• Poniedziałek, 30 marca 2026

    imieniny: Amelii, Kwiryna

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Wiara czyni cuda

Środa, 29 lipca 2015 (12:11)

Z Piotrem Stępkowskim zajmującym się wolontariatem w ramach „Rekolekcji ognia” w Ostrołęce, które wygłosi o. James Manjackal, rozmawia Mariusz Kamieniecki

„Rekolekcje ognia” to hasło dni refleksji i modlitwy, jakie od 30 lipca do 2 sierpnia w Ostrołęce poprowadzi o. James Manjackal. Czym jest to wydarzenie i do kogo szczególnie jest adresowane?

– Przed nami rekolekcje ewangelizacyjne i jak każde, a te w szczególności, mają w nas odnowić relację z Duchem Świętym. Zabiegani, przytłoczeni codziennością czasem zapominamy, że jest w nas miejsce na spotkanie z Panem Bogiem. „Rekolekcje ognia” to dobry czas, żeby to pragnienie rozpalić, rozpalić obecność Ducha Świętego, a potem ten ogień przenieść w życie, podtrzymując jego płomień. „Rekolekcje ognia” to wydarzenie kierowane przede wszystkim do ludzi młodych, ale nie ograniczamy tej młodości ramami wiekowymi.

Duże zainteresowanie towarzyszy rekolekcjom w Ostrołęce?

– Można powiedzieć, że zainteresowanie jest bardzo duże. Wystarczy powiedzieć, że na stronie rekolekcji www.rekolekcjeognia.pl zanotowaliśmy ponad 9 tysięcy wejść. Oczywiście osób, które wezmą udział w tych spotkaniach, jest mniej, bo z uwagi na możliwości bazowe możemy przyjąć od półtora do dwóch tysięcy osób, jednak liczby te świadczą, że ludzi, którzy chcą dokonać „remanentu” w życiu, jest dużo.

Kim jest o. Manjackal i skąd tak duża popularność tego duchownego?

– Trudno mi mówić za innych, ale chciałbym się podzielić swoją własną refleksją. Według mnie, o. James jest w pewnym sensie głosem naszego sumienia. A więc to, czego my sami często nie mamy odwagi powiedzieć głośno i otwarcie, artykułuje to o. Manjackal. Jest to na pewno kapłan charyzmatyk, wspaniały człowiek, biorąc pod uwagę relację z ludźmi, która wynika i na przemian uzupełnia się z relacją do Pana Boga. Miałem okazję być blisko o. Jamesa i niejako od wewnątrz obserwować, jak wiele wysiłku i trudu chociażby wkłada, aby przygotować się do spotkań z ludźmi chociażby poprzez post i umartwienia.

Czym przyciąga do siebie tak wielu ludzi?

– Myślę, że jest to pytanie także o oczekiwania związane z o. Manjackalem. Część ludzi, idąc na spotkanie, oczekuje cudów, a to, że podczas rekolekcji dzieją się rzeczy niezwykłe, tylko ich przyciąga. Ludzie zdrowieją, odzyskują wzrok, słuch, chromi wstają na własnych nogach – to wszystko przyciąga dużą część ludzi, ale wiem jedno, że Pan Bóg uzdrawia jednego człowieka po to, żeby pozostali uwierzyli, że On może wszystko, także przemienić ludzkie życie, co wbrew pozorom jest dużo trudniejsze. W tym przekazie możemy zauważyć, usłyszeć od Pana Boga: patrz, uzdrowiłem tego jednego człowieka, ale mogę także odmienić twoje życie. Powiedz tylko: Tak! Uwierz, a to ci się stanie.

A to wszystko dzięki współpracy z łaską Bożą… 

– Przede wszystkim. Ojciec James nigdy nie mówi, że to on uzdrawia, natomiast mówi, że to Jezus Chrystus czyni cuda. Nie mówi, żebyśmy szli za Jego głosem, ale za głosem Chrystusa i do swoich parafii, do swoich rodzin, szkół, miejsc pracy nieśli tę Dobrą Nowinę i tam dawali świadectwo, dzieląc się wiarą z innymi ludźmi. Takie podejście o. Manjackala, że nie ja uzdrawiam, ale Bóg daje łaskę, czyniąc cuda, jeszcze bardziej wzbudza moje zaufanie i myślę, że także wielu innych ludzi. O ile można – na początku – być sceptycznym, po owocach mogę to sam powiedzieć, że o. James przez łaskę Pana Boga działa, uzdrawia.

Choć jak Pan wspomniał, o. James daleki jest od nazywania siebie uzdrowicielem, to podczas takich rekolekcji uzdrowienia nie są rzadkością…?

– Nie są rzadkością i tak jak wspomniałem wcześniej, wielu ludzi przyjeżdża na rekolekcje właśnie z tego powodu. Ale to też nie jest nic złego, bo Pan Bóg widzi dokładnie, jacy jesteśmy słabi, że cierpimy i posługując się swoimi narzędziami, zmienia nas, posługując się także ludźmi – w tym wypadku o. Jamesem.

Uzdrowienie – jako ten zewnętrzny znak nie odbywa się jednak bez udziału samego człowieka, nie jest możliwe bez duchowej głębi…

– Mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia, że najpierw jest otwarcie się i relacja z Panem Bogiem i dopiero wówczas zmienia się optyka naszego patrzenia. Kiedy widzę, dajmy na to, dwóch pijanych ludzi, to wiem, że z nimi idzie Chrystus, mimo iż wie, że będzie poniżony, że będzie wyszydzony, że ktoś opluje Go być może słowem czy innym gestem, ale On nie rezygnuje z tych ludzi i idzie z nimi. To jest optyka Pana Boga – jakże różna od ludzkiego spojrzenia.  

Rekolekcje w Ostrołęce nie są pierwszymi, jakie w Polsce poprowadzi o. James Manjackal, co skłania ludzi do uczestnictwa w nich?

– Myślę, że obok powodów, o których powiedzieliśmy wcześniej, tym, co przyciąga wielu, jest także ciekawość żywego Kościoła. Przy organizacji tych rekolekcji mam okazję zapraszać do współpracy różne wspólnoty i to, co mi osobiście się spodobało, to Wspólnota wspólnot – a więc różne wspólnoty, które są przekrojem, a zarazem bogactwem całego Kościoła, gdzie różni ludzie, w różny sposób adorują Pana Boga. I z tego bogactwa możemy korzystać.

Ludzie, którzy uczestniczyli w rekolekcjach prowadzonych przez o. Manjackala, uważają, że atmosfery, jaka panuje podczas tych niezwykłych spotkań, nie można doświadczyć nigdzie indziej. Z czego to wynika?

– Ojciec James Manjackal uczy nas przebaczania, nie oczekując nic w zamian. Najpierw przebaczamy sobie, wierząc, że Pan Bóg nam przebacza, a potem, kiedy niejako mamy uregulowane sprawy z Bogiem, uczymy się przebaczać wszystkim innym. To przebaczenie rodzi też łaskę, a więc to, że potrafimy spojrzeć na drugiego człowieka z miłością, bez konkurencji, rywalizacji, bez zazdrości i bez żalu. Tego wszystkiego niestety dzisiaj nam bardzo brakuje, bo współczesny świat mówi i chce zmusić nas do czegoś zupełnie innego, a mianowicie: bądź szybszy, bądź pierwszy, bierz wszystko pełnymi garściami, bo ci się to należy, albo rób, co chcesz… Tymczasem tak to nie działa, a zmiana życia i wolność, ale ta prawdziwa, autentyczna, którą ofiarowuje nam Pan Bóg, uczy wybierać nie wszystko jak leci, ale tylko dobre rzeczy.

Rekolekcje z o. Manjackalem to czas tylko dla ludzi wierzących…?

– Myślę, że jest to czas także dla tych, którzy są zaciekawieni Kościołem, ale wydaje mi się, że niezbędna jest jednak pewna otwartość. Dla człowieka, który jest zupełnie zamknięty na Pana Boga, rekolekcje z o. Jamesem Manjackalem to nie jest jeszcze ten etap, ale chcę zaznaczyć, że jest to tylko moja opinia. Otwartość, ciekawość Pana Boga – mimo że ktoś jest niewierzący, ale poszukujący, to z pewnością te cechy, które są niejako przepustką do udziału w tych rekolekcjach. Musi być przestrzeń – choćby mała szczelinka, miejsce na zaproszenie dla Pana Boga, ale człowiekowi całkowicie zamkniętemu, odseparowanemu byłoby w moim odczuciu ciężko się tu odnaleźć.

A więc zawsze jest czas na poznanie Pana Boga...?   

– Tak. Warto pamiętać, że w człowieku nie ma czegoś w rodzaju wyłącznika, którym można się zamknąć na Pana Boga. Bóg jest w każdym: w tobie, we mnie cały czas, nawet kiedy się od niego odwracamy. Mamy wybór albo ukrzyżujemy Pana Boga w swoim życiu, albo otworzymy się na Niego i będziemy Jego uczniami. Ta relacja jest permanentna, nie ma przerwy, odcięcia dopływu energii, nie ma miejsca, w którym Pan Bóg nie byłby z każdym z nas. Trzeba tylko w to uwierzyć i pozwolić Bogu działać. Wiara naprawdę czyni cuda.

                             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki