• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Ofiary politycznej poprawności

Wtorek, 30 czerwca 2015 (03:27)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk.

W ostatnim tygodniu doszło do trzech zamachów terrorystycznych: we Francji, Tunezji i Kuwejcie. Można było tego uniknąć?

– Wydaje mi się, że nie da się temu zapobiec. Błąd tkwi po stronie państw muzułmańskich. One nie prowadzą polityki potępienia tych skrajnych ruchów. Nie słyszałem żadnego imama czy mułły, którzy by potępili tego typu działania. Kiedy tylko pojawia się jakakolwiek nieprzychylna islamowi opinia w Europie, to ona natychmiast budzi wściekłość muzułmańskich duchownych. Okazuje się, że życie ofiar zamachów nie zasługuje na to, aby mogli się wypowiedzieć, potępić zamachowców.       

Piątkowe zamachy są początkiem nowