• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Wojaże w czasie

Środa, 12 sierpnia 2015 (12:51)

Dzisiaj NINIWA Team przeżyła małą podróż w czasie! Ekipa cofnęła się do Wielkanocy, a wszystko za sprawą … czekolady. Ale jak to? Zapraszam do lektury!

Dzień dobry! Ach, jakże dobry! 5.00 pobudka. Atmosfera, choć chłodna ze względu na wczesną porę, zostaje bardzo szybko rozgrzana przez życzliwych gospodarzy, którzy bez uprzedzenia przynoszą grupie całą masę świeżutkich bułeczek, chlebów i ciastek piernikowych. Wszystko przepyszne, a do tego w takich ilościach, że jeszcze zostaje na prowiant na dalszą drogę.

Dzisiejszą jazdę można podsumować dwoma słowami: ścieżki rowerowe. Choć są we wspaniałej kondycji i bardzo usprawniają komunikację miejską, dla ekipy są nie lada wyzwaniem. Jazda drogami rowerowymi grupą 37 osób wiąże się z żółwim tempem, bo i ciężko się rozpędzić, i niełatwo wyminąć, a do tego co chwilę pojawiają się skrzyżowania, przy których trzeba zachować szczególną ostrożność. Ponadto podczas dzisiejszych dystansów pojawiają się 4 dodatkowe opóźniacze. Najpierw po 9 km jazdy część grupy nieco się gubi i odjeżdża zwiedzać miasta nieuwzględnione wcześniej w trasie wyjazdu. Przez takie atrakcje ekipa traci godzinę jazdy (przynajmniej ta jej niepogubiona część), poświęconą na odnalezienie brakującego ogniwa. Następnie Marlenie ekspander* wkręca się w przerzutkę, a Karolina zalicza wywrotkę, co wymusza kolejne chwile postoju. Dziewczyny w ogóle mają dzisiaj „szczęście”, bo do kompletu awarii dołącza Paulina z przebitą dętką. Naprawa tej ostatniej pewnie trwałaby zdecydowanie krócej, gdyby nie fakt, że zajmuje się nią aż 20 absztyfikantów Pauliśty! No ma dziewczyna powodzenie! Tylko pytanie, czy wśród tych złotych rączek warto poszukiwać materiału na męża, skoro aż dwudziestu takich było potrzebnych do wymiany jednej dętki?

Podczas drugiego dystansu wyprawowicze przekraczają granicę z Belgią. Tam udaje im się dotrzeć na przerwę obiadową przed market, gdzie rozpoczyna się wspomniana we wstępie podróż w czasie. Operatorem całej akcji jest pracownik sklepu, który widząc przed wejściem wymęczoną ekipę, przynosi w darze pełny kosz wielkanocnych czekoladek! Początkowo grupa bardzo niechętnie przyjmuje podarunek, no bo czekolada zaraz się roztopi, a do tego w sakwach nie ma miejsca, by ją schować. Na szczęście po czasie machina czasowa zaczyna działać i śmiałkowie przypominają sobie, czego symbolem tak naprawdę jest to jajuszko z czekolady. Do śmiałków dociera, że ten pracownik podzielił się dobrem i radością, więc tak naprawdę podzielił się Chrystusem Zmartwychwstałym i że oni mają robić dokładnie to samo! Nie myśląc już dużo więcej, ekipa pakuje otrzymane symbole radości życia i rusza w drogę, by obdzielić nimi Belgów. Podjeżdżają do przechodniów, zaczepiają gapiów, obdarowują cieszące się dzieci. Śmiałkowie pamiętają, że kto dużo daje, ten też dużo otrzymuje!

Jednakże to nie koniec wojaży czasowych. Po 3 km grupa dociera do małego miasteczka, gdzie na rynku stoi piękna figura Chrystusa z rozłożonymi ramionami i z napisem po łacinie „Ja jestem Zmartwychwstanie i Życie”. O. Tomkowi przywodzi to na myśl wspomnienie z wyprawy na Syberię, gdy po całodziennej procesji Bożego Ciała grupa dotarła do Czelabińska przed pomnik Chrystusa z inskrypcją „Ja żyję i wy żyć będziecie”. Wszystkie te wydarzenia przypominają nam o tym, że prawdziwą radością życia jest Chrystus. Ten, kto żyje w Jezusie, ma radość życia i ma się nią dzielić!

Po powrocie do teraźniejszości grupa dojeżdża do Antwerpii, gdzie spotyka ich nietypowa atrakcja. Ścieżka rowerowa, którą jechali przez centrum miasta, niespodziewanie kończy się… drzwiami do windy! Winda ta mieści około 20 rowerów, zjeżdża w dół na wysokość 30 m p.p.m., doprowadzając do tunelu, który pozwala na pokonanie rzeki. Jak wspomina Paweł, wyprawowa Ósemeczka, przejechanie takim tunelem (a tym bardziej windą) jest świetnym doświadczeniem. Naszemu studentowi logistyki w ogóle bardzo się w Belgii i Holandii podoba, choć - jak przyznaje - przedmieścia są zdecydowanie ładniejsze od miast. Jeszcze bardziej Pawłowi podoba się wyprawa sama w sobie, dzięki niej docenia wartość wspólnoty oraz uświadamia sobie, jak bardzo jeden człowiek jest drugiemu potrzebny.

Po wybiciu 150 km grupa rozpoczyna poszukiwania noclegu, które do najprostszych nie należą. W końcu udaje się trafić na pewnego pana, który co prawda sam noclegu nie udziela, ale włącza się w akcję poszukiwań. Za jego sprawą NINIWA Team trafia na farmę, gdzie ma dostęp do wody, swojskich zapachów i niekończącego się mleka z cysterny. Teraz tylko rozłożyć namiot, coś zjeść, siusiu, paciorek i nyny. Dobranoc!

*Ekspander – guma do spinania bagaży.

Bilans dnia:
150 km

  • Całe mnóstwo ścieżek rowerowych
  • 1 wkręcony ekspander
  • 1 dętka Pauliny i 20 złotych rączek
  • 1 wywrotka Karoliny
  • Depresyjny nocleg (-7 m p.p.m.)

Nocleg:
Nieuwkerken-Waas, Belgia

Przejechanych do tej pory kilometrów: 1437

Justyna, NINIWA Team