Ewangelia
Niedziela, 19 lipca 2015 (08:07)Mk 6,30-34
Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.
A kiedy runą mury...
Nie da się zrozumieć proklamowanego dziś fragmentu Ewangelii bez odwołania do innej historii biblijnej: do sytuacji, gdy po swoim upadku człowiek przestraszył się i ukrył przed Bogiem (Rdz 3,8n). Grzech (jako efekt przyjęcia fałszywej ewangelii – „będziecie jako bogowie!”) sprawił, że zmienił się sposób postrzegania Stwórcy, fałszywie lokując Go po stronie wrogów wolności i rozwoju. Między innymi to ma na myśli św. Paweł (pierwsze czytanie), pisząc o rozdzierającym ludzkość murze wrogości, który został zburzony przez Chrystusa.
W Nowym Testamencie mamy do czynienia z odkryciem oblicza Boga jako kogoś bliskiego – kochającego i litościwego. Miłosierdzie Jezusa sprawiło, iż ludzie zaczęli wierzyć, że coś w ich egzystencji może się zmienić, że kołowrót lęku, permanentnych ucieczek, bezrefleksyjnego wypełniania przepisów Prawa, zdania tylko na siebie może się skończyć. Trudno powiedzieć, jaka część „wielkiego tłumu” gromadzącego się przy Jezusie potrafiła dostrzec w Nim obiecanego Mesjasza. Widzieli na pewno kogoś, kto niesie nadzieję, przywraca czysty, nieskalany obraz Boga, uczy słuchania Jego głosu. A przede wszystkim pokazuje, że od pierwszych chwil stworzenia zależy Mu na człowieku, szuka go, chce jego rozwoju, szczęścia, że stawiane granice są nie tyle zazdrosnym strzeżeniem własnych prerogatyw, ale mają zabezpieczyć go przed błędami i upadkami.
Wydaje się, że świadomość przemiany, jaka dokonywała się w szukających Jezusa rodakach, jest sednem nowej ewangelizacji: pomóc ludziom (zbłąkanym, ogłupionym przez różnego rodzaju „autorytety”, samotnym, oszukiwanym – zbłąkanym „jak owce nie mające pasterza”) odkryć w Jezusie Chrystusie kochającego i bliskiego Boga. Dostrzec w Nim sprzymierzeńca własnych pragnień i stróża wolności. Zburzyć mur, który niszczy wszelkie relacje – grzech, tj. przyjąć Słowo, poddać się Bożemu Miłosierdziu. Zacząć patrzeć na człowieka tak, jak On tego uczył – aż po horyzont krzyża. Reszta będzie już tylko konsekwencją podjętych wcześniej wyborów.
Ks. Paweł Siedlanowski