Dowód na nieudolność rządu PO – PSL
Wtorek, 14 lipca 2015 (20:05)Z Maksem Kraczkowskim, posłem PiS, zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Gospodarki, rozmawia Rafał Stefaniuk
Mija oficjalny termin uruchomienia terminalu LNG w Świnoujściu. Wiadomo, jakie są przyczyny kolejnych opóźnień?
– Przyczyn zapewne nie poznamy z komunikatów rządowych. Opóźnienia narastają. Odpowiedź na to pytanie poznamy być może z analizy nagranych taśm w jednej z warszawskich restauracji. To na taśmach minister Andrzej Parafianowicz twierdził, że termin oddania terminalu będzie dużo bardziej odległy niż wskazywany przez rząd. Zwróćmy uwagę także na jedną rzecz. Okazuje się, że inaczej niż w przypadku wszelkich innych inwestycji, im dłuższy jest czas realizacji, tym bardziej zmniejsza się procentowo jej zaawansowanie! Minister Andrzej Czerwiński w lipcu mówił, że zrealizowano 97,8 proc. inwestycji, z kolei w czerwcu minister Włodzimierz Karpiński mówił o 98 proc.!
Ile tracimy na opóźnieniach?
– Na pewno tracimy w kategorii bezpieczeństwa energetycznego. Jeżeli chodzi o straty wynikające z kwestii nieodbierania surowca, to jest to pytanie do Ministerstwa Skarbu. Sądzę, że obecnie stosuje się formułę, że finansujemy różnicę w cenie, którą dostawca dostaje, sprzedając gaz na wolnym rynku, do tej, którą my powinniśmy płacić na mocy podpisanego kontraktu.
Istotność tej inwestycji oraz ciągłe opóźnianie jej realizacji zmusza mnie do zadania pytania, czy bierze Pan pod uwagę celowe sabotowanie prac nad terminalem?
– Nie wykluczam tego. Uważam jednak, że jest to dowód na to, że niewłaściwy jest nadzór nad inwestycją ekipy rządzącej. Nietrafiony był również dobór osób, które przygotowały plany inwestycji, oraz tych, które odpowiadały za wykonanie. Tu cudów nie ma tak jak u Tuska.
Straty pieniężne to jedno, a polityczne to drugie. Jak zmieniła by się nasza sytuacja polityczna, gdyby terminal działał na maksymalnych możliwościach?
– Bardzo by się zmieniła. Tu premią jest niezależność. Zwróćmy uwagę, że nasi partnerzy z rejonu Morza Bałtyckiego zadbali o to, żeby podobne inwestycje zostały u nich uruchomione i to w czasie przewidzianym na etapie planowania. Jest to dla nas sytuacja kompromitująca. Z jednej strony prężymy muskuły i mówimy o potrzebie bezpieczeństwa w zakresie sprowadzenia surowca, a z drugiej okazuje się, że jesteśmy niezdolni do tego, żeby taką inwestycję, przy olbrzymim zaangażowaniu środków publicznych, przeprowadzić skutecznie. Z punktu widzenia premiera jest to sytuacja bardziej niż kłopotliwa.