• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Górnicy chcą konkretów

Poniedziałek, 20 lipca 2015 (21:11)

Z Jarosławem Grzesikiem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Śląsk staje się główną areną przedwyborczej batalii. Skoro mamy festiwal obietnic, zwłaszcza ze strony obozu rządzącego, to proszę powiedzieć, w jakiej kondycji po ośmiu latach rządów koalicji PO - PSL jest dzisiaj górnictwo?

– Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem, ale sytuacja polskiego górnictwa jest bardzo zła. Przede wszystkim płynność spółek węglowych jest cały czas zagrożona, a górnicy są niepewni jutra. Od lat domagamy się: po pierwsze - podjęcia skutecznych działań restrukturyzacyjnych, po drugie - zmiany struktury organizacyjnej górnictwa i całego sektora paliwowo-energetycznego, a po trzecie - podjęcia działań, które zahamowałyby napływ węgla zza naszej wschodniej granicy. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że ten napływ taniego węgla do Polski nosi znamiona dofinansowania przez rząd w Moskwie, dlatego jego cena jest niższa niż sam transport tego surowca z Syberii. Mówimy o tym od dawna, ale jakoś nie dociera to do polskich władz, które nawet nie starają się znaleźć mechanizmów, które ograniczałyby ten nadmierny import węgla. Importowanie węgla z Rosji to pozbawianie miejsc pracy naszych górników, a utrzymywanie miejsc pracy za naszą wschodnią granicą.

To jednak niejedyne przejawy zaniedbań rządu wobec górnictwa?

– Owszem, skala nielogicznych i niezrozumiałych decyzji dotyczy chociażby nakładania na polskie górnictwo nadmiernej ilości podatków i opłat niespotykanych w branży górniczej w żadnym państwie na świecie. Nadmiernie rozbudowany fiskalizm jest zatem kolejnym gwoździem, którym rząd dobija polskie górnictwo. Od lat zwracamy uwagę, że ceny energii w Polsce nie są w żaden sposób powiązane z cenami węgla, że spółki energetyczne notują ogromne zyski, podczas gdy producenci węgla, które jest paliwem dla elektrowni, ledwo wiążą koniec z końcem. Brakuje zatem systemowych rozwiązań, jeżeli chodzi o sektor paliwowo-energetyczny, i to wszystko składa się na sytuację, w jakiej się w tej chwili znajdujemy. Drwiną ze społeczeństwa jest także konkurencja polsko-polska, kiedy dochodzi do spotkania przedstawicieli dwóch spółek Skarbu Państwa, które ze sobą na śmierć i życie walczą w przetargach, aby móc dostarczać węgiel do odbiorców. Mówimy też głośno, że brak jest wyciągania konsekwencji wobec osób, które nadzorowały górnictwo. W efekcie brak należytego nadzoru nad nieudolnymi zarządami spółek węglowych, których błędne decyzje doprowadziły do stanu, w jakim się dziś znajdują – stanu zapaści. Jastrzębska Spółka Węglowa to była kura znosząca złote jaja, ale nieudolne zarządzanie przez ponad osiem lat prezesa Jarosława Zagórowskiego doprowadziło tę spółkę na skraj bankructwa – do ruiny. Skala zaniedbań szczególnie obecnej ekipy, która rządzi Polską, a zwłaszcza kiedy PSL odpowiada za górnictwo i kiedy wicepremier Janusz Piechociński sprawuje urząd ministra gospodarki, jest największa.     

Jak przebiega realizacja zapowiedzi zarówno premiera Donalda Tuska, jak i obecnej premier Ewy Kopacz ze stycznia tego roku i co z programem Śląsk 2.0? Podobno wszystko jest na swoim miejscu…Tak przynajmniej twierdzi rząd…

– Przypomnę, że dopiero, kiedy górnicy zaczęli protestować i wyszli na ulice, kiedy powiedzieliśmy „basta!”, okazało się, że ówczesny premier Tusk pofatygował się łaskawie na Śląsk. Wówczas też okazało się, że można rozmawiać, że należy wprowadzać jakieś mechanizmy. Jak to wszystko wygląda, widać jak na dłoni. Ten, który tak wiele obiecywał, obecnie jest w Brukseli, a jego następczyni działa bardzo podobnie, tyle tylko, że nic dobrego z tego dla polskiego górnictwa nie wynika.

