• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Na obietnicach się skończyło

Środa, 29 lipca 2015 (02:07)

Z Waldemarem Kraską, lekarzem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości oraz członkiem senackiej Komisji Zdrowia, rozmawia Rafał Stefaniuk

Po raz kolejny Ministerstwu Zdrowia nie udało się osiągnąć porozumienia z pielęgniarkami w sprawie podwyżek. W czym tkwi problem?

– Swego czasu w Wyszkowie protestowały pielęgniarki, których jednym z postulatów były podwyżki o 1,5 tys. zł. Protestujące spotkały się z ministrem zdrowia prof. Marianem Zembalą, a ten obietnicami spełnienia tego postulatu ugasił protest. Jako że wszystko w tym rządzie kończy się tylko na obietnicach, to podwyżka wyniesie tylko 300 zł brutto, czyli około 174 zł na rękę, i to nie dla każdej pielęgniarki. Podwyżki nie dostaną pielęgniarki z POZ oraz szpitali specjalistycznych. Widać już, że ministerstwo chce podzielić środowisko. Pracuję w karetce i razem ze mną jeździ pielęgniarka. Gdy ta dowiedziała się, ile proponuje jej ministerstwo, roześmiała się i powiedziała: „Znowu zostaliśmy oszukane”. Myślę, że pielęgniarki nie zaakceptują tej propozycji i to zaowocuje kolejną akcją protestacyjną. To jest żenujące, żeby tak potraktować tę grupę, która jest tak potrzebna, a jak wiemy, z roku na rok jest coraz mniejsza.

Te 174 zł netto podwyżki może przekonać młode dziewczyny do kształcenia się do zawodu pielęgniarki?

– Na pewno nie. Jeżeli porównamy Polskę do innych krajów, także tych za miedzą, jak Czechy i Słowacja, to tam na tysiąc mieszkańców jest osiem pielęgniarek, a u nas tylko pięć. W krajach zachodnich jest o niebo lepiej. W Szwajcarii i Danii współczynnik ten wynosi 16. Opieka tam jest lepsza, gdyż kobiety nie są w tak wielkim stopniu obciążone pracą. Sytuacja ekonomiczna pielęgniarek sprawia, że te nie mogą pracować tyko w jednym miejscu i dorabiają sobie do swojej pensji. Także średnia wieku pielęgniarek w Polsce jest duża, bo wynosi 50 lat, w wśród pracownic POZ – 56. Ta podwyżka, która jest śmieszna, na pewno nie przyciągnie młodych adeptów pielęgniarstwa do pracy w Polsce.

Więc jak rząd chce uchronić nas przed sytuacją, w której zabraknie pielęgniarek?

– Rząd w tej chwili nie ma na to żadnego pomysłu. To, co zostało zaproponowane, jest czystym aktem desperacji, który ma odwlec problem w tym gorącym okresie przedwyborczym. Myślę, że problem jest o wiele bardziej złożony. Błędem była m.in. likwidacja liceów pielęgniarskich. Pozbawiono więc dziewczyny sposobu, aby się szkolić. Nie zadbano także o określenie limitu pielęgniarek na oddziałach. Teraz, aby podpisać kontrakt z NFZ, trzeba mieć odpowiednią obsadę lekarską, a pielęgniarska nie jest już brana pod uwagę. To pozostawiono do dowolnej dyspozycji dyrekcji. Jako że najłatwiej oszczędzać na ludziach, to dyrekcje szpitali oszczędzają na etatach pielęgniarskich.

Pielęgniarki żądają 1500 zł podwyżki. Niewielka przesada?

– Gdy grupy siadają do negocjacji, to przedstawia się kwotę górną, często wywindowaną. Myślę, że z czasem zaawansowania negocjacji kwota ta będzie niższa. Na pewno jednak nie osiągnie poziomu 174 zł. Porozumienie można osiągnąć, ale gdzieś się trzeba spotkać. Przynajmniej w połowie.

Centrum Zdrowia Dziecka według zapowiedzi na razie nie będzie leczyć marihuaną. W medycynie jest miejsce dla tej nowatorskiej metody?

– Jeżeli będą dowody czysto medyczne, w postaci badań eksperckich, to oczywiście tak. Jednak myślę, że pod tym płaszczykiem kryje się chęć zalegalizowania marihuany tej szeroko pojętej. Mówi się, że marihuana lecznicza będzie oczyszczona z czynnika uzależniającego. Gdy badania wykażą, że będzie pomagała chorym to jak najbardziej trzeba zwrócić na nią uwagę. Ale tylko w obiegu medycznym.

Nie przemawiają do Pana twierdzenia, że legalizacja marihuany uderzy w rynek dopalaczy?

– To jest mit. Dopalacze stały się pretekstem, aby zalegalizować marihuanę. Marihuana jest jak każdy inny narkotyk, uzależnia, pustoszy organizm od strony fizycznej i psychicznej. Nigdy nie powinniśmy się zgodzić, żeby marihuana była w Polsce legalna.

Marszałek Stanisław Karczewski stwierdził, że premier Ewa Kopacz powinna odwołać ministra zdrowia prof. Mariana Zembalę. Podziela Pani ten pogląd?

– Prof. Mariana Zembalę cenię jako lekarza. Z pewnością jest wybitnym specjalistą. Jednakże to nie zawsze przekłada się na umiejętności administracyjne. Jego wypowiedź jak podczas strajku w Wyszkowie, gdy stwierdził, że pielęgniarki należałoby zwolnić, dyskredytują go jako ministra. Funkcja ministra zdrowia jest zupełnie inna niż kierownika czy ordynatora. Polska czeka na naprawdę dobrego ministra zdrowia. Ostatnim dobrym ministrem był prof. Zbigniew Religa, który potrafił scalić środowiska lekarskie. Towarzyszyła mu także wizja polskiej służby zdrowia. W tej chwili obserwujemy odbijanie się od ściany do ściany i chwilowe gaszenie pożarów. Minister jeździ po kraju i odwiedza szpitale, aby im pomóc. Nie na tym polega kierowanie resortem zdrowia. To jest praca wymagająca systematyczności oraz wizji, której ministrowi Zembali brakuje.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk