Powinniśmy opierać się na własnym potencjale obronnym
Piątek, 24 lipca 2015 (20:03)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Bronisław Komorowski rzutem na taśmę podpisał nowelizację ustawy podnoszącą od przyszłego roku wydatki obronne do 2 proc. PKB. Hojny ten prezydent na odchodne…
– Żeby ten wzrost wydatków na obronność państwa wiązał się z korzyścią dla polskiego przemysłu i naszych pracowników, to byłoby idealnie. Niestety pytanie brzmi, kto skonsumuje ten wzrost nakładów, bo to, z czym mamy obecnie do czynienia chociażby w związku z procedurą przetargową na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii, ale nie tylko, bo również w związku z procedurą przetargową na systemy antyrakietowe, pokazuje, że ten wzrost PKB na obronność do 2 proc. w rozumieniu prezydenta Komorowskiego będą konsumowały koncerny zagraniczne, które swoje zakłady mają poza Polską. Mam nadzieję, że prezydent elekt Andrzej Duda, kiedy formalnie obejmie urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, będzie wiedział, co z tymi pieniędzmi zrobić.
„Te 2 proc. to jest ogromny wysiłek państwa polskiego i ogromny wysiłek rządu” – stwierdził Komorowski. Mogłoby się wydawać, że troskliwy ten nasz prezydent, ale przecież to nie kto inny, jak ekipa PO – PSL w 2013 r. ograniczyła budżet MON o blisko 3 mld zł…
– To, co robi obecny rząd, i to, co robi ustępujący prezydent, to kpiny z Polski i Polaków wyliczone na poprawę wyników poparcia, które w przypadku ugrupowania jeszcze rządzącego spadają z dnia na dzień. Platforma Obywatelska na czele z premier Ewą Kopacz chwytają się rozmaitych sposobów, żeby przekonać do siebie Polaków i żeby poprawić wynik październikowych wyborów, które – jak wszystko wskazuje – odsuną Platformę od sterów rządzenia Polską przynajmniej na jakiś czas, a miejmy nadzieję, że na długo. Hasła, które obecnie głosi premier Kopacz, która mówi, że „słucha, realizuje, pomaga”, są śmieszne i mają się nijak do rzeczywistości. Przecież od ponad dwóch lat – wcześniej do premiera Tuska, a kiedy zamienił swoją stolicę z Warszawy na Brukselę, do jego następczyni premier Ewy Kopacz – kierujemy kolejne pisma w sprawie przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiego wojska i nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Pytanie brzmi: kto tu słucha?… Podobnie rzecz ma się z prezydentem Komorowskim – weźmy chociażby kolejne pisma po tym, jak Airbus Helicopters ogłosił, że wycofuje się z produkcji przestarzałych caracali, na które nie ma żadnego odzewu ani od prezydenta, ani od ministrów obecnego rządu. W tej sytuacji, kiedy słyszymy obietnice, deklaracje rzucane na lewo i prawo, to jest nic innego, jak jedna wielka ściema, używając języka młodzieżowego.
Jak to jest, że rząd PO – PSL i prezydent Komorowski z jednej strony nagłaśniają kwestie podwyższenia wydatków na obronność, a z drugiej topią 13 mld zł, oddając kontrakt śmigłowcowy w ręce Francuzów?
– Bardzo chcę wierzyć w to, że polskie społeczeństwo nie da się kolejny raz wpuścić tej formacji i jej pustym deklaracjom w maliny. Wierzę i mam nadzieję, że przyszły rząd, który będzie realizował budżet, spojrzy na nasz przemysł zbrojeniowy i na całą polską gospodarkę z perspektywy polskiej racji stanu i będzie się kierował przede wszystkim polskim interesem narodowym. Musimy wrócić do korzeni i zrobić wszystko, aby polski przemysł na nowo zacząć odbudowywać i dbać o rozwój jego poszczególnych segmentów. Jeżeli tego nie zrobimy, to wszystkie inne sektory, jak handel czy usługi, także padną, bo ludzie nie będą mieli pieniędzy. Na przemyśle należy budować przyszłość państwa. Tak robią to inni i pozostaje mieć nadzieję, że my również zaczniemy robić podobnie.
Każdy wzrost wydatków na obronność to oczywiście dobra wiadomość, ale – jak Pan wspomniał – pozostaje jeszcze kwestia sensownego wydatkowania tych pieniędzy.
– Jak jest, każdy chyba widzi. Nie mamy nawet koncepcji polityki obronnej. Weźmy tylko dwa ostatnie lata i spróbujmy przeanalizować, jaką postawę przyjęły polskie władze, kiedy na Ukrainie rodził się Majdan, jaka była postawa prezydenta Komorowskiego, który gościł w parlamencie ukraińskim zaraz po tym, jak uchwalono antypolską uchwałę gloryfikującą i przyznającą nacjonalistom, zbrodniarzom UPA prawa kombatanckie. Również w obliczu tego, co się dzieje na wschodzie Ukrainy w związku z agresją rosyjską, nie podjęto żadnych zdecydowanych działań na rzecz lepszego wykorzystania polskiego potencjału obronnego i polskiej zbrojeniówki. Tymczasem Polska Grupa Zbrojeniowa musi zacząć funkcjonować tak, jak ma to miejsce w innych państwach. Na razie mamy jedynie dzielenie stołków i tworzenie rozmaitych struktur na bazie Polskiej Grupy Zbrojeniowej, a wszystko po to, żeby po najprawdopodobniej przegranych wyborach pokonani mogli usadowić się na intratnych stanowiskach, które osłodzą im gorycz porażki. To, co robi PO i PSL, jest po prostu nieuczciwe w stosunku do polskiej armii, nieuczciwe wobec polskiego przemysłu wreszcie jest nieuczciwe w stosunku do Polaków. Dlatego trzeba to zmienić.
W reakcji na decyzję MON w sprawie przetargu śmigłowcowego związkowcy z PZL – Świdnik będą zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy dotyczącym wymogu produkcji sprzętu dla armii w Polsce…
– Z pewnością idea, jaka powstała w Świdniku, dotycząca stworzenia ustawy, która zapewniłaby obowiązek stosowania przez rząd kryterium produkcji – oczywiście tego, co jesteśmy w stanie sami wyprodukować na terytorium naszego kraju – jest słuszna i ze wszech miar potrzebna. Wzorem innych państw bez wątpienia powinniśmy opierać się przede wszystkim na własnym potencjale obronnym produkowanym w Polsce rękami naszych pracowników. Szkoda tylko, że wcześniej o tym nie pomyślano, chociażby dwa, trzy lata temu, ale patrząc, kto już wtedy rządził, to z pewnością pomysł ten zostałby odrzucony i utopiony jak wiele inicjatyw społecznych. Zbieranie podpisów – jako akcja informacyjna – pozwoli też uświadomić polskiemu społeczeństwu, o co chodzi w polskim sektorze obronnym.
Wszystko się zgadza, tylko czy troska o polską gospodarkę nie powinna być obowiązkiem rządu, a nie tylko związkowców?
– To tylko pokazuje, że mamy złe, niekompetentne władze, że źle wybieramy. Widzimy, do czego doprowadziły dwie kadencje rządów koalicji PO – PSL, kiedy spora część społeczeństwa, zniesmaczona takim sposobem sprawowania władzy i brakiem odpowiedzialności za państwo, nie chce brać udziału w życiu publicznym i często rezygnuje z udziału w wyborach. Premier Kopacz, jeżdżąc po Polsce, ściga się sama ze sobą w składaniu obietnic, w związku z tym mamy deklaracje, że będą dopłaty do najniższych pensji, że znajdą się pieniądze na pomoc najbiedniejszym itp. To tania propaganda, która nijak się ma do wcześniejszych działań tej ekipy. Kiedy PiS mówiło, że trzeba pomóc ludziom w najtrudniejszej sytuacji życiowej, to natychmiast pojawiły się ataki, skąd na to pieniądze, że czeka nas druga Grecja. Kiedy premier Kopacz obiecuje, podobnie jak prezydent Komorowski, to wszystko jest z sensem, do zrobienia i zwyczajnie mucha nie siada. Powtórzę kolejny raz, że jest to zwyczajna propaganda i bicie piany. Nie wierzę w ani jedno słowo wypowiedziane przez układ obecnie rządzący Polską. W tej chwili najistotniejszą rzeczą jest to, żeby społeczeństwo przejrzało na oczy, żeby ludzie poszli w październiku do urn wyborczych i wydali ocenę tym, którzy przez osiem lat udawali, że rządzą Polską. Najwyższa pora dać szansę innym, żeby pokazali, jak można rządzić, jak budować potęgę państwa i dobry byt jego obywateli.