chciałbym Cię poniższym tekstem skłonić przynajmniej do przemyśleń. Oczywiście nie zabraknie opisu radosnych chwil, których śmiałkowie mieli okazję doświadczyć, jednak poza tym chcę postawić kilka istotnych pytań.

Jak różne scenariusze kreśli ludziom życie? Jak wiele lub niewiele zależy od nas samych? I dlaczego w ogóle dzisiaj stawiam te pytania?

Dzisiejszy odcinek rozpoczyna się pobudką o 5.00 rano. Śniadanko, toaleta, pakowanie i można ruszać w drogę. Podobnie jak wczoraj trasa wiedzie ścieżkami rowerowymi. Pierwsze 50 km przebiega całkiem sprawnie z wyjątkiem jednego kapcia, którego dodajemy do konta Wojtka Skipioła. Standardowa przerwa i jedziemy dalej. Na drugim dystansie dzieje się już kilka ciekawych rzeczy. Po pierwsze grupa dopisuje do listy kolejne państwo na trasie – Francję. Ponadto Wojtek po raz kolejny przebija swoje koło, a Agata zalicza widowiskową glebę. Podobno niczym sprawny kot ląduje na ziemi, wspierając się na czterech kończynach. Na szczęście kończy się tylko na lekkich otarciach. Belgia w ocenie rowerzystów to kraj bogaty i rozwinięty, ale jednocześnie zaniedbany, momentami wręcz brudny. Spotykanych ludzi trudno określić jednoznacznie, jednak wiele osób sprawiało wrażenie zamkniętych. Zmiana nastąpiła na francuskiej ziemi. Zdaniem Edyty, ludzie są zdecydowanie bardziej otwarci i przyjaźni. Chwilę po przekroczeniu granicy ma miejsce dłuższa przerwa obiadowa, która pozwala trochę odetchnąć, gdyż zrobiło się bardzo duszno.

Na trzecim dystansie po raz kolejny awaria. Niestety, niczym więcej Was nie zaskoczę. To po raz trzeci już dzisiaj Wojtek musi zakleić swoją dętkę. Niedługo potem ekipa dojeżdża do pierwszego większego miasta we Francji – Lille. Była stolica Flandrii robi duże wrażenie na rowerzystach. Szczególny zachwyt wzbudza starówka. Warto więc zrobić przerwę, chociażby na lody! Jednak energia grupy jest na tyle duża, że po chwili już wszyscy tańczą na starówce „Belgijkę”! Widok musiał być niesamowity! Ludzie patrzą z zainteresowaniem, cieszą się i dopingują, zatem grupa… zaczyna tańczyć „Makarenę”! Jest radość! W międzyczasie do zabawy dołącza czwórka młodych, około 8-letnich chłopaków, na pierwszy rzut oka imigrantów, z którymi NINIWA Team dzieli się przede wszystkim uśmiechem, ale też i słodyczami.

Pewnie po wstępie tej relacji ciągle czekasz, Drogi Czytelniku, na łyżkę dziegciu, która jednak trochę popsuje ten miodowy nastrój? Otóż, kiedy skończyła się zabawa, nasi młodzi znajomi odeszli od grupy i od razu spotkali swojego „opiekuna”, który odebrał im otrzymane słodycze. Wszystko wyglądało jak element dobrze przygotowanej akcji wyłudzania pieniędzy albo jak w tym przypadku słodyczy od turystów.

Nie przez przypadek wspomniałem, że chłopcy prawdopodobnie są imigrantami. Sytuacja z oddawaniem słodyczy zdaje się to tylko potwierdzać. Ile jest takich dzieci dzisiaj na świecie, które na różne sposoby muszą walczyć o przetrwanie z dnia na dzień? Z całą pewnością za dużo. I choć wszyscy żyjemy na jednej planecie, to jednak wydaje się jakby w dwóch przenikających się światach. Ci czterej młodzi chłopcy nie mają zapewne żadnego wpływu na położenie, w jakim się znajdują. A jednak z góry stoją na dużo gorszej pozycji niż ich europejscy rówieśnicy. Możemy się tylko domyślać, dlaczego oni, tak jak wiele innych dzieci wraz ze swoimi rodzicami musieli opuścić swój ojczysty kraj. Wojna, bieda, choroby, opresyjne rządy, terroryzm, powodów można wymieniać mnóstwo. W zeszłym roku nasi rowerzyści pokonywali kolejne kilometry w intencji pokoju na świecie. Wśród wielu mądrych słów, jakie były owocem tamtej wyprawy, pojawiło się stwierdzenie, że pokój na świecie musi się zrodzić w nas samych, by móc potem objąć cały świat. To spośród społeczeństw ludzi mających pokój w sercu muszą się wywodzić przyszli przywódcy, którzy będą podejmować najważniejsze w skali światowej decyzje.

Co możemy zrobić, by w przyszłości takich dzieci było jak najmniej? Małymi krokami do przodu. Nie stać w miejscu, nie obrażać się, budować wokół siebie zdrowe, pozytywne relacje. Pierwszą wskazówkę daje nam w dzisiejszej Ewangelii Jezus Chrystus. Nasze działania powinny prowadzić do zgody. Bo jeśli „dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec”. Kolejna wskazówka płynie do nas od Matki Teresy z Kalkuty, która mówi wprost: „Gdy oceniasz ludzi, nie masz czasu ich kochać”. Podstawą do zgody jest miłość do bliźniego. Nie wolno nam też zapominać o własnym rozwoju, budowaniu swojej postawy. Przykładem niech będzie Edyta, która dzięki swej wytrwałości i determinacji pokonała wiele trudności, by móc jechać na tegoroczną wyprawę. Nie poddawała się w chwilach słabości i dzisiaj czerpie pełnymi garściami z tego, co daje jej udział w wyprawie, dzieli się uśmiechem i jestem przekonany, że po powrocie zarazi wielu swoją pozytywną energią. Wydawałoby się, że to z pozoru nic wielkiego w skali światowych problemów. Jeśli jednak każdy z nas będzie krok po kroku budować swoją osobowość z myślą o innych, to wszyscy będziemy zmierzać w dobrym kierunku, którego celem jest pokój i dobrobyt na świecie.

Trochę się rozpisałem, ale bardzo chciałem się tymi kilkoma myślami z Wami podzielić. Kończąc relację, muszę jeszcze dodać, że powyższe rozważania są inspirowane tym, co usłyszałem dzisiaj od grupy. Wcześniejsze zakończenie jazdy i wieczorna Msza św. dały możliwość do chwili refleksji. Rowerzyści śpią w namiotach nad stawem w miejscowości Armentières, skąd jutro ruszą do Calais, miasta portowego z połączeniem promowym z Dover w Wielkiej Brytanii!

Bilans dnia:

  • 139 km
  • Śr. prędkość: 21 km/h
  • Dętkowy hat-trick Wojtka
  • 1 wywrotka Agaty

Nocleg:

Armentières – trawnik wokół stawu

Przejechanych do tej pory kilometrów: 1576

Mateusz, NINIWA Team