Słowacki sposób na lichwę
Niedziela, 26 lipca 2015 (14:26)W ostatnich miesiącach, dzięki pracom nad nowelizacją kilku ważnych dla polskiego rynku finansowego ustaw, w tym prawa bankowego i ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, przez media przetoczyła się fala debat i sporów na temat tego, jak skutecznie walczyć z patologiami na rynku pożyczek. Konsensusu nie osiągnięto. Ale na lichwę sposób jest. Trzeba tylko zastosować ucieczkę do przodu i nie wyważać otwartych drzwi.
Jeden przykład. Jak wyeliminować z naszej rzeczywistości mało sympatycznie kojarzący się zwyczaj „wizyt domowych” z żądaniem spłaty długu? Pokazała nam to niedawno Słowacja. Wystarczy oprzeć rynek na transakcjach bezgotówkowych. Bo nawet jeśli ktoś nie ma konta w banku, zawsze może przecież skorzystać z przekazu pocztowego. Bezgotówkowość to w tym przypadku większe poczucie bezpieczeństwa pożyczkobiorcy i większa przejrzystość transakcji, a także mniejsza pokusa ulegania zwykłej ludzkiej słabości, kiedy przedstawiciel firmy pożyczkowej kładzie przed klientem na jego własnym stole tzw. żywą gotówkę.
Obrót bezgotówkowy co do zasady nie jest oczywiście pozbawiony wad i zagrożeń. Najważniejszą z nich stanowi brak anonimowości. Mniej istotną, ale również podnoszoną w analizach rynku, są potencjalne problemy techniczne i działania hakerów.
Zalet jest więcej: wygoda, ułatwienie organom państwa walki z szarą strefą i praniem brudnych pieniędzy, brak konieczności operowania większą gotówką (tym samym mniejsze ryzyko jej utraty), dynamiczny rozwój usług rozliczeniowych czy, jak zauważają bardziej skrupulatni ekonomiści, brak problemów z wydawaniem reszty.
Wspomniana Słowacja wzięła swoich obywateli w obronę do tego stopnia, że firmy pożyczkowe mogą się z nimi kontaktować tylko w dni robocze do godz. 18.00. Tego rodzaju działalność będzie zresztą od 1 września licencjonowana przez tamtejszy bank centralny.
By nie wylać dziecka z kąpielą i nie wypchnąć krótkoterminowych pożyczek na czarny rynek, w zamian za obostrzenia, Słowacy, podobnie zresztą jak wiele innych państw europejskich, pozwolili na udzielanie pożyczek bez ograniczeń kwotowych i kosztowych, w myśl zasady, że z tym problemem najlepiej poradzi sobie mechanizm wolnej konkurencji.
Jeśliby takie lub podobne do nich rozwiązania uzupełnić o samoregulację rynku, w tym tzw. dobre praktyki wypracowywane w ramach zrzeszeń uczciwych pożyczkodawców, o powołanie specjalnie umocowanego rzecznika klientów firm z branży finansowej oraz o kampanie medialne podnoszące świadomość ekonomiczną społeczeństwa, przyszłość zadłużonych Polaków można by widzieć w nieco jaśniejszych barwach.
Dr Marian Szołucha