Ewangelia
Niedziela, 26 lipca 2015 (14:49)J 6,1-15
Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?”. A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać”.
Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”. Jezus zatem rzekł: „Każcie ludziom usiąść”. A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło”. Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat”. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.
Głód duszy
Cudowne rozmnożenie chleba da się w pełni zrozumieć dopiero w kontekście Paschy Jezusa, czyli Jego wydania się w ręce ludzi, Misterium Śmierci i Zmartwychwstania. W innym przypadku będziemy mieli do czynienia z niezrozumieniem, które stało się udziałem także świadków wydarzenia proklamowanego w niedzielnej Liturgii Słowa. Nie dziwi zatem fakt, że chcieli oni niejako przywłaszczyć sobie Jezusa, obwołując Go królem. Kto nie chciałby żyć w państwie, gdzie chleb jest za darmo, gdzie przestaje istnieć problem głodu?…
Jezus usuwa się. Jeszcze nie są gotowi. Nie o takie Boskie panowanie chodzi.
Dramatycznie wybrzmią po jakimś czasie inne słowa – być może padną z ust tych samych ludzi, którzy jedli cudownie rozmnożony chleb! – na dziedzińcu pretorium. Gdy Piłat ukazuje Żydom umęczonego Jezusa, ci krzykną: „Nie mamy innego króla poza Cezarem!” (J 19,15). Podłe to i okrutne. Pokazujące, jak koniunkturalni są ludzie i z jaką łatwością przychodzi im odwracać priorytety.
Jezus wie, że człowiekowi nie wystarczy to wszystko, czego sam szuka. Potrzebuje sensu, uzasadnienia dla swojego życia spoza siebie. Pokarmu, który zaspokoi głód duszy. Może ku niemu poprowadzić tylko miłość. Taka miłość, która jest wydaniem samego siebie – do końca. Dopełniająca się w służbie, miłosierdziu, trosce o innych. Otwarta i gotowa nieść Jezusa innym. Niezmienna. Dlatego początkiem Królestwa Bożego Jezus uczynił nie galilejskie zbocze, ale Golgotę. Bo tam miłość przybrała najpiękniejsze oblicze.