Dron dla polskiej armii
Wtorek, 7 lipca 2015 (12:05)Już niedługo, bo w 2017 r. polską armię ma wzmocnić 60 uzbrojonych dronów. Kto je dostarczy? Jeszcze nie wiadomo. O kontrakt walczą Brytyjczycy, Izraelczycy, a także Amerykanie.
Wokół dronów w ostatnim czasie narodził się problem natury filozoficznej, czy są one w stanie zastąpić pilotów. Często można spotkać się z twierdzeniami, że przyszłość należy tylko do dronów. Jednak w zdecydowanej większości znawcy problemu twierdzą, że w niektórych sytuacjach pilot poradzi sobie lepiej niż maszyna, gdyż atutem człowieka zawsze będzie inteligencja, doświadczenie i intuicja. Nie da się ukryć, że pewne typy samolotów jeszcze długo będą pilotowane przez człowieka.
Drony, które ma pozyskać nasza armia, będą miały dwa rodzaje zastosowania. Pierwszy to cele rozpoznawczo-zwiadowcze. Są to maszyny stosunkowo małej wielkości. Drony mogą długo latać nad terytorium, które jest celem obserwacji, i zdobywać informacje. Maszyna wyposażona jest w wiele narzędzi do lokalizowania celów i ich rejestracji. Wszystko odbywa się bez narażenia człowieka, gdyż jak samolot długo porusza się nad danym terenem, to szanse jego zestrzelenia są duże. Wtedy pilot może zginąć bądź trafić do niewoli.
Ostatnim konfliktem, w którym drony posłużyły do tego celu, jest wojna na Ukrainie. Rosjanie używają ich do zdobywania informacji i są w tym na tyle skuteczni, że Kijów rozpoczął starania o podobne maszyny.
Drugie zastosowanie drona to są cele uderzeniowe, czyli mogą wystrzeliwać pociski rakietowe bądź bomby i tym samym razić cele. To są już duże bezpilotowce. Takim przykładem najczęściej stosowanego drona jest amerykański Predator. Używano go w Afganistanie i Iraku. Okazały się skuteczne w lokalizowaniu terrorystów i ich likwidacji. Podobnego typu drony mają na wyposażeniu Izraelczycy.
Po co są nam drony? Polska ma na wyposażeniu oprócz samolotów wielozadaniowych F-16 tylko około 30 samolotów uderzeniowych Su-22. Są to samoloty produkcji sowieckiej i pojawiły się w uzbrojeniu naszego lotnictwa w drugiej połowie lat 80. XX wieku. W najbliższym okresie mają być wycofane. Przewiduje się zostawienie tylko jednej eskadry ze względu na wybitnie wyszkolonych pilotów.
Jak z uzbrojenia odejdą Su-22, to zostaniemy pozbawieni samolotów uderzeniowych. Toczy się dyskusja, czy Su-22 zastąpić kolejnymi F-16, czy najnowocześniejszymi amerykańskimi samolotami, ale bardzo drogimi F-35. Pojawiła się koncepcja, żeby lukę po Su-22 uzupełnić uderzeniowymi dronami, czyli tymi, które mogą wystrzeliwać środki ogniowe i razić cele na ziemi. Drony te będą stacjonować w Mirosławcu.
Według pomysłu MON, część dronów ma być produkowana w Polsce, a część za granicą. Wyprodukowanie w całości zwiadowczych dronów jest jak najbardziej możliwe przez przemysł polski. Mogą to zrobić WB Electronics i Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych. Natomiast drony uderzeniowe musimy zakupić. Nasz przemysł jeszcze do nich nie dojrzał. Przed ich kupieniem musimy poważnie pomyśleć o offsecie czy polonizacji, żeby część elementów mogły robić polskie firmy, choćby te dwie wymienione plus WAT, Politechnika Warszawska i Rzeszowska.
Na drony planujemy wydać 3 miliardy złotych. Kontrakt dostanie ten kraj, który zaoferuje transfer technologii. Producenci niechętnie dzielą się technologią. Jest to dla nich najważniejsza rzecz. Dzięki najnowocześniejszym technologiom mają przewagę nad konkurencją, dlatego są to najbardziej utajnione sprawy. Najbardziej niechętnie technologią dzielą się Amerykanie. Na to musi być wydana zgoda Kongresu.
Podobnie jest z Izraelem. Gdy zakupiliśmy od nich pociski przeciwpancerne Spike i produkcję przeniesiono do Polski, połączono z tym transfer technologii, ale nie wszystkich. Najbardziej czułe elementy związane z kierowaniem rakietą są dalej objęte tajemnicą i są jedynie nam dostarczane.
Mimo tego, że dostawcy niechętnie dzielą się technologią, to zawsze trzeba o nią zabiegać i to na ile się da.
prof. Paweł Soroka