Nic nie trwa wiecznie, prezydentura też!
Czwartek, 2 lipca 2015 (09:30)Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak odbiera Pan informację, że prezydent Komorowski na odchodne zamianuje jeszcze nowych generałów?
– Jedno jest pewne, że to fatalna decyzja i zła informacja płynąca z obozu władzy. Mianowani dzisiaj generałowie będą zajmowali określone urzędy, gdzie obowiązuje kadencyjność. W związku z tym takie nominacje powinny być uzgadniane z nowym prezydentem, z którym ci generałowie będą współpracować. Dlatego powinny to być decyzje nowego prezydenta Andrzeja Dudy. M.in. o to chodziło prezydentowi elektowi, kiedy miesiąc wcześniej apelował do obecnego obozu władzy o niepodejmowanie decyzji, które wpływałyby na proces polityczny w najbliższych latach. Jest to tym bardziej zasadne, gdy chodzi o kwestie polskiej obronności, zwłaszcza w sytuacji konfliktu, jaki rozgrywa się za naszą wschodnią granicą.
Bronisław Komorowski mówił dziś, że przedstawił w tej sprawie propozycję prezydentowi elektowi Andrzejowi Dudzie, że on powoła nowych generałów, natomiast już nowy prezydent wręczy im nominacje. Andrzej Duda odmówił…
– Prezydent elekt Andrzej Duda słusznie wyszedł z założenia, że ten, kto mianuje, powinien wręczyć nominacje, a tym samym wziąć na siebie odpowiedzialność za takie decyzje. To bardzo racjonalne podejście. Po przegranej w wyborach – i to w obu turach – ustępujący prezydent powinien uświadomić sobie, że nie ma prerogatyw, nie ma legitymacji do mianowania osób na tak odpowiedzialne stanowiska. Takie decyzje i te nominacje powinny być podejmowane przez nowe kierownictwo polityczne państwa.
Mamy do czynienia z pozostawianiem nowej ekipie niejako w spadku swoich ludzi?
– W uproszczeniu tak to wygląda. Mamy do czynienia z sytuacją, która wygląda na próbę rewanżu, nawet wręcz zemsty czy obrażania się na rzeczywistość przez człowieka, który doznał porażki, któremu naród powiedział NIE! Stąd widzimy próby ustawiania na stanowiskach politycznych, stanowiskach, które decydują o bezpieczeństwie państwa. Bez wątpienia takie decyzje powinny być podejmowane w uzgodnieniu z nowym prezydentem. Szkoda, że Bronisław Komorowski tego nie rozumie, ale to już jego problem.
W przyszłym roku w lipcu odbędzie się szczyt NATO w Warszawie. Prezydent Komorowski z właściwą sobie „skromnością” zaznaczył dziś, że to jego zasługa. Przypisał sobie również udział w tym, że liczące się państwa zmierzają – wzorem Polski – w kierunku zwiększenia wydatków na obronność. Podziela Pan entuzjazm prezydenta?
– Czy szczyt NATO w Warszawie to sukces Komorowskiego…? Nie mam najmniejszych wątpliwości, że absolutnie nie. Szczyty NATO odbywają się cyklicznie w poszczególnych państwach członkowskich. Wystarczy wspomnieć tylko Pragę czy Bukareszt. Było zatem wiadomo, że przyjdzie czas także na Warszawę. Oto trzeba oczywiście zabiegać, zgłaszać, ale obowiązuje tu kolejność, pewna rotacyjność. Dlatego nie można tu mówić o sukcesie, tym bardziej jednej osoby. Natomiast, gdy chodzi o kwestie wydatków na obronność, to zasługą Bronisława Komorowskiego byłoby, gdyby ten budżet wprowadził dużo wcześniej. Przecież już od 2012 r. zapowiadał, że Polska powinna wydawać więcej na zbrojenia, i wtedy już miał możliwość inicjowania podniesienia budżetu na obronność. Tymczasem budżet ten zostanie wprowadzony w życie dopiero w 2016 r. Ponadto nie jest zasługą prezydenta Komorowskiego to, że niektóre państwa w Europie podnoszą wydatki na zbrojenia. To jest wymóg, zalecenie, dyrektywa Sojuszu Północnoatlantyckiego podjęta już podczas poprzednich szczytów. To jest również efekt zabiegów poprzedniego sekretarza generalnego NATO Andersa Fogh Rasmussena i obecnego Jensa Stoltenberga, którzy wpływali, aby państwa – członkowie NATO utrzymały albo nawet zwiększyły wydatki na obronność. Czy w tej dziedzinie w ogóle osiągnięto sukces? – mam wątpliwości, dlatego że wiele państw nie chce podnieść wydatków, a nawet je zmniejsza, czego przykładem są Niemcy. Kilka miesięcy temu wielu polityków tego kraju, w tym również minister obrony, mówiło, że szereg elementów armii niemieckiej jest wręcz w opłakanym stanie. Mowa była m.in. o lotnictwie, wyposażeniu wojsk pancernych.
Czym zapisał się prezydent Komorowski, gdy chodzi o sprawy bezpieczeństwa Polski?
– Wydaje mi się, że nie zapisał się niczym, a przynajmniej niczym dobrym. Po za tym, że w 2012 r. zaczął inicjować dyskusję o zwiększeniu wydatków na zbrojenia, to popełnił wiele błędów. Fatalnym błędem było doprowadzenie do reformy systemu dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi w Polsce. Zamiast uporządkowania spowodowało galimatias, chociażby w kwestii powołania dowódców na czas wojny. W międzyczasie mamy jeszcze niedookreśloną rolę Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i szefa tegoż sztabu. To pokazuje, że Bronisław Komorowski jako prezydent i zwierzchnik Sił Zbrojnych zasłużył się negatywnie. Wspomniany problem kompetencyjny powinien być jak najszybciej naprawiony poprzez błyskawiczną reformę systemu dowodzenia. Mam na myśli konieczność przywrócenia jednoosobowego dowództwa, tak jak to jest na całym świecie. Ustępujący prezydent zasłynął negatywnie również złą oceną sytuacji międzynarodowej. Przypomnę, że kiedy w 2010 r. Bronisław Komorowski obejmował urząd prezydenta, to hołdował koncepcji, że nic i nikt na nas nie czyha. Wypowiadał takie opinie, mimo iż dwa lata wcześniej zakończyła się wojna rosyjsko-gruzińska. Zresztą do końca kadencji utrzymywał, że nic nam nie grozi, że nikt na nas nie czyha. Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej sporządzona w 2013 r. w dalszym ciągu nie przewidywała żadnego wzrostu agresji rosyjskiej, mówiono jedynie, że tym, co nam może zagrażać, to cybernetyczne ataki czy ataki dronów itp. Gdyby nie imperializm rosyjski, który uwydatnił się w ataku przeciwko Ukrainie w 2014 r., to ośrodek prezydencki nadal nie dostrzegałby zagrożenia ze strony Rosji. Myślę, że prezydentura Bronisława Komorowskiego zostanie odnotowana w encyklopediach wąskim hasłem: Bronisław Komorowski – był prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2010-2015 i kropka.