• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Nie ma czego kontynuować

Czwartek, 2 lipca 2015 (03:24)

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy na koniec swojej prezydentury Bronisław Komorowski nie powinien sobie darować awansów i kwestie mianowania nowych generałów pozostawić swojemu następcy?

– Od strony formalnej wszystko jest w porządku. Na razie Bronisław Komorowski do 6 sierpnia jest prezydentem i korzysta z przysługującego mu prawa. Natomiast inną kwestią jest dobry obyczaj, którego zasady w tym wypadku zostały naruszone. Zaskakujące jest też niezwykłe przyspieszenie, którego w ciągu pięciu lat jakoś nie widzieliśmy. Bronisław Komorowski mianował bowiem generałów, których zwierzchnikiem za nieco ponad miesiąc już nie będzie. Jest to zatem co najmniej nieeleganckie wobec prezydenta elekta Andrzeja Dudy. Prezydent Komorowski, niejako rzutem na taśmę zapowiadając powołanie i wręczenie awansów na stopnie generalskie, nie jak to było do dzisiaj dobrą tradycją w Święto Wojska Polskiego 15 sierpnia, kiedy już prezydentem nie będzie, a 1 sierpnia tworzy niepotrzebnie precedens. Jest to decyzja i zachowanie naganne pod każdym względem, tym bardziej że Bronisław Komorowski nie ma już mandatu społecznego do podejmowania tak ważnych personalnych decyzji. Nie jest to jednak pierwszy przypadek, kiedy Bronisław Komorowski zachowuje się nieelegancko. Wystarczy tylko przypomnieć niedawne mianowanie dowódców generalnego i operacyjnego. Ta dzisiejsza decyzja wpisuje się zatem w łańcuch nieprzyzwoitych zachowań, do których ustępujący prezydent zdołał nas już przyzwyczaić.

Na ile te nominacje wiążą ręce nowemu prezydentowi?

– Każdy zwierzchnik Sił Zbrojnych, a takim jest prezydent RP, powinien mieć dowódców, których zna i którym ufa. Dlatego Bronisław Komorowski, ustępując z urzędu, nie powinien wyznaczać swojemu następcy dowódców według swojego mniemania. Gdy chodzi o nominacje generalskie, to owszem jest to wiążące, przecież nikt nikomu nie będzie odbierał stopni. Czym innym natomiast jest wyznaczanie na stanowiska służbowe. Np. przepis dotyczący wyznaczenia nowego najwyższego dowódcy na czas wojny mówi, że prezydent może wyznaczyć innego. Nie jest zatem nigdzie powiedziane, że prezydent Duda musi przestrzegać wyboru, jakiego dokonał jego poprzednik. Gdy chodzi o stanowiska służbowe, prezydent zawsze ma swobodę i może dokonywać zmian. Jakkolwiek gdy chodzi o najwyższe stanowiska dowódcze, obowiązuje trzyletnia kadencja i raczej wątpliwe, aby prezydent Duda chciał burzyć te reguły.

Czy podczas sprawowania funkcji wiceministra obrony narodowej zetknął się Pan z podobną sytuacją?

– Nie, nie zetknąłem się.   

O czym to świadczy?

– To tylko pokazuje, że prezydent Komorowski z bólem rozstaje się z urzędem i z trudem przyjmuje do wiadomości fakt, że zgodnie z wolą Polaków przestaje być prezydentem i zwierzchnikiem Sił Zbrojnych.

Z dzisiejszej wypowiedzi Bronisława Komorowskiego można było wywnioskować, że nowy prezydent powinien kontynuować doświadczenia swojego poprzednika…

– Niech nas ręka Boska broni! Tu nie ma czego kontynuować. Prezydent Komorowski pozostawia po sobie bardzo wiele złych rzeczy, jak chociażby system dowodzenia, który nie jest dostosowany do Polskich Sił Zbrojnych. Również ogłaszana z wielkim szumem przez prezydenta Komorowskiego budowa tarczy antyrakietowej jest przedsięwzięciem po pierwsze spóźnionym o wiele lat, bo pozyskiwanie systemów rakietowych trzeba było przedsięwziąć już przynajmniej w 2004 r. Tego jednak nie zrobiono, ponadto nie mamy jeszcze wybranych rakiet i jest to, obiektywnie rzecz biorąc, spadek po zwierzchniku Sił Zbrojnych prezydencie Komorowskim. Takich rzeczy jest więcej, chociażby w kwestii dowodzenia wojskami specjalnymi czy Marynarką Wojenną, której dowództwo przeniesiono do Warszawy. Kontynuować zatem specjalnie nie ma co, natomiast naprawiać trzeba będzie bardzo dużo.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki