• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Polaków widzą jedynie przed wyborami

Poniedziałek, 10 sierpnia 2015 (03:01)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, sekretarzem stanu w kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego, koordynującego prace służb specjalnych, prokuratorem z 30-letnią praktyką, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Posłowie Platformy, komentując kształt list wyborczych, podkreślają mocne przywództwo w swojej partii i zespołową grę do jednej bramki. Jednak czy Ewa Kopacz faktycznie kontroluje jeszcze to, co się dzieje w Platformie?

– Jeżeli chodzi o Sejm, to widać, że robi to dość skutecznie – mam na myśli dyscyplinowanie posłów Platformy. Dotyczy to zwłaszcza ustaw czy kwestii światopoglądowych przepychanych na siłę. Dyscyplinuje do tego stopnia, że część posłów PO wchodzi w kolizję z własnym sumieniem, przeżywając sprawę ustaw światopoglądowych. Tym niemniej ulega presji ze strony szefowej rządu i Platformy, a wszystko w obawie o miejsce na listach wyborczych. Nie ulega wątpliwości, że gdyby głosowanie tych ustaw odbywało się w innym czasie, być może szkodliwe prawo nie zyskałoby takiego poparcia ze strony posłów PO. To zagrożenie zepchnięciem na dolne pozycje list wyborczych bądź w ogóle wykluczeniem z ubiegania się o mandat posła czy senatora z ramienia PO przyniosło skutek w postaci łamania sumień. Na próżno w tych działaniach szukać autorytetu, którego Ewa Kopacz nie ma. Zresztą trudno się temu dziwić, bo nie jest to jednak osobowość – postać, która miałaby jakąś misję, wizję przyszłości Polski, przeciwnie – momentami zachowuje się niestosownie do sytuacji. To pokazuje, że Ewa Kopacz nie jest autorytetem, a tym bardziej osobą, która może prowadzić i przewodzić formacji politycznej. Posłuch – jeżeli w ogóle jest – wynika wyłącznie ze strachu, bynajmniej nie wypływa z autorytetu, którego Ewa Kopacz po prostu nie ma.   

Przesunięcie wydawałoby się liderów PO na dalsze pozycje to forma zaskoczenia czy może próba przykrycia tych, którzy się skompromitowali?

– Ludzi skompromitowanych odsunięto ze stanowisk rządowych, teraz te i podobne im osoby nie znalazły się wysoko na listach wyborczych. Z pewnością nie są to osoby, którymi Platforma mogłaby się pochwalić, nie są to tzw. lokomotywy, które mogłyby pociągnąć partię rządzącą w górę. Widać natomiast gorączkowe poszukiwanie nowych nazwisk, którymi można by przykryć wstyd i próbować oszukać wyborców, prezentując się jako niby nowa formacja, której raz jeszcze należałoby zaufać.   

Po przegranych – jak wszystko wskazuje – wyborach Ewa Kopacz straci przywództwo w Platformie?

– Jestem przekonany, że po jesiennych przegranych przez Platformę wyborach dojdzie w tej formacji do wewnętrznych rozrachunków. W tej chwili tym, co jeszcze cementuje PO, jest władza. Wspólny cel – jak najlepszy wynik w zbliżających się wyborach powoduje mobilizację. Natomiast po klęsce wyborczej, bo tak się przecież zdarzyć może, frustracja sięgnie zenitu i rozpoczną się poszukiwania winnych. Należy się wówczas spodziewać rozliczeń i pewnej zmiany warty w Platformie.

Platformę czeka podział, żeby nie powiedzieć rozpad?

– Nie bez powodu mówi się o skrzydłach lewym i prawym w PO. Dziś wprawdzie partia ta jawi się jako monolit, ale w moim przekonaniu do końca tak nie jest. Wewnątrz są ludzie, którym nie po drodze z przyświecającą obecnie tej partii ideologią, która całkowicie skręciła na lewo. Przecież PO wyprzedziła w lewackich pomysłach nawet Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ostatnie projekty wypływające z PO były nawet pewnym zaskoczeniem dla samego SLD, formacji, która we wcześniejszych okresach, kiedy sprawowała władzę, nigdy tak daleko idących żądań nie składała. Mamy zatem swoisty wyścig – kto jest bardziej na lewo i wydaje się, że SLD zostaje w tyle za PO. Przecież to Platforma zaatakowała Kościół, zademonstrowała to, że się nie liczy ze stanowiskiem Konferencji Episkopatu Polski i przeforsowała kilka ustaw o charakterze światopoglądowym. Jestem przekonany, że w szeregach PO jest część posłów czy senatorów, którym z takim podejściem było i jest coraz bardziej źle. I jak wspomniałem wcześniej – tylko obawa przed utratą miejsca na liście powodowała subordynację. Po przegranych wyborach to rozgoryczenie będzie powodem kolejnych napięć i rozliczeń, rotacji, a kto wie czy nawet nie dojdzie do rozpadu PO.

