• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Czy Paweł Kukiz to gwiazda jednego sezonu?

Czwartek, 30 lipca 2015 (11:45)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W ostatnich miesiącach uwaga skupia się na Pawle Kukizie. Jest Pan zaskoczony tym, jak Kukiz roztrwonił poparcie z wyborów prezydenckich?

– To sprawa złożona. Już kiedyś powiedziałem, żeby tak szybko i lekko nie stawiać Pawła Kukiza pod ścianą, bo może się okazać, że skazywanie tego ruchu na porażkę było przedwczesne. Kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami i nie zawsze to, co komuś się wydaje, sprawdza się w efekcie finalnym. Przypomnę, że w kampanii prezydenckiej, zwłaszcza na początku, Paweł Kukiz był traktowany jako swoisty folklor, a 2 proc. to było wszystko, co według komentatorów może osiągnąć. Tymczasem w miarę jak kampania nabierała tempa, te 2 proc. szybko urosło do 20 proc. Wybory prezydenckie i wybory parlamentarne to dwie różne szkoły jazdy i nie można tej samej miary przykładać do obydwu kampanii. Proszę też zwrócić uwagę, że Kukiz zapowiedział, że on nie będzie tworzył żadnej partii, że nie będzie pisał żadnych programów wyborczych, w czym ma dużo racji.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

– Można mnożyć przykłady, że duże, znane partie piszą, przygotowują na potrzeby kampanii wyborczej różne programy, składając obietnice, których później nie realizują. Wobec tego Paweł Kukiz powiedział wyraźnie, że jego celem jest zmiana systemu, zmiana Konstytucji RP. Tym samym określił swój cel. Pytanie brzmi: czy 10 czy 15 proc. w przypadku Kukiza jako ruchu, a nie partii czy osoby fizycznej, to dużo czy mało, podczas gdy starzy wyjadacze, tacy jak PSL czy SLD, dołują w sondażach, balansując na progu wyborczym?

A Pan jak sądzi?    

– Ja uważam, że każdy wynik finalny Kukiza w zbliżających się wyborach parlamentarnych, który będzie powyżej 5 proc., będzie jego sukcesem. Owszem, możemy mówić, co zresztą media czynią, o porażce, bo poparcie dla Pawła Kukiza spada itd., tylko pamiętajmy, że Ruch Pawła Kukiza tak naprawdę nie jest partią, ale jest osobą fizyczną, która skupia wokół siebie grupę osób niezadowolonych ze sposobu rządzenia i tego, co się w związku z tym dzieje w Polsce, i który mówi wyraźnie: my chcemy głębokiej zmiany systemowej. Chodzi m.in. o to, aby prezydent w Polsce miał większe umocowanie, a tym samym więcej kompetencji i władzy, żeby była jaśniejsza formuła trójpodziału władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, ponadto domaga się, żeby były wyraźne umocowania konstytucyjne odnośnie do praw pracy itp. To oznacza, że Kukiz ze swoim ruchem chce de facto zmiany systemu, a nie załatwiania spraw na wybranych odcinkach przy pomocy ustaw. De facto Kukiz domaga się zmiany sposobu postrzegania państwa. Dlatego byłby ostrożny w przekreślaniu Ruchu Pawła Kukiza. O jego elektoracie dzisiaj możemy powiedzieć, że się rozpłynął, bo jest na wakacjach i odpoczywa, ale nie oznacza to, że go nie ma. Dlatego pierwszym takim prawdziwym sprawdzianem po wyborach prezydenckich będzie wynik jesiennego referendum w sprawie JOW-ów. Jeżeli będzie na „tak”, to bynajmniej nie będzie to sukces Platformy Obywatelskiej, ale sukces Pawła Kukiza. Co więcej, według mnie Kukiz już odniósł sukces, bo pytaniem o JOW-y ruszył kulę, czym sprawił, że zaczęto na ten temat poważnie dyskutować. I tym już wygrał, natomiast Platforma ma problem, bo musi się tłumaczyć, jak to się stało, że przez osiem ostatnich lat tego tematu, który miał być koronnym tematem zmian systemowych w Polsce, a więc JOW-y i zakaz finansowania partii politycznych z budżetu państwa, partia ta nie podjęła i nie zrealizowała.

Zatem, pomimo że są środowiska, które wietrzą już klęskę Kukiza, sprawa nie jest przesądzona?

– Owszem, wszystko się jeszcze może zdarzyć. Dlatego tym bardziej nie stawiałbym krzyżyka na Ruchu Pawła Kukiza. Przyznam, że podziwiam politologów, którzy z taką lekkością mówią o tym, że Kukiz już poległ. Przypomnijmy sobie, że dla niektórych politologów Kukiz nie istniał już w dniu, w którym ogłosił, że kandyduje w wyborach prezydenckich. Uważano bowiem, że facet w skórze, glanach i koszulce z orłem na piersi nie ma szans, żeby coś ugrać. Tymczasem, wbrew politologom, zajął miejsce na podium.

Czy  poparcie dla Kukiza nie powinno jeszcze bardziej zmobilizować polityków, no i wyborców…?

– Przed nami bardzo ciekawa końcówka lata i jesień. We wrześniu będą przedbiegi, będzie pierwszy sprawdzian, a w październiku czeka nas wielki finał. Jak obserwujemy bieżące wydarzenia polityczne, to już widać, że wiele partii, do których widoku przez lata zdążyliśmy się przyzwyczaić, partii, które mają pieniądze, dostęp do mediów, mają rozwiniętą sieć biur i zaplecze, może, mówiąc kolokwialnie, wypaść z parlamentarnego obiegu. Tymczasem Kukiz jest tym, który odważył się wyjść na scenę i powiedzieć głośno, że król jest nagi. Powiedział, że system partyjny, który funkcjonuje w Polsce od lat, jest niewydolny, że politycy marnują publiczne pieniądze, że nie wiadomo, kto dzisiaj realnie sprawuje władze w kraju – czy prezydent, czy premier. Tym samym obudził publiczną dyskusję nad rzeczywistym, a nie przedstawianym w różowych kolorach przez polityków – zwłaszcza partii rządzącej – stanem państwa.

Ale tak jest od lat…?

– Zgadza się, ale nie oznacza to, że jest dobrze, a tym bardziej, że tak musi czy powinno być nadal. Mamy do czynienia z błędem w założeniu, który trzeba naprawić. Tak naprawdę ministrowie nie powinni zasiadać w ławach poselskich, dlatego że nie można łączyć funkcji władzy ustawodawczej i wykonawczej, i o tym właśnie mówi Kukiz, czym wskazuje na słabość systemu.

Co jest, Pana zdaniem, największym problemem w Polsce, biorąc pod uwagę scenę polityczną?

– W mojej ocenie, bardzo poważnym problemem jest brak odpowiedzialności, kto tak naprawdę rządzi, kto odpowiada za ustawy. Mamy sytuację, gdzie marszałek Sejmu jest zakładnikiem premiera. Nie będzie w tym cienia przesady, jeśli powiem, że marszałek Sejmu – druga osoba w państwie jest wybierany przez premiera. Kto wyznaczył, namaścił Małgorzatę Kidawę-Błońską na marszałka? – premier Ewa Kopacz. Pytanie brzmi: a dlaczego nie posłowie? Paweł Kukiz, mimo wielu słabości PR-owych, doskonale diagnozuje te problemy. Jego przewagą jest także to, że on nie mówi, ale krzyczy, stając się niejako głosem ludu, i doskonale wyczuwa atmosferę społeczną. Pytanie tylko, co społeczeństwo z tym zrobi.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki