• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Prezydent „skazany” na sukces

Piątek, 7 sierpnia 2015 (03:08)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Prezydent Andrzej Duda w swoim orędziu powtórzył, że wie, do czego się zobowiązał, i zapewnił, że dotrzyma obietnic, mimo że – jak dodał – wielu w to wątpi…

– Prezydent Andrzej Duda w swoim orędziu wyraźnie wskazał, że chce być prezydentem wszystkich Polaków, nie tylko zwolenników Prawa i Sprawiedliwości. Pokazał otwartość, zaproszenie do współpracy, a jednocześnie wyraźnie wskazał, że kampania wyborcza na najwyższy urząd w państwie to przeszłość i przyszedł czas na pracę. Jednocześnie podkreślił, że na tym polu pracy dla Polski konieczna będzie współpraca parlamentu RP, rządu i prezydenta. Prezydent w bardzo mądry sposób pokazuje, że polityka to gra zespołowa, nie gra jednostek, a sukces jest możliwy dzięki współpracy wszystkich stron sceny politycznej. Prezydent Duda pokazał inną niż do tej pory filozofię państwa, państwa jako wspólnoty, gdzie każdy może mieć swój wkład w jego budowę niezależnie od politycznych różnic.     

Prezydent Duda nie polemizował ze swoimi przeciwnikami politycznymi, nie było więc tworzenia barier. Wprost przeciwnie – deklarował chęć współpracy z tym rządem. Czy z obecną ekipą da się współpracować?

– Myślę, że współpracować można z każdym, kto wykaże dobrą wolę i chęć współdziałania na rzecz Polski. Rozpoczyna się nowy etap w naszej historii i nie zakładałbym złej woli ze strony Ewy Kopacz i kierowanego przez nią rządu. Mam nadzieję i liczę, że obecny rząd wzniesie się ponad podziałami i że będziemy świadkami oczekiwanej przez społeczeństwo otwartości i wola współdziałania.   

Tymczasem miny premier Ewy Kopacz, marszałków Sejmu i Senatu oraz buczenie z ław sejmowych nie wskazują, że wyciągnięta ręka prezydenta Dudy spotka się z pozytywną reakcją…

– Zgromadzenie Narodowe to kilkaset osób, posłowie, senatorowie i trudno liczyć, że w tym gronie byli sami entuzjaści prezydentury Andrzeja Dudy. To jest polityka i nikt przecież nie mówił, że będzie łatwo i jedni dają szansę, inni już na starcie wątpią. Nie bardzo wierzę w to, że np. posłowie Niesiołowski czy Palikot byli tymi spośród obecnych na Sali Plenarnej, którzy oklaskiwali przemówienie prezydenta. Zawsze będzie grupa niezadowolonych, która będzie oponowała, ale nie wierzę w złą wolę nawet ze strony rządzących wobec nowego prezydenta, który dopiero co objął najwyższy urząd w państwie.   

Daje Pan zatem szansę Platformie?

– Uważam, że każdemu należy dać szansę i uzbroić się w cierpliwość. Również strona rządowa musi się nauczyć i zrozumieć, że trzeba zacząć rozmawiać, do czego zresztą prezydent Duda tak dzisiaj zachęcał.

Czy jednak ten parlament i obecny rząd są gotowe do współpracy z prezydentem Dudą, chociażby w tak zasadniczych kwestiach jak bezpieczeństwo państwa czy polityka zagraniczna?

– Dajmy szansę się spotkać, dajmy obu stronom możliwość do podjęcia rozmów. Nie chciałbym dzielić skóry na niedźwiedziu i oceniać przed faktem tego, co się wydarzy, bo to nie byłoby uczciwe. Poczekajmy chwilę, dajmy obu stronom czas na spotkanie. Jeżeli do tego dojdzie bądź nie, to wówczas będziemy mogli mówić o konkretach. Osobiście uważam, że prezydent Duda swoją otwartością dał wszystkim duży mandat zaufania, otworzył drzwi. Czy strona rządowa skorzysta z tego zaproszenia – zobaczymy. Będzie to zatem sprawdzian dla obu stron. Poczekajmy na owoce.

