Trybunał Stanu nie jest wykluczony
Poniedziałek, 10 sierpnia 2015 (19:59)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Tygodnik „Wprost” sugeruje, że procedury przetargowe na śmigłowiec dla polskiej armii mogły zostać zmanipulowane. To poważne zarzuty wobec MON…
– Przedstawione przez „Wprost” zarzuty są bardzo poważne i odważnie postawione. To, o czym wszyscy myśleli, tygodnik wyraził w tym artykule.
Dla Pana to pewnie żadna rewelacja, bo przecież związki zawodowe już dawno alarmowały, że przetarg jest ustawiany pod jednego oferenta, apelując do rządu o jego unieważnienie…
– Dla nas, przedstawicieli strony związkowej, sprawa była i w dalszym ciągu jest oczywista. My też nie możemy o wszystkich sprawach mówić i zdajemy sobie sprawę, że kwestie, które poruszył tygodnik, są w dużej mierze zastrzeżone tajemnicą, ale skoro wnosiliśmy o unieważnienie tego przetargu, to znaczy, że jakieś powody ku temu były. Zgadzam się z tym, co napisał „Wprost”, i wolałbym, aby wicepremier Tomasz Siemoniak nie straszył skierowaniem sprawy na drogę sądową, tylko pokazał papiery, położył na stół dokumenty, żebyśmy mieli do tego wgląd i dopiero wtedy, żeby powiedział, że wszystko było uczciwe. Natomiast straszenie prokuraturą przypomina mi przetarg na śmigłowce dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, gdzie – przypomnę – wygrała ta sama firma – Airbus Helicopters, tyle że pod inną nazwą – Eurocopter – i po paru latach okazuje się, że przetarg był niezgodny, ale prokuratura uznała go za ważny, bo cóż teraz można z tym fantem zrobić.
Podczas jednej z naszych rozmów po spotkaniu strony społecznej z przedstawicielami MON wyrażał Pan wątpliwości co do rzetelności drugiej strony…
– Trudno, żeby było inaczej, jeżeli jeden z przedstawicieli MON mówi, że min. Tomasz Siemoniak nigdy nie powiedział, iż parametry, które miał spełnić śmigłowiec dla polskiej armii, w stu procentach spełnił Airbus Helicopters, to ja osobiście jestem świadkiem i moi koledzy ze Świdnika i z Mielca, że takie stwierdzenia z ust wicepremiera Siemoniaka i wiceministra Mroczka padły podczas spotkań z nami. Wyraźnie stwierdzono, że sto procent wymogów stawianych przez MON potencjalnemu dostawcy śmigłowców dla naszego wojska spełniają Francuzi. To wyraźnie wskazuje na nadużycie. Dlatego w pełni zgadzam się z zarzutami stawianymi przez tygodnik „Wprost”.
Czy chce Pan powiedzieć, że w razie potrzeby Pan i inni związkowcy mogą być stroną w tym sporze?
– W zależności od okoliczności jestem gotowy być świadkiem w tym procesie, ponieważ powtórzę jeszcze raz: w obecności przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w PZL Mielec Mariana Kokoszki oraz przewodniczącego NSZZ „Solidarność” w PZL Świdnik Andrzeja Kuchty i mojej takie stwierdzenia i zapewnienia, że francuski śmigłowiec Caracal w stu procentach spełnia postawione wymogi, z ust wicepremiera Siemoniaka i wiceministra Mroczka padły.
Premier Kopacz twierdzi, że ufa ministrowi Siemoniakowi i że ta ekipa dołożyła wszelkich starań, aby przetarg został rozstrzygnięty obiektywnie i zgodnie z prawem. Czy mowa o zaufaniu wystarcza?
– Jako strona związkowa mamy takie samo zaufanie zarówno do wicepremiera Siemoniaka, jak i do premier Kopacz. Dla nas jest to „spóła” i tyle mogę na ten temat powiedzieć.
Kwestie dotyczące ewentualnych wątpliwości czy zastrzeżeń mogły być wyjaśnione chociażby 24 czerwca podczas posiedzenia niejawnego sejmowej Komisji Obrony Narodowej dotyczącego przetargu na śmigłowce dla wojska. Dlaczego nic z tego nie wyszło?
– Przypomnę, że w spotkaniu kierownictwa MON oraz parlamentarzystów pierwotnie mieli uczestniczyć również przedstawiciele stron przetargu, a więc Airbus Helicopters oraz zarządów PZL Mielec i PZL Świdnik, czyli firm, których oferty zostały odrzucone. Niestety, nie zostali zaproszeni, bo tak postanowił przewodniczący komisji poseł Platformy Obywatelskiej Stefan Niesiołowski. I tak naprawdę komisja, która mogła wiele kwestii wyjaśnić, w rezultacie nic nie wniosła, a posłowie otrzymali jedynie zapewnienie, że cała procedura i postępowanie przetargowe zostało przeprowadzone zgodnie z literą prawa. Mieliśmy zatem status quo i powtarzanie tego samego, że wszystkie parametry stawiane przez MON zostały spełnione przez Francuzów. Myślę, że gdyby do udziału w spotkaniu dopuszczono przedstawicieli firm i do dyskusji na argumenty, a nie tylko na słowa, pewnie wątpliwości udałoby się wyjaśnić. Platforma rękami swojego urzędnika nie dopuściła jednak do konfrontacji po to, aby móc nadal opowiadać rzeczy, co do których mamy poważne wątpliwości i zastrzeżenia. Z kolei MON, nie ujawniając dokumentacji przetargowej, trzyma nas niejako na dystans, bo cóż z tego, że wiemy, skoro nie mamy możliwości, żeby to udowodnić, bo resort obrony torpeduje wszelkie próby rzeczowej konfrontacji.
Czy w tej sytuacji zwlekanie z ostatecznym uzgodnieniem kształtu umowy offsetowej nie jest próbą pozostawienia nowej ekipie tzw. kukułczego jaja?
– Wierzę, zapowiedź wówczas prezydenta elekta, dziś już prezydenta RP Andrzeja Dudy, że przyjrzy się przetargom w MON, również przetargowi na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii, zostanie zrealizowana. Jestem przekonany, że po zapoznaniu się z całą dokumentacją przetargową prezydent Duda będzie miał podstawy, żeby postawić wniosek o unieważnienie całej tej procedury. Ta procedura przetargowa powinna być unieważniona, i to ze względów formalnych, ponieważ Airbus Helicopters nie spełnił wymogów stawianych w przetargu przez resort obrony.
A zatem jeszcze nic straconego?
– Według mnie, koalicja PO – PSL, widząc krytyczną sytuację i skutki swoich nieudolnych rządów oraz mając świadomość, że jesienne wybory przegra, i to bardzo wyraźnie, traci jakby instynkt samozachowawczy. Stąd również fakt, że nie podejmuje ostatecznej decyzji w sprawie przetargu śmigłowcowego, jest tylko potwierdzeniem tego, co my wiemy, a co teraz ujawnił tygodnik „Wprost” i pozostawia tę całą spuściznę nowej ekipie. Całe szczęście, że nie zostały podpisane żadne wiążące dokumenty, więc być może unieważnienie tego przetargu nie pociągnie za sobą żadnych konsekwencji finansowych dla Polski.
Nie sądzi Pan, że rzutem na taśmę zdążą coś podpisać?
– No wie pan, jeżeli człowiek czy ludzie żyją w permanentnym strachu i czują, że tracą grunt pod nogami, w tym szaleńczym amoku są w stanie zrobić różne nieprzewidywalne rzeczy. Mając to na uwadze, trudno całkowicie wykluczyć i taki scenariusz. Mam jednak nadzieję, że ta ekipa zachowa na koniec choć odrobinę wyczucia i powagi sytuacji i zostawi ostateczne rozstrzygnięcia tego przetargu już nowej ekipie.
Przyznam, że dziwi mnie Pana wiara w wyczucie polityków PO…
– Po prostu staram się myśleć pozytywnie. Uważam, że ci ludzie mają świadomość, że gdyby po przegranych wyborach okazało się, że przetarg śmigłowcowy został przeprowadzony z naruszeniem prawa, to nieuchronnie czeka ich Trybunał Stanu. W tej chwili nie mamy specjalnie wyjścia, poczekajmy zatem na dalszy rozwój wydarzeń i do wyborów parlamentarnych na jesieni.