Państwo Islamskie w cieniu Kurdów
Czwartek, 30 lipca 2015 (02:09)Z dr. Kacprem Rękawkiem, specjalistą ds. terroryzmu międzynarodowego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, rozmawia Rafał Stefaniuk
Turcy nazywają ich terrorystami, a inni główną opozycją dla rządów al-Asada. Czym jest Partia Pracujących Kurdystanu?
– PKK to organizacja terrorystyczna i za taką jest uznawana m.in. przez UE. Ewidentnie dokonywała ataków terrorystycznych, i to nie tylko na terenie Turcji. Gromadziła także finanse na działalność terrorystyczną, np. na terenie UE. Nie jest to główna opozycja dla rządów prezydenta al-Asada. Ten na początku wojny domowej nakazał wycofać się siłom bezpieczeństwa z „kurdyjskich” części Syrii. To miało wpływ na to, że tamtejsi Kurdowie stworzyli swoje minipaństwo na tych terenach. Ta decyzja al-Asada była wielokrotnie komentowana jako ustępstwo na rzecz Kurdów. Można mniemać, że obiecano im jakąś formę autonomii w powojennej i nadal rządzonej przez obecną władzę Syrii. Oczywiście, to spowodowało, że Kurdowie de facto nie zaangażowali się w wojnę domową, a jedynie skoncentrowali swoje siły na obronie „kurdyjskich” obszarów przed zakusami różnych frakcji syryjskich rebeliantów. Tym samym bliżej było im do stronników prezydenta niż do jego przeciwników. Celem PKK do niedawna była walka o samostanowienie dla Kurdów. Potem pokojowa koegzystencja Kurdów i Turków na obszarze Turcji w ramach tzw. demokratycznego konfederalizmu. Obecnie, w sytuacji upadku procesu pokojowego na linii Turcja – PKK, obserwujemy powrót do retoryki i praktyki wojennej między Ankarą a PKK.
Turcja ma armię, która jest w stanie sama pokonać Państwo Islamskie. Dlaczego Turcy tak długo zwlekali z uderzeniem na IS i Kurdów?
– Nie jestem pewien, czy jest w stanie. Owszem, to wielka armia, ale od wielu lat nie może sobie poradzić z partyzanckim przeciwnikiem à la PKK, a co dopiero hybrydowym – IS. Zwłokę łączyłbym z negocjacjami z USA, jaką formę ma przyjąć ich interwencja. Ostatnie zamachy na terenie Turcji, za które obwiniane jest IS przyśpieszyły tureckie zaangażowanie. Zauważę, że IS nie przyznało się do ich przeprowadzenia.
Według amerykańskiej prasy wzdłuż turecko-syryjskiej granicy ma powstać specjalna strefa buforowa mająca stanowić zabezpieczenie dla Turcji. Stambuł akceptuje istnienie Państwa Islamskiego, ale z dala od swoich granic?
– Ankara tolerowała IS na swojej granicy przez dość długi czas. Teraz chce nie tyle odsunąć IS od swojej granicy, co zająć terytorium, które wbije się pomiędzy „kurdyjskie” obszary w Syrii i nie pozwoli na ich połączenie. IS jest tu aktorem drugorzędnym – jeśli oznacza to jego odsunięcie fizyczne od granicy tureckiej, to oczywiście Turcja się przed tym nie cofnie.
Pomysł odepchnięcia IS od granic, aby zapewnić bezpieczeństwo nie jest ułudą? Wydaje się, że jak długo IS będzie prowadziło świętą wojnę, tak długo będzie istniało niebezpieczeństwo.
– Dla Turcji IS nie jest poważnym zagrożeniem i nie jest traktowane jako poważny przeciwnik. Wiem, że to z naszego punktu widzenia brzmi dziwnie, ale kiedy Turcja mówi, że „rusza na wojnę z terroryzmem”, to nie myśli, jak Zachód, o IS, ale o PKK i Kurdach w Syrii. To oni są pierwszoplanowym zagrożeniem terrorystycznym dla Ankary, z którym zmaga się od trzech dekad. To na terenie Syrii w przeszłości schronienie i wsparcie znajdowało PKK i to tam powstała jego gałąź. Turcja nie odpycha IS od granicy – ona zapobiega powstaniu państwa kurdyjskiego w Syrii, które, jak obawia się Ankara, dążyłoby do przyłączenia do swojego terytorium obszarów południowo-wschodniej Turcji.
Teoria, jakoby zaangażowanie się Turcji w konflikt w Syrii miało na celu walkę z Kurdami, a nie IS może być prawdziwa?
– Jest prawdziwa. Proszę zresztą spojrzeć na aresztowania „podejrzanych o terroryzm” w Turcji. Można tam znaleźć Kurdów, którzy niewiele mają wspólnego z PKK albo i nic, oraz członków lub sympatyków lewackich organizacji terrorystycznych. IS nie jest tu absolutnie kluczową sprawą, bo to nie jego obozy i infrastruktura są atakowane przez lotnictwo tureckie w Syrii, ale cele „kurdyjskie”.
W Syrii i Iraku giną bądź są poddani prześladowaniom tysiące chrześcijan. Ich los powinien być powodem dla opinii międzynarodowej, aby użyć siły przeciwko dżihadystom?
– W Syrii giną dziesiątki, setki tysięcy ludzi, w tym chrześcijanie, ale pamiętajmy, że dla samych dżihadystów celem numer jeden są odszczepieńcy, „ci, którzy odrzucają” prawdziwe autorytety islamu, czyli szyici. Szyitami jest większość Irakijczyków, szyitami są przywódcy Syrii – to jest cel podstawowy. Równie ważni są sunnici, którzy nie zgadzają się z interpretacją społeczno-polityczną IS, zaprzedali się niewiernym itp. Owszem, nikt nie mówi, że chrześcijanie nie są represjonowani pod rządami IS, ale z racji swojej stosunkowo niedużej liczby w regionie (relatywnie) nie uchodzą na ten moment za pierwszoplanowego wroga. Tym samym nie można używać ich losu do legitymizacji ew. interwencji i tego nie robi międzynarodowa koalicja przeciwko ISIS.
Baszar al-Asad ogłasza amnestie dla dezerterów, gdyż armii brakuje żołnierzy. To już koniec jego rządów?
– O końcu jego rządów słychać było wiele razy, a on nadal trwa. Owszem, armia na pewno poniosła wielkie straty, nie ma skąd czerpać rekrutów i stąd te alarmistyczne tony. Ewentualne luki w szeregach są wypełniane przez członków Hezbollahu i rekrutowanych przez Iran szyickich ochotników z Bliskiego Wschodu i Azji Południowej. Może nie jest to najskuteczniejszy model, ale na ten moment zapewnia przetrwanie. Iran wydaje się po raz kolejny mówić, że nie pozwoli Syrii upaść, a sam podobno „zainwestował” nawet do 15 miliardów rocznie w reżim al-Asada w czasie wojny domowej.
W konflikt mogą zaangażować się inne kraje regionu? Może grozić eskalacja konfliktu?
– Zaangażowanie Turcji to już eskalacja. Ciężko powiedzieć, kto jeszcze miałby się angażować, bo prawie wszyscy, mniej bądź bardziej, już w tym konflikcie tkwią.