• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Kto wspomoże emerytów?

Piątek, 31 lipca 2015 (02:06)

Wielkie zdziwienie towarzyszyło osobom, które otrzymały prognozowaną kwotę emerytury, za którą przyjdzie im żyć. Bo gdyby nawet ktoś posiadał niezwykłą wiedzę i intuicję ekonomiczną, to nie jest w stanie zamknąć domowego budżetu za 400 zł emerytury.

W tej sytuacji wydaje się, że państwo powinno dopłacać do emerytur. Problem dofinansowania emerytur jest tym większy, im kraj jest biedniejszy. Potrzeb jest dużo, a przychodów mało. Działanie to określane jest zasadą krótkiej kołdry: gdy ktoś dostaje, to innemu brakuje. Państwo nie może jednak zdjąć z siebie odpowiedzialności za emerytury obywateli i ich poziom. Przecież przez całe życie Polacy odkładali na swoją godziwą starość! To, że pieniądze te zużyto na inne cele, to nie jest żadne wytłumaczenie!

Dopłacanie do emerytur jest możliwe, jednak muszą je poprzedzić zmiany systemowe. Przykładem tego jest Norwegia. Oni to część pieniędzy, które uzyskują na bazie zysków uzyskanych z wydobycia ropy naftowej, przelewają na konta funduszy emerytalnych. To sprawia, że problem z emeryturami praktycznie u nich nie istnieje.

Widzimy więc, że państwo norweskie jest na tyle przezorne i odpowiedzialne, że nie pozwoliło przejąć większości zysków z wydobycia ropy naftowej koncernom międzynarodowym. Te otrzymują tylko 20 proc., a aż 80 proc. Norwegowie zatrzymują dla siebie. Oczywiście, system ten był szeroko oprotestowany. Twierdzono, że limit ten doprowadzi do tego, że korporacje opuszczą Norwegię i będą zarabiać gdzie indziej. Rząd w Oslo nie przejmował się tymi teoriami. Co z tego wynikło? Korporacje zostały, gdyż 20 proc. to jest dla nich i tak bardzo dużo.

W Polsce niestety nie myśli się tymi kategoriami. Dywidendy uzyskiwane ze strategicznych firm wrzuca się do jednego dziurawego worka, czyli do budżetu, a następnie przeznacza się je na przeróżne wydatki. Trzeba by więc pomyśleć, w jaki sposób te pieniądze można by lepiej wydatkować.

Patrząc w kierunku Norwegii, może warto przypomnieć sobie o gazie łupkowym? Gdyby doszło do rzeczywistego uruchomienia wydobycia błękitnego paliwa z łupków w Polsce, zyski mogłyby wzmocnić system emerytalny. To miałoby sens. Jednak na dzień dzisiejszy wydaje się to mało realne. Dlaczego? Dlatego że w związku z zaniechaniami po stronie rządu i brakiem wprowadzenia odpowiednich regulacji zagraniczne firmy porzuciły pomysł poszukiwania i eksploatowania źródeł gazu łupkowego nad Wisłą. Tracimy więc szansę, która mogłaby nie tylko wspomóc gospodarkę, ale uratowałaby emerytów przed biedą. 

Gabriela Masłowska