To jest wielkie zmaganie cywilizacji życia i cywilizacji śmierci
Środa, 8 lipca 2015 (09:25)Z dr. inż. Antonim Ziębą, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, rozmawia Małgorzata Pabis
W Polsce toczy się wielki bój o życie. Dzisiaj Senat zajmie się rządowym projektem o in vitro...
– Mamy bardzo trudną sytuację polityczną. Zainicjowaliśmy więc nowennę do Ducha Świętego i Matki Bożej Królowej Polski o dary Ducha Świętego dla senatorów. Teraz los tej fatalnej ustawy rządowej jest w rękach Senatu. Widzimy przecież, że z Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego płyną nieustannie sygnały i zapewnienia, że jeśli tylko ta ustawa wyjdzie z parlamentu, to on ją podpisze, mimo tak fatalnych opinii formułowanych nie tylko przez środowiska obrońców życia, organizacje społeczne, ale nawet przez Sąd Najwyższy, który w oficjalnym dokumencie wskazał na wiele ważnych – powiem dyplomatycznie – usterek, które są zawarte w tym rządowym projekcie ustawy in vitro PO – PSL. Ufamy w potęgę modlitwy. Mamy tę ufność, że ta dziewięciodniowa nowenna połączona z postem da dobre owoce. Mamy świadomość, że tu będzie bardzo trudna walka duchowa, nie tylko polityczna, bo to nie jest sprawa jakiejś prywatyzacji czy innej umowy międzynarodowej. To jest wielkie zmaganie cywilizacji życia i cywilizacji śmierci. Wielki bój duchowy i w tym boju musimy tę naszą pokorną, ale także ufną modlitwę wesprzeć ofiarą postu.
Już w pierwszym dniu tej modlitwy wydarzył się mały cud – senatorowie z Komisji Zdrowia odrzucili w całości tę ustawę...
– To jest wielki sukces moralności, rozsądku i odpowiedzialności naszych parlamentarzystów. Ten rządowy projekt sklecony – powiem brzydko, ale sklecony przez koalicję PO – PSL nadaje się tylko do odrzucenia. Chwała tym członkom komisji zdrowia naszego Senatu, którzy tak jednoznacznie ocenili ten fatalny projekt legalizacji in vitro, opatrzony jeszcze fałszywym tytułem, fałszywą nazwą sugerującą, że ustawa ta mówi o leczeniu niepłodności. Tak jak mówią uczciwi lekarze-naukowcy: procedura in vitro nie wyleczyła jeszcze żadnej pary ludzkiej. To jest procedura pewnej technologii medycznej, techniki medycznej, ale nie leczenia.
Jest to w pewnym sensie produkowanie ludzi...
– Oczywiście tak, i to w sposób głęboko nieetyczny. Bo procedura in vitro niszczy godność tej pary rodzicielskiej, naraża na uszczerbek i niszczy godność tej poczętej istoty ludzkiej. Powiedzmy w sposób zasadniczy i mocny: to jest procedura śmierci, bo ogromna większość dzieci poczynanych w procedurze in vitro ginie przed narodzeniem. Mamy wiele statystyk, nie tylko z Wielkiej Brytanii, ale z wielu krajów, także ze Stanów Zjednoczonych, z których wynika jednoznacznie, że spośród poczętych in vitro dzieci żywych rodzi się ok. 5-10 proc. Jest to procedura śmierci i kalectwa. Te dzieci, nieliczne dzieci, które rodzą się żywe, są obarczone wieloma wadami wrodzonymi. My ciągle powtarzamy, ale kręgi rządowe nie chcą tego uznać i dostrzec, że mamy etyczną, podkreślam etyczną, skuteczną, tańszą, metodę pomocy bezdzietnym małżonkom, jaką jest naprotechnologia. I tę metodę trzeba popularyzować, finansować i szeroko wprowadzać w polską służbę zdrowia.
Jednak rządzący w Polsce ogłosili sukces – 2 tys. dzieci urodziło się w naszym kraju „dzięki” metodzie in vitro...
– To jest straszny „sukces” – ja też słyszałem tę wypowiedź byłego już ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza – bo znam te statystyki międzynarodowe, które przed chwilą przytaczałem, za każdym jednym żywo urodzonym dzieckiem z procedury in vitro stoi śmierć co najmniej dziesięciu, a w niektórych klinikach nawet do trzydziestu poczętych istnień ludzkich. Dlatego nie ma się z czego cieszyć, chociaż cieszymy się z każdego urodzonego żywego dziecka, ale mamy świadomość, że zginęło co najmniej dwadzieścia do osiemdziesięciu tysięcy polskich, poczętych tą metodą dzieci. Teraz stan zdrowia... Dzisiaj, daj Boże, te dzieci urodziły się zdrowe, ale statystyki są bezwzględne i okrutne w pewnym sensie. Wiele z tych dzieci będzie obciążonych poważnymi wadami wrodzonymi. Co więcej, musimy w duchu odpowiedzialności podkreślić, że współczesna medycyna nie potrafi odpowiedzialnie wypowiedzieć się na temat przyszłych szkód genetycznych. Bo te zmiany genetyczne, wady genetyczne – jak mówią uczciwi, poważni profesorowie medycyny – mogą ujawnić się w drugim, trzecim pokoleniu, a więc to jest procedura fatalna w najgłębszym rozumieniu tego słowa. A jeżeli chodzi o te 2 tys. narodzonych dzieci – gdyby te pieniądze przeznaczyć na wspieranie, refundację naprotechnologii, która jest trzy razy tańsza i skuteczniejsza, to urodziłoby się 60-80 tys. dzieci, mówiąc już brzydko finansowo: za te same pieniądze.