Ułuda skutecznego eksportu
Poniedziałek, 20 lipca 2015 (12:28)Ewa Kopacz odwiedziła Tarnów. Tam stwierdziła, że „stawia na eksport polskiej żywności, owoców i warzyw”. Większego problemu nie stanowi także rosyjskie embargo, bo - jak zapewniła szefowa rządu - „znajdujemy coraz nowe rynki zbytu i ten eksport rośnie”.
Dobrze, że pani premier rozumie potrzebę eksportu polskiej żywności. Jednak nasze rolnictwo mogłoby produkować dużo więcej żywności niż obecnie. Natomiast szukając możliwości eksportu, trzeba wykonać pewną pracę i konieczne jest zmobilizowanie wszystkich sił, którymi dysponuje państwo.
Minister rolnictwa stara się szukać nowych rynków zbytu, jednak robi to trochę chaotycznie. Resort rolnictwa nie jest w stanie sam zapewnić skutecznego poszukiwania nowych rynków zbytu. Do tej pory nie ma żadnego spójnego systemu promocji polskiej żywności, który wykorzystywałby również polskie placówki dyplomatyczne rozsiane po całym świecie. Taki projekt pojawił się w 2007 r. w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości, ale niestety został przez kolejny rząd zaniechany. Teraz pojawiła się pilna potrzeba budowania takiego systemu.
Premier wspomniała także, że „Polska w Europie jest trzecim eksporterem żywności”. I tak jest. Ale gdy bierzemy pod lupę to, co jest z Polski eksportowane, trzeba się zastanowić, czy o tego typu eksport powinno nam głównie chodzić. Z taryf celnych dowiadujemy się, że Polska jest jednym z największych eksporterów w Europie: kawy, herbaty, owoców cytrusowych, bananów, kakao przerobionego w czekoladzie. O to nam chodzi? To są najważniejsze grupy towarów eksportowanych z Polski? Reeksport napawa nas aż tak wielką dumą?
Osobiście bardzo bym się cieszył, gdyby Polska była eksporterem tego, co u naszych rolników rośnie, i tego, co hodują. Niestety, ten eksport, którym chwali się premier, a jeszcze bardziej PSL, jest mirażem i ułudą.
Trzeba wziąć pod uwagę sprawę zasadniczą. Dla naszych rolników rynkiem podstawowym i najważniejszym jest rynek wewnętrzny – prawie 40-milionowy. My prowadzimy absurdalnie głupią politykę, szukając zbytu na produkty rolnicze w krajach odległych, np. w Japonii, Korei Płd., Ameryce Płd. czy w Afryce. Tak, należy to czynić, ale nie może to zastępować rynku wewnętrznego. Wysyłamy do tych odległych krajów na targi misje, a to nas dużo kosztuje. W tym samym czasie nasz rynek jest zalewany żywnością z Europy Zachodniej. Godzimy się na wypieranie naszej zdrowej żywności przez produkty obce, gorszej jakości. To nie świadczy dobrze o rządzie. Pokazuje to, że nie mamy gospodarza, który troszczyłby się o polskie rolnictwo.
Jan Krzysztof Ardanowski