Jednostronny dyktat PKP Cargo
Sobota, 1 sierpnia 2015 (10:25)Związki zawodowe działające w PKP Cargo, mające dostęp do danych finansowych firmy, po przeanalizowaniu ich doszły do wniosku, że podwyżka w wysokości do 460 złotych brutto na pracownika jest do udźwignięcia. Rozpoczęto więc negocjacje z zarządem. Związkowcy gotowi byli także do pewnych obustronnych ustępstw, aby osiągnąć konsensus. Okazało się jednak, że to niemożliwe i konieczne było podpisanie protokołu rozbieżności.
Ruch o rozpoczęciu negocjacji o podwyżkach miał swoje podstawy w dwóch sprawach. Po pierwsze, członkowie zarządu PKP Cargo zarabiają duże pieniądze. Tymczasem światło dzienne ujrzała informacja, że zarząd planuje przyznać sobie podwyżki na poziomie 10 tys. zł. To wywołało frustrację załogi. Załoga doszła więc do wniosku, że skoro firmę stać na to, żeby dobrze płacić kierownictwu, to powinno być ją również stać na to, żeby dobrze płacić pracownikom.
Po drugie, w PKP Cargo zwolniono około 4 tys. osób. Mniejsze zatrudnienie nie przekuło się na zmniejszenie liczby przewozów. W wyniku czego pracę, którą wykonywali zwolnieni pracownicy, przejęli ci, którzy pozostali na swoich stanowiskach. Naturalne jest to, że na redukcji etatów zyskuje firma, ale powinna także zyskać załoga.
Mimo nieosiągnięcia porozumienia zarząd spółki jednostronnie postanowił przyznać pracownikom podwyżki w wysokości 200 zł brutto do wynagrodzenia zasadniczego. Wydaje mi się, że gdyby kontynuowano negocjacje, osiągnięto by podobną kwotę. Zarząd jednak postanowił przyjąć formę dyktatu. Firmy przestrzegające zachodnich standardów dążą do zawarcia porozumienia z załogą. Tu w tym przypadku był to ruch zmierzający do podkopania autorytetu związków wśród załogi.
Krzysztof Tchórzewski