Ewa Kopacz na ostatniej przedwyborczej prostej wiele obiecuje. Jaka jest wiarygodność składanych deklaracji i czy obecny rząd ma strategię rozwoju górnictwa?

– Wiarygodność i Platforma Obywatelska to dwa przeciwstawne bieguny, które się odpychają. To, co słyszymy i widzimy, to gra nastawiona na określony efekt wyborczy, to - można rzec - łabędzi śpiew. Szopka, bo trudno nazwać inaczej tzw. Program Śląsk 2.0. Cała ta komedia, w której główną rolę gra premier Ewa Kopacz, to bajka, na którą nawet dzieci w przedszkolu nie dałyby się nabrać. Cała ta tzw. strategia, którą podobno ma rząd dla Śląska i polskiego górnictwa, przypomina yeti, o którym wszyscy mówią, że jest, tyle tylko, że nikt go nie widział. Do października zostało już tylko kilka miesięcy, a zatem czasu pozostało niewiele, żeby pewne sprawy dopiąć, bo - jak to mówią - nie po słowach, a po czynach można poznać, czy ktoś jest wiarygodny, czy nie. Ta ekipa jest niewiarygodna i mam nadzieję, że jej czas powoli się kończy. Teraz składane naprędce obietnice w sektorach, które zaniedbywane były przez osiem lat, to nic innego, jak oszukiwanie ludzi i opowiadanie bajek. Ja osobiście w bajki nie wierzę.

Kandydat PiS na premiera Beata Szydło zadeklarowała dzisiaj, że po zmianie rządów w Polsce nasza gospodarka będzie się opierała na węglu. Pana zdaniem jest szansa, że zielone światło dla polskiego górnictwa znów zaświeci?

– Nie ma innego wyjścia. Jeżeli nie chcemy doprowadzić naszej gospodarki do całkowitej ruiny, jeżeli nie chcemy pogłębiać się w kryzysie, to musimy podjąć radykalne kroki naprawcze. Jedyny surowiec energetyczny, jaki mamy praktycznie bez ograniczeń, to węgiel kamienny i węgiel brunatny. Nie ma innego wyjścia, jak oprzeć nasze bezpieczeństwo energetyczne na tych surowcach. Jeżeli natomiast ktoś mówi czy wręcz forsuje tezę, że nasze bezpieczeństwo energetyczne można oprzeć na rosyjskim gazie albo na elektrowniach atomowych, do których paliwo – węgiel - też ma być sprowadzane z Rosji, to opowiada bzdury. Jak bowiem można skutecznie dbać o własne bezpieczeństwo, jednocześnie uzależniając się od źródeł energii – wszystko jedno ze Wschodu czy z Zachodu? To nonsens – zamiast opierać się na polskim surowcu – węglu - i dbać o miejsca pracy w Polsce, próbuje się budować mity dotyczące bezpieczeństwa energetycznego w oparciu o elektrownie jądrowe czy o energetykę gazową.

Zatem da się stworzyć warunki, żeby polski węgiel mógł konkurować z tanim węglem, który napływa do nas chociażby z Rosji?

– Nie tylko, że się da, ale wręcz trzeba do tego dążyć.

W przyszłym tygodniu ma się odbyć spotkanie ze stroną społeczną dotyczące opracowania Strategii rozwoju polskiego górnictwa. Czego najbardziej potrzebuje polskie górnictwo, aby na nowo mogło się odrodzić?  

– Przede wszystkim polskie górnictwo, żeby mogło się odrodzić i właściwie funkcjonować z korzyścią dla całej polskiej gospodarki, potrzebuje: po pierwsze - pomysłu, po drugie - inwestycji, a po trzecie - ludzi, którzy będą potrafili zarządzać tą ważną gałęzią w sposób racjonalny z wizją. Konieczne jest także zrozumienie i wycofanie się z nieszczęsnego pakietu klimatycznego, który zafundował Polsce rząd PO - PSL, pakietu, który prędzej czy później doprowadzi do likwidacji polskiego górnictwa, wykładając tym samym na łopatki całą polską energetykę i nasz przemysł.  

Górnicy dadzą kredyt zaufania nowej ekipie, która - jak wiele wskazuje - obejmie jesienią rządy w Polsce?

– Ilekroć dawaliśmy kredyt zaufania nowej ekipie – niezależnie, jaką reprezentowałaby opcję polityczną - w efekcie zawsze wychodziliśmy na tym źle. Mamy jednak nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki