Czarna przyszłość porzeczki
Piątek, 24 lipca 2015 (04:10)Już od kilku tygodni mówimy o trudnej sytuacji producentów owoców miękkich, a szczególnie tych zajmujących się produkcją porzeczki. Cena, którą otrzymują rolnicy na skupie, spadła do poziomu 35 gr za kilogram. To stanowi tylko 20 proc. kosztów produkcji! Rolnik musi zainwestować w wyprodukowanie kilograma porzeczki 1,8 zł, a otrzymuje 35 gr! Gdzie tu jest w ogóle mowa o zarobku!
W pewnych regionach Polski, jak np. na Lubelszczyźnie, plantacje porzeczki były zakładane na szeroką skalę. Wzięło się to stąd, że rolnicy nie mieli innej możliwości zdobycia dochodów.
Sytuacja na rynku mleka jest katastrofalna. W rynku mięsa wieprzowego nie jest lepiej, gdyż nasze mięso zostało wyparte przez to przywożone z Danii, Holandii i z Niemiec. Można stwierdzić, że produkcja mięsa wieprzowego w Polsce to już jest science fiction. Spadają także ceny zbóż.
Rolnicy ratują się więc tym, że zakładają plantacje owoców miękkich. Rynek ten zajmuje kilkaset tysięcy hektarów. Niestety rynek ten jest niestabilny. Dlaczego? Bo odbiorcy porzeczek są monopolistami. Są to dwie lub trzy firmy na całe województwo. Pojawiają się przypuszczenia, że firmy te dokonują zmowy cenowej.
Rolnicy niestety w dużym procencie nie są zorganizowani w grupy producenckie. Bierze się to stąd, że czasami powierzchnia upraw jest niewielka, inni mają złe doświadczenia z jakimkolwiek zespołowym działaniem itd. Czasami też przy zakładaniu grup producenckich przepisy były na tyle trudne, że niemożliwe było spełnienie warunków.
Sytuacja wygląda teraz tak. Z jednej strony mamy rozdrobnionych przedsiębiorców, a z drugiej możliwą zmowę cenową firm i ich dyktat. Unia Europejska jeszcze w 2013 r. zwracała uwagę, żeby państwa członkowskie w sprawach rolnictwa stabilizowały rynek zbytu przez umowy kontraktacyjne. Rząd do tej pory nie zrobił nic. Dopiero teraz pojawił się w Senacie projekt ustawy o umowach sprzedażowych. To niestety nie ma za wiele wspólnego z umowami kontraktacyjnymi.
Pojawiła się też taka kwestia. Część przetwórców dokonała modernizacji przetwórni ze środków unijnych. Postawiono jednak warunek, że przynajmniej w 50 proc. zakupów surowca muszą dokonywać na krajowym rynku. Dlaczego więc ministerstwo nie dopilnowało tego, aby ten warunek został spełniony? Minister twierdzi, że były takie kontrole, a ja nie jestem co do tego przekonana.
Kolejną sprawą jest to, że nie utworzono funduszu stabilizacji rolniczych, który na wypadek gwałtownego spadku cen lub susz byłby miejscem, z którego środki można by było przeznaczać na wsparcie dochodów rolniczych. Dopiero teraz, aby napchać kiełbasę wyborczą, prowadzi się nad nim prace.
Gabriela Masłowska