Czy ten skręt na lewo Platformy, o którym Pan mówi, jest efektem problemów tożsamości tej partii czy może chęcią zebrania dodatkowej liczby głosów wśród lewicowego elektoratu?

– Wydaje mi się, że tak – jest to próba walki o elektorat lewicowy, ale z drugiej strony, kiedy patrzę na elity Platformy – obserwując jeszcze dużo wcześniejsze działania w różnych obszarach, to dochodzę do wniosku, że przywódcy tego ugrupowania to tak naprawdę ludzie bezideowi. Jedyne co łączy tych ludzi, to trwanie za wszelką cenę u sterów władzy. Natomiast nie ma tam żadnej wizji przyszłości Polski, wizji państwa. Nawet teraz, po ośmiu latach sprawowania władzy, okazuje się, że ta formacja nie ma nawet programu, który podobno ma być gotowy dopiero we wrześniu. Na razie premier Ewa Kopacz przemierza Polskę wzdłuż i wszerz i pyta Polaków, czego oczekują, co tylko pokazuje, że ta formacja, ci ludzie nigdy poważnie nie myśleli w kategoriach dobra Narodu, w kategoriach dobra państwa. Myślenie było tylko jedno: robić wszystko, żeby tylko utrzymać się przy władzy. To wynika również ze słynnych taśm „Wprost”, o których nie bez racji mówi się, że są to taśmy prawdy, bo właśnie tam bez skrępowania ludzie władzy – pomijając poziom kultury – dzielą się swoimi przemyśleniami na temat władzy i pokazują, co myślą o Polakach, o problemach państwa. Mało tego, wygląda na to, że doskonale zdają sobie sprawę, w jak katastrofalnej sytuacji znajduje się Polska, ale dla nich nie ma to żadnego znaczenia, dla nich jest tylko jeden problem, jak zagrać, żeby utrzymać się przy władzy. Nie słyszeliśmy z ust prominentnych polityków rządu i PO troski o państwo czy naród. Owszem, padały tylko stwierdzenia na temat fatalnego stanu, w jakim Polska się znajduje. Innymi słowy, na tych taśmach prawdy ludzie władzy podsumowali swoje ośmioletnie rządy i swoje funkcjonowanie na szczytach władzy.

Ze strony liderów Platformy pojawia się krytyka, że prezydent jeździ po kraju, co ich zdaniem oznacza, że włącza się w kampanię PiS…

– Pan prezydent Andrzej Duda, co może się nie mieścić w głowie politykom Platformy, jest prezydentem, który chce i utrzymuje stały kontakt z ludźmi. Jest to trudne do pojęcia przez polityków PO, którzy przyzwyczaili się do kontaktów ze społeczeństwem wyłącznie przed wyborami, a celem było zdobycie władzy. Później zamykali się w swoich kręgach, konsumując zdobytą władzę, mając w poważaniu problemy wyborców. Prezydent Duda podczas kampanii wyborczej przemierzył niemalże całą Polskę, spotykając się z ludźmi, teraz, już po wyborach, robi to samo, co zresztą obiecał. Mało tego, prezydent Duda deklaruje, że Pałac Prezydencki będzie otwarty dla ludzi w czasie całej kadencji. Podkreślił to bardzo mocno w dniu zaprzysiężenia, podczas spotkania ze społeczeństwem przed Pałacem Prezydenckim. Oczywiście ta otwartość nie oznacza, że każdy będzie mógł wejść do Pałacu, ale na pewno będą tam mogli wejść przedstawiciele różnych zgromadzeń, stowarzyszeń, grupy reprezentatywne, które będą mogły podzielić się z prezydentem problemami, ale także przedstawić propozycje w różnych kwestiach. Jestem pewny, że prezydent Andrzej Duda nie zawiedzie związanych z nim nadziei. Już teraz, na progu swojej prezydentury, pokazuje, jakim jest człowiekiem. Widać, bo tego nie da się wyuczyć, zagrać, że troska o państwo, o Naród, potrzeba budowania jedności, to wszystko jest w tym człowieku. Można powiedzieć, że prezydent Duda to człowiek szlachetny, ideowy, a przy tym tytan pracy.

A więc nosi w sobie cechy, których na próżno by szukać przez ostatnie osiem lat u jego poprzednika?            

– Tak, dlatego Platformie nie mieści się w głowie, że na czele państwa może stać człowiek, który z powagą traktuje nie tylko swoich, ale wszystkich, który prezydenturę traktuje jak służbę narodowi. Jestem przekonany, że prezydent Duda, który jest człowiekiem ideowym, człowiekiem honoru, konsekwentnym, będzie aktywny nie tylko do czasu zakończenia kampanii parlamentarnej, ale przez całą swoją kadencję. Dla ludzi, którym obcy jest honor, te sprawy są niepojęte, ale to już ich problem.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki