Kto dostanie zadyszki?
Czwartek, 16 lipca 2015 (03:11)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk
Oficjalnie kampania parlamentarna nie ruszyła, ale w Polskę ruszył rząd, który urządza wyjazdowe posiedzenia. To kampania czy rzeczywiste otwarcie na obywateli?
– To taka świecka tradycja okresu przedwyborczego, że rząd wyjeżdża w teren. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek rząd podszedł do tego tak ambitnie i zorganizował aż dwa wyjazdowe posiedzenia w tak krótkim czasie. Był na Śląsku, odwiedził i Łódź. To jest próba budowania wizerunku bliżej ludzi. Co zresztą Ewa Kopacz zapowiedziała na billboardach.
Z urzędu marszałkowskiego można usłyszeć to, co ludzie mówią na ulicach?
– Rzeczywistych problemów nie słychać, ale chodzi o psychologiczny aspekt, a więc dotarcie do świadomości mieszkańców z hasłem, że rząd obraduje u nas. Przyjechała premier i ministrowie i nasze problemy są dla nich tak ważne, chcą być blisko naszych spraw. Oczywiście taka zabawa może trwać w nieskończoność i w każdym mieście wojewódzkim może odbywać się posiedzenie rządu. Wtedy to stanie się karykaturą działań politycznych i to będzie bardzo sztuczne. Przez wakacje można zjechać cały kraj, tylko pytanie, dlaczego rząd tego nie robił, skoro Polska przeżywała wiele problemów, i to często lokalnych?
Podróże premier Ewy Kopacz pociągiem czy pytanie przez nią ludzi w pubach o temperaturę piwa to już samo w sobie nie jest groteska?
– Platforma musiała odpowiedzieć w jakikolwiek sposób na to, co robi PiS, aby odzyskać inicjatywę. PiS po katowickiej konwencji odskoczyło mocno. Pytanie, które trzeba sobie teraz zadać, to kto pierwszy dostanie zadyszki.
Zbierają się czarne chmury nad ruchem Pawła Kukiza. Ruch przeszedł rozłam, a jego członkowie są wewnętrznie skłóceni.
– Po części taki obrót spraw był do przewidzenia. Emocje wyborcze doprowadziły do wzrostu apetytu i ambicji. Oczywiście sondaże dalej są ustawione wysoko. Życie polityczne pokazuje, że jest bardziej wymagające, niż to się mogło wydawać. Zbudować z ruchu skuteczną partię nie jest łatwo.
SLD i Twój Ruch startują razem jako komitet Zjednoczona Lewica. I tak Leszek Miller będzie jedynką w Gdyni, Włodzimierz Czarzasty w Płocku, a Janusz Palikot w Lublinie. Jak daleko lewica zajedzie na tych twarzach?
– Na dzisiaj każdy wynik powyżej progu wyborczego będzie dla nich sukcesem. Bez względu na to, jak się te ugrupowania nazwą, to ich kondycja polityczna jest w poważnym kryzysie.
Tym bardziej że próg wyborczy w przypadku koalicji wynosi 8 proc.
– Tak, ta poprzeczka jest podniesiona, ale sądzę, że jeżeli lewica postanowi powalczyć i dojdzie do realnej konsolidacji, to te 8 proc. gdzieś powinni znaleźć. Niemniej jest to dla nich poważne wyzwanie.
Ale wyobraża Pan sobie parlament bez Millera i Palikota?
– To byłoby ciekawe. Gdyby do tego doszło, spotkalibyśmy się z interesującą sytuacją. Jednak dopóki nie przeprowadzimy wyborów, to gdybać jest trudno. Wielu polityków różnych ugrupowań zapowiedziało emerytury. Szykuje się nam więc zmiana pokoleniowa, która może wpłynąć na wyniki wyborów.
Wszędzie zmiany pokoleniowe, tylko lewica zawsze ta sama…
– Tak, ale funkcjonują mniejsze ruchy młodzieżowe. Jest też partia Zmiana. Na lewicy powstało więc wiele „dziwnych” tworów, które w przyszłości mogą zainteresować osoby o lewicowych poglądach. Także nieunikniona jest zmiana pokoleniowa wewnątrz SLD. Nie wiadomo jednak, kiedy ona nastąpi. Czy te wybory będą już przełomem? Kto wie. Czas pokaże.