Trudno jednak uciec od krytyki, jaka już na starcie towarzyszy prezydentowi Dudzie. Mam tu na myśli zapowiedź objazdu Polski jako formy podziękowania społeczeństwu za wybór. O czym to świadczy?  

– Zbliżają się wybory parlamentarne, kampania trwa w najlepsze i to, że prezydent Duda chce realizować swoje wcześniejsze zobowiązanie, może się komuś podobać bądź nie. Owszem, jednym może się to kojarzyć z kampanią innym nie, ale prezydent jako organ konstytucyjny ma do tego prawo. Sądzę, że najwięksi oponenci prezydenta Andrzeja Dudy zawsze będą go krytykować, niezależnie od tego, co zrobi lub nie zrobi. Dla tych ludzi każdy ruch prezydenta Dudy będzie kontestowany. To jest niestety wpisane w ryzyko każdego, kto decyduje się na udział w życiu politycznym.

Czy prezydent nie przysporzył jednak tą swoją otwartością, życzliwością bólu głowy Platformie, stawiając tę formację niejako pod ścianą? Jeżeli bowiem PO odrzuci ten gest, będzie to tylko potwierdzenie, że nie chce współpracy i dalej idzie na zwarcie?

– Andrzej Duda jest od dzisiaj prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej i tak powinna się zachowywać głowa państwa, wznosząc się ponad podziałami. Musi, ma obowiązek myśleć w kategoriach wszystkich obywateli, zarówno tych, którzy na niego głosowali, jak i tych, którzy byli przeciwni tej prezydenturze. Prezydentura to wielki zaszczyt, wielki obowiązek, a zarazem sztuka wypośrodkowania działań, tak aby wszyscy obywatele mogli poczuć, że są godnie reprezentowani.

Byłemu już prezydentowi jakoś nie bardzo na tym zależało?        

– Bronisław Komorowski jako prezydent RP odszedł dziś do historii, która – mam nadzieję – oceni go w sposób rzetelny. Teraz jest czas prezydenta Andrzeja Dudy, czas spojrzenia do przodu, czas myślenia o przyszłości – to jest teraz najważniejsze. Na podsumowanie prezydentury Bronisława Komorowskiego przyjdzie jeszcze czas. Dziś nie ma sensu się na tym skupiać.

Czego powinniśmy życzyć prezydentowi Andrzejowi Dudzie?

– Prezydentura to zaszczyt, ale jednocześnie służba i odpowiedzialność za cały kraj, za wszystkich Polaków, nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami. To zarazem służba reprezentowania społeczności Polski na arenie międzynarodowej. Prezydent Andrzej Duda zapowiedział i niejako podjął się bardzo trudnego, ale jednocześnie koniecznego zadania, a mianowicie odbudowania wspólnoty w Narodzie, wspólnoty, która została ostatnimi laty mocno nadszarpnięta czy rozbita. Życzmy panu prezydentowi Dudzie wiary i determinacji w realizacji tych zamierzeń i pokładanych w nim nadziei. Prezydent Andrzej Duda faktycznie jest „skazany” na sukces. On tak na dobrą sprawę nie ma innego wyjścia. Jego działania muszą się kończyć sukcesami, tym bardziej że jest to młody, energiczny człowiek, który ma zaledwie 43 lata i do emerytury ma jeszcze bardzo dużo czasu. Tym bardziej jego działania i zadania polityczne należałoby rozpisać nie na pięć, a na 10 lat na dwie kadencje. Otwiera swoją prezydenturę z czystą kartą i w dużej mierze od niego samego zależy, jak tę kartę zapisze. Ma szansę i z pewnością będzie do tego dążył, aby zapisać się w historii Polski jako jeden z najlepszych prezydentów. Prezydent Andrzej Duda będzie walczył nie o sukces wyborczy, ale o to, aby zapisać się na kartach naszej historii. I tego mu wszyscy życzmy.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki