• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

PiS zdobywa Śląsk

Piątek, 3 lipca 2015 (19:35)

Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki i wicedyrektorem Instytutu Socjologii UKSW, rozmawia Rafał Stefaniuk

Dziś w Katowicach rozpoczyna się trzydniowa konwencja programowa Prawa i Sprawiedliwości i Zjednoczonej Prawicy - „Myśląc Polska”. Konwencję wyborczą da się medialnie i marketingowo sprzedać?

– Jasne. Najlepszym dowodem na to są konwencje amerykańskie. Zwróćmy uwagę na to, że nazwa konwencja programowa jest umowna. W zamierzeniu ma doprowadzić do upowszechnienia programu, ale nie oszukujmy się, często to są złożone dokumenty eksperckie. Cała konwencja staje się więc próbą skondensowanego ukazania elementów, które mają zaistnieć i funkcjonować w przestrzeni publicznej w postaci haseł. To sprawi, że dana partia będzie wyodrębniona spośród innych pod względem konkretnych rozwiązań. Dlatego przedstawiane elementy programu muszą być w kontrze do tego, co proponują inne partie właśnie po to, aby mógł zaistnieć ten trzeci filar marketingu politycznego, czyli pozycjonowanie w świadomości wyborców. Sama konwencja w istocie jest czymś bardziej strawnym niż panele eksperckie. A pod względem technicznym to jest do upowszechnienia. Jest to jednak kwestia wynajęcia odpowiednich specjalistów od PR i uaktywnienia odpowiednich kontaktów medialnych. 

PiS ma przedstawić „drużynę ekspertów”, która ma wspierać w rządzeniu ewentualny rząd Beaty Szydło. Jaki efekt chce się osiągnąć poprzez angażowanie w politykę ekspertów?

– Chodzi o to, żeby uwiarygodnić działania i rozwiązania programowe. Sama nazwa eksperci pokazuje, że są to osoby w swojej dziedzinie wybitne. Chodzi też o ukazanie zaplecza, że dysponuje się profesjonalnymi specjalistami, którzy znają rozwiązania w kwestii pewnych działań. Każda partia polityczna dąży do tego, żeby mieć takie zaplecze. Po to się korzysta z ekspertów, aby uwiarygodnić program. On musi być wzmocniony, gdyż ludzie nie ufają programom przygotowanym przez polityków. To pokazuje, że ugrupowanie nie jest tylko i wyłącznie kadrową partią polityczną, ale że za nią stoją konkretne osoby z określonymi kompetencjami.

Z kolei Paweł Kukiz twierdzi, że nie potrzebuje programu i go nie stworzy. Oportunista do końca?

– To jest to, co już się ujawnia i będzie wpływało na odbiór ruchu Kukiza. Już kiedyś mówiłem, że przed Kukizem zadanie przekształcenia ruchu obywatelskiego w partię polityczną. Bez infrastruktury wygrać się nie da bądź jest to wybitnie trudne. Skoro nie chce stworzyć programu, czyli czegoś, co go będzie odróżniało od innych partii, to musi wiedzieć, że to za mało. To pokazuje, że nie miał pomysłu na siebie. Te JOW, które stały się wyznacznikiem Pawła Kukiza, to też jest pewna idea, bardzo prosta, łatwa w sprzedaży, ale na poziomie uzasadnień już na tyle skomplikowana, że nie stanie się elementem bardziej usystematyzowanego programu czy strategii. Kukiz nie wie, co zrobić ze swoim sukcesem wyborczym. Mówi, że chce iść po zwycięstwo, a być może jego ambicje zaspokaja tylko i wyłącznie wejście do parlamentu. Na sukces wyborczy składa się dobra organizacja, profesjonalny marketing polityczny i program. Nawet jakby ten program miał być szablonowy. Ludzie chcą jakoś racjonalizować swoje przywiązanie do danego polityka albo partii. Łatwiej to robić poprzez to, że się kogoś lubi albo że się zgadza z jego programem. W przypadku Kukiza cały czas mamy do czynienia z pospolitym ruszeniem, które ma siłę tylko dlatego, że potrafi się zmobilizować. A szybka mobilizacja ma to do siebie, że równie szybko da się rozproszyć.

W tym tygodniu oczy PiS i Platformy były zwrócone na Śląsk. Skąd to zgodne zainteresowanie regionem?

- Zwróćmy uwagę na konsekwencje wyborów prezydenckich. W dotychczasowych wyborach Śląsk był silną ostoją Platformy. W wyborach prezydenckich udało się PiS-owi odbić Śląsk. Niektórzy nawet śmią twierdzić, że zwycięstwo Andrzej Dudy było konsekwencją zaanektowania części wyborców ze Śląska. Sztaby przeprowadziły segmentacje, ta pokazała grupy środowiskowo-zawodowe, do których trzeba skierować swój program. Także segmentacja geograficzna pokazała, że Śląsk jest istotny i stąd taki atak. Co jakiś czas powtarza się temat bezpieczeństwa energetycznego Polski opartego na węglu. Platforma nie dostrzegała znaczenia tego tematu. Dała więc argumenty PiS w tej materii. Argumentem stały się też wypowiedzi Elżbiety Bieńkowskiej o górnictwie. Śląsk jest teraz miękkim podbrzuszem Platformy, w który PiS może spokojnie uderzać i budować swoją przewagę. Nie powiem, że kto zdobędzie Śląsk, ten wygra wybory, ale z pewnością ten region jest strategiczny.

A jak podoba się Panu pomysł Ewy Kopacz, na kontakty z wyborcami w podróży pociągami?

– Jak słusznie zauważono, każde zwycięstwo jest bonusem. Dlatego Platforma stara się zneutralizować zwycięstwo Andrzeja Dudy. Najprościej zrobić to poprzez działania populistyczne. Platforma zawsze dbała o swój wizerunek. Jednakże błędem było uwierzenie, że ma się monopol na władzę. Wizerunek pękł, a efekt ten się nasilił po wyjeździe Donalda Tuska. To pokazuje słabość Platformy, że budowała wizerunek tylko na jednej osobie. Teraz próbuje się odbudować wizerunek i stąd te populistyczne działania. Zwróćmy uwagę na rekonstrukcję rządu. Z całym szacunkiem dla prof. Zembali, ale to są nominacje niemerytoryczne! To są osoby, które w swoich środowiskach są celebrytami. Oni mają osiągnięcia, ale inne niż administracyjne. Pytanie, czy olimpijczyk i wybitny lekarz potrafią zarządzać resortami? Podobnie jest z otwartymi bramkami na autostradzie. Oczywiście, że Polacy będą z tego zadowoleni i w wakacje jest to fenomenalne działanie o charakterze marketingowym. Ale nie łudźmy się, że jest to faktyczne działanie, aby nasze wyjazdy były milsze. Ostatnie działania nie wynikają z empatii premier do obywateli. Jest to racjonalne, ale populistyczne działanie o charakterze marketingowym. 

Dziękuję za rozmowę. 

Rafał Stefaniuk