Partia ponad tradycją
Czwartek, 2 lipca 2015 (04:18)Z gen. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM i byłym zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Rafał Stefaniuk
Dziś odbyło się ostatnie planowane posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego za kadencji Bronisława Komorowskiego. Jaką rolę odgrywało to ciało podczas kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego?
– Dobrym posunięciem było zaproszenie do wejścia w skład Rady osób z opozycji. To z pewnością pomagało w wyrażaniu poglądów i wymianie myśli. Główny zarzut, który można postawić tej instytucji, to to, że opinie tam wyrażane nie były brane pod uwagę. To z pewnością musiało budzić frustrację członków Rady. Jednak warto by było, aby to ciało składało się z ludzi różnych opcji i tych którzy mają coś do powiedzenia w kwestii bezpieczeństwa państwa. Takie forum jest potrzebne.
A jakim zwierzchnikiem Sił Zbrojnych był Bronisław Komorowski?
– Chcę zwrócić uwagę na trzy błędy, które popełniono podczas prezydentury Bronisława Komorowskiego przy współodpowiedzialności z ministrem obrony narodowej. Pierwszy błąd to rozbicie systemu dowodzenia. Wprowadzono system trzech pierwszych żołnierzy – szef sztabu generalnego, który co prawda posiada cztery gwiazdki, ale nie ma na nic wpływu. Drugim pierwszym żołnierzem jest Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych w czasie wojny. Jest nim Dowódca Operacyjny, który aktualnie nie prowadzi żadnych operacji, czyli też mu nic nie podlega, chociaż tytuł ma piękny! No i trzeci pierwszy żołnierz, wyznaczony dzisiaj dowódca generalny gen. Mirosław Różański, ma ludzi i pieniądze. Wychodzi na to, że on ma najlepiej. Nie tak to powinno wyglądać. Paradoksalnie najlepszy system był w okresie PRL. Wtedy mieliśmy pierwszego żołnierza w postaci szefa sztabu generalnego, podlegały mu okręgi i inspektorat szkolenia. Było wtedy mniej biurokracji, dużo więcej żołnierzy i funkcjonowało to lepiej. Teraz system dowodzenia jest nieprzejrzysty. Drugi błąd to to, że nie wiadomo, dlaczego prezydent ogłaszał wyniki przetargu na śmigłowiec. Bezprecedensowa rzecz. To nie leży w kompetencjach prezydenta. Kto inny powinien się tym zajmować. Ale chciano wspomóc prezydenta w kampanii wyborczej. Trzeci błąd, bardzo populistyczny, to podniesienie wskaźników uposażenia. Robi się to rzutem na taśmę w związku z kampanią i według reguł PR. Wojsko nie służy do PR i partyjnej propagandy. Te działania powinny być systemowe. Nie powinno się działać tak, że na koniec kadencji dajemy podwyżki, tylko powinno się zadbać o szeregowych żołnierzy, ktrórzy odbyli misję w Iraku czy Afganistanie, a wojsko się tak lekko ich pozbyło, wysyłając do cywila.
Według zapowiedzi prezydenta uroczystość wręczenia awansów generalskich odbędzie się 1 sierpnia, a nie jak dotychczas 15 sierpnia. Jak wiadomo, 6 sierpnia ma się odbyć zaprzysiężenie Andrzeja Dudy na urząd głowy państwa. Zmiana niewielka, ale bardzo wymowna…
– Myślę, że w tej kwestii niebyłoby trudno o porozumienie z prezydentem elektem. Można się było normalnie dogadać i uroczystość zrobić tradycyjnie 15 sierpnia. Chcąc nie chcąc doszło do upolitycznienia wojska. Żołnierze mają wiedzieć, że te awanse dostali od Platformy, a nie od nowego prezydenta, który jest kojarzony z inną opcją polityczną. Upartyjnianie wojska jest bez sensu. Wiem, że system dowodzenia jest rozbity, ale nominacje na Naczelnego Dowódcę porządnego człowieka gen. Marka Tomaszyckiego czy na dowódcę generalnego gen. Mirosława Różańskiego pokazują, że polityka kadrowa nie jest zła. Wybiera się inteligentnych i kompetentnych ludzi, dla lepszego samopoczucia nominowanych można było trochę odczekać. Można to było zrobić zgodnie z tradycją.
Jednym z tematów posiedzenia RBN był ubiegłotygodniowy szczyt UE, gdzie m.in. omawiano Wspólną Politykę Bezpieczeństwa i Obrony. UE ma pomysł na wspólną obronę?
– Unia nie znalazła jeszcze rozwiązania w kwestii, jak zadbać o narodowe polityki obronne, a co dopiero mówić o wspólnej polityce. Ważne jest to, że się o tym dyskutuje, że organizuje się spotkania, natomiast dobrze by było, gdyby na bazie rozmów, także w RBN, powstawały konkretne strategie. O ile diagnozowanie idzie całkiem dobrze, o tyle szukanie recept i sposobów, żeby polski głos się przebił w strukturach UE i NATO, no to z tym już tak dobrze nie było. Kluczem jest to, żeby zadbać o własny budżet. Większość krajów UE, w sytuacji kiedy Rosja zwiększa wydatki na obronność, nie powiększa swoich. Wręcz zwijały swoje armie. Nie widzę także, aby przyszłość miała przynieść radykalne zmiany. Ważne by było, aby Europa w końcu zaczęła dysponować zdolnościami takimi, które pozwalają jej rozwiązywać problemy, które występują na jej terenie. Okazuje się, że dajemy radę tylko wtedy, kiedy pomagają nam Amerykanie.