• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Siewcy radości

Piątek, 7 sierpnia 2015 (11:08)

Jak napisał święty Paweł, „kto zaś hojnie sieje, ten hojnie zbierać będzie” (2 Kor 9,6). NINIWA Team kolejny dzień wiele z siebie daje. Wiele radości, wysiłku i modlitwy, a pierwsze owoce tych poświęceń są im natychmiast zwracane.

Jest 4.00, choć budzący się o tej porze umysł jest jeszcze w trybie nocnym. Trzeba wstać, zjeść, spakować się, wsiąść na rower i jechać. A to wszystko w jedną godzinę, żeby nie opóźniać wyjazdu całej ekipy. Grupa jest niezwykle zmobilizowana, 37 osób jak jeden mąż o równej 5.00 wyrusza w drogę, by dzielić się radością.

Pierwsze dwa dystanse to już przyjemna rutyna: jest czas na modlitwę i przemyślenia, jest czas na śpiew, śmiech i rozmowy towarzyskie, jest czas na radość z jazdy i radość z życia! No i jest też czas na małą awarię i dwie małe wywrotki. Pierwsza przytrafiła się Marlenie za sprawą śrubki od bagażnika, której tak bardzo spodobało się w Niemczech, że postanowiła się odkręcić i wylecieć. Z kolei dwa upadki zaliczyła Karolina Kurcius, która wciąż zaznajamiając się z tajnikami wpinanych w pedały butów, zaczęła myśleć o niebieskich migdałach (albo może o przystojnym księciu na białym rumaku…), zapomniała o skupieniu i bęc! Wywrotka gotowa. Jak podaje podśpiewujący z radości Emil z numerem 4,taka mała wywrotka dla otrzeźwienia przydałaby się też pogodzie, która to ekipy nie oszczędza. Z dnia na dzień jest coraz cieplej, a na jednym z termometrów temperatura podskakuje dzisiaj do 42 kresek! Co więcej wiatr, chcąc ratować sytuację, zaczyna mocno dąć w twarze rowerzystów, co powoduje efekt odwrotny od zamierzonego i spowalnia jazdę.

Jednakże dzielni śmiałkowie się nie poddają, kręcą dalej, aż dokręcają do przerwy obiadowej, która to u części ekipy powoduje małe déjà vu. Rzecz dzieje się w remizie strażackiej, gdzieś w Niemczech. Drzwi do remizy są otwarte na oścież, a w środku żywej duszy. Dzwonek, mający na celu przywołanie strażaka, może i działa, ale skutek jego użycia jest nijaki. Rowerzyści uznają otwarte drzwi za zaproszenie i goszczą się w przyjemnej, chłodnej remizie. Tam też spożywają obiad i przeżywają Mszę św. Prawie identyczne doświadczenia mieli śmiałkowie jadący na Nordkapp w 2012 roku, kiedy po długich poszukiwaniach noclegu udało im się trafić do otwartej remizy strażackiej, w której nikt nie urzędował. Jak mówi o. Tomek, nawet układ korytarzy i ich wygląd jest taki sam. Jedyna różnica to ta, że wtedy dla ekipy remiza była zbawienna ze względu na ciepło w niej panujące, teraz zaś służy za oazę ochłody. Taka to wielofunkcyjność strażackich przybytków.

W trakcie Mszy św. ekipa wiele modlitw poświęciła w intencji rządzących państwami, szczególną uwagę kierując w stronę nowo zaprzysiężonego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wyprawowicze wierzą, że ich prośby zostaną wysłuchane i pomogą panu prezydentowi promować wartości chrześcijańskie i szacunek do życia w naszej Ojczyźnie.

Po wypoczynku ekipa rusza dalej. Według relacji Emila w drużynie jest bardzo radośnie, szczególnie gdy jeżdżą parami. Można wtedy porozmawiać, czuć wspólnotę w grupie, a i jedzie się szybciej. Razem z pozostałymi uczestnikami wyprawy stara się siać radość na niemieckiej ziemi. Jak mówi Ojciec Lider, zadanie nie jest łatwe, bo ludzie są zamknięci i nie potrafią przyjmować. Gdy wjeżdża się do krajów, takich jak Włochy czy Hiszpania, ludzie sami pozdrawiają, dopingują, tutaj zaś to nasi rowerzyści muszą się starać o przekazywanie dobrego humoru. Machania oraz serdeczne pozdrowienia ze strony śmiałków zazwyczaj trafiają na zamknięte serca i obojętny wzrok. Ale pamiętajmy, że wiara czyni cuda! W tym miejscu zróbmy małą podróż w czasie i powróćmy do wczorajszego późnego wieczoru. Gospodarz, który z niechęcią pozwolił ekipie na rozbicie namiotów obok swojego podwórka, był bardzo zamknięty. Jednakże po czasie obserwacji wyprawowiczów, gdy przekonał się, że nasi śmiałkowie to takie dobre duszyczki, otworzył swe progi (a przede wszystkim serce) i zezwolił na korzystanie z ubikacji, umywalki, a nawet przyniósł worki na śmieci. Kto dzieli się radością, ten ją tak naprawdę pomnaża! Taka Boża arytmetyka. 

Dzisiejszy nocleg jest dla rowerzystów owocem ich hojnego dawania i umiejętności przyjmowania. Wczesne wstawanie, pokonywanie dużej liczby kilometrów w upale, błądzenie pomiędzy wioskami ze względu na wszechobecne objazdy oraz przeganianie przez niechętnych gospodarzy z miejsca na miejsce. Takie pokorne podejście zawsze będzie nagrodzone. Tak jak dzisiaj nasi śmiałkowie otrzymali nocleg nad pięknym jeziorkiem, na publicznej plaży z natryskami, gdzie mogą się umyć i w spokoju spędzić noc.

PS. Nina Grzebisz bardzo dziękuje wszystkim za modlitwę i wsparcie oraz każe potwierdzić skuteczność modlitw, jako że z nogą jest już zdecydowanie lepiej!

Bilans dnia:

  • 184 km
  • 22,0 km/h
  • 2 wywrotki Karoliny
  • 1 stracona śrubka Marleny

Nocleg:
Seeburg

Przejechanych do tej pory kilometrów: 710

Justyna, www.niniwateam.pl