Mniej dzieci, gorsza gospodarka
Poniedziałek, 27 lipca 2015 (02:00)Według danych Eurostatu w ciągu jednego pokolenia liczba związków małżeńskich w Unii Europejskiej spadła o połowę. Podwoiła się za to liczba rozwodów. Także drastycznie spada liczba narodzin.
Nie ma znaczenia, jak będą wyglądały systemy gospodarcze w Polsce i w Europie, a w szczególności systemy emerytalne, jeśli nie będą się rodziły dzieci, a rodziny nie będą funkcjonowały normalnie. Bez tego wzrost gospodarczy będzie zagrożony. To wynika ze zwykłych rachunków ekonomicznych, a nie przekonań natury światopoglądowej. Wzrost demograficzny, odpowiednio ukształtowana piramida wiekowa społeczeństw europejskich jest warunkiem do tego, żeby cały nasz kontynent i cała nasza cywilizacja zachodnia funkcjonowały normalnie.
Żeby dzieci się rodziły w znaczącej liczbie, musi nastąpić odbudowa kulturowa czy nawet kulturalna i moralna poszczególnych narodów. Politycy muszą też zapewnić odpowiednie warunki, aby rodziny Europejczyków było stać na posiadanie dzieci. W przypadku zarówno Polski, jak i innych krajów Europy Środkowej, w odróżnieniu od starej Unii Europejskiej, wielu młodych ludzi chce posiadać potomstwo, chce mieć więcej niż jedno czy nawet dwoje dzieci, ale po prostu ich na to nie stać.
Jest tak dlatego, że państwo zabiera w podatkach zbyt wiele. Nie uwzględnia także ilości posiadanych dzieci w systemie podatku dochodowego od osób fizycznych. Nie potrafię tego zrozumieć, dlaczego nie można przeliczać dochodu w rodzinie na jej członka i dopiero wtedy obciążać go podatkiem PIT. To jest sprawa niepojęta.
Ponadto państwo polskie przyjęło taki model funkcjonowania gospodarki na początku lat 90., który bazuje na konkurencyjności opartej na niskich kosztach pracy. A więc Polacy z założenia mają zarabiać mało. Z tego powodu inwestycje zagraniczne, które są drugim motorem naszego mizernego wzrostu gospodarczego, mają być do Polski przyciągane. Ten model musi się zmienić.
Jesteśmy Narodem kreatywnym, przedsiębiorczym, powiedziałbym nawet – innowacyjnym. Problem leży w tym, aby stworzyć nam warunki, abyśmy mogli swoje predyspozycje w pełni realizować w praktyce. Żeby to się stało, gospodarka musi zostać zderegulowana, a to znaczy, że ilość przepisów i tempo ich zmieniania przez naszą władzę ustawodawczą musi ulec ograniczeniu i redukcji.
Po drugie, o czym już wspomniałem, muszą być zredukowane obciążenia podatkowe. Wcale nie odbędzie się to z uszczerbkiem dla budżetu państwa, ponieważ co prawda każdy z nas będzie płacił procentowo mniej podatków, ale jeżeli zarobimy więcej, to przecież kwota nominalna wpłacana przez nas do kasy państwa bądź jednostki samorządu terytorialnego będzie wyższa. Niższe tez będzie bezrobocie, a więc większa liczba Polaków i większa liczba przedsiębiorstw będzie uiszczała podatki.
Reasumując: mniej regulacji, niższe podatki i polityka prorodzinna, traktowana nie jako pomoc społeczna, ale jako inwestycja w przyszłość całego naszego państwa i Narodu, to jest klucz do rozwiązania problemów demograficznych, a od nich zależy przyszłość społeczeństw i całego kontynentu.
Dr Marian Szołucha