• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Rząd unijnych wytycznych

Środa, 15 lipca 2015 (17:42)

Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Rafał Stefaniuk

Co się zmieniło w życiu Polaków żyjących na wschodzie Ukrainy od czasu wybuchu wojny?

– Ci Polacy, którzy tam zostali, wciąż żyją w biedzie i strachu przed niepewną przyszłością. Wschodnia część Ukrainy to swoista bomba, która w każdej chwili znów może wybuchnąć. Mamy tam ruiny i stan tymczasowy, bo żadna ze stron konfliktu nie pogodziła się z istniejącym status quo. I każda oskarża drugą o prowokacje i łamanie porozumienia. Gospodarka nie może się normalnie rozwijać, jest duże bezrobocie, co dotyka także żyjących tam Polaków.

50 osób z Mariupola starało się o przyjazd do Polski, ale rząd PO – PSL odmówił im pomocy, zasłaniając się tym, że Polacy nie są bezpośrednio zagrożeni działaniami wojennymi. Zgadza się Pan z taką argumentacją?

– Co to znaczy, że tamtejsi Polacy nie są zagrożeni? Są obywatelami Ukrainy i agresorzy nie będą sprawdzać ich pochodzenia i traktować ulgowo. A rząd polski powinien zaopiekować się naszymi rodakami, skoro o to proszą, bo to jest obowiązek rządu. Nie ma lepszych i gorszych Polaków. Wszystkich trzeba traktować tak samo, z troską. Należy też pamiętać, że Mariupol to jest właściwie linia frontu. Jeśli konflikt ruszy z nową siłą, to miasto będzie pierwszym, które znajdzie się w ogniu walk, bo jest położone na najkrótszej, lądowej drodze na Krym. To miasto strategiczne.

Bez względu na to, gdzie przechodzi linia frontu, nasi rodacy bardzo się boją. Skąd ten brak empatii rządu? 

– Rząd wziął na siebie zobowiązanie, że w granice Polski przyjmie w najbliższym czasie 2 tys. imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Pierwsi już przyjechali z Syrii i Erytrei. Gdyby rząd zadeklarował, że w pierwszej kolejności przyjmie Polaków ze Wschodu, to kwesię repatriacji mielibyśmy w znacznej mierze załatwioną. Ale PO woli realizować unijne wytyczne, a nie polską rację stanu.

Nie ulega wątpliwości, że brak należytego zainteresowania rządu Polakami jest dla nich wielkim ciosem. Jaka jest ich kondycja psychiczna?

– Pokładali duże nadzieje w Polsce i teraz są zawiedzeni. Oni nie odróżniają barw rządu polskiego, nie interesuje ich, czy rządem kieruje PO czy PiS. Dla nich polski rząd to państwo polskie. I dlatego zaniechania i obojętność rządu dla ich losu odbierają jako zdradę ze strony Polski, która wyrzeka się swoich dzieci.

Jaką rolę odgrywa Kościół katolicki w pomocy naszym rodakom na Ukrainie?

– Rola Kościoła katolickiego na Ukrainie jest nie do przecenienia. Podtrzymują polskość i wiarę naszych rodaków, ale też organizują pomoc socjalną. Tam gdzie nie dociera państwo ukraińskie, tam gdzie szwankuje jego opieka, tam są duchowni katoliccy, przeważnie z Polski, przejęci często dramatyczną sytuacją swoich polskich wiernych.

Znając trudną sytuację Polaków na Ukrainie i konfrontując ją z deklaracjami rządu co do przyjęcia imigrantów z Afryki, jakie uczucia Panu towarzyszą?

– Zastanawiam się, czy to jest polski rząd. Gdy widzę priorytety obecnej władzy, to wiem z całą pewnością, że to nie jest mój rząd.
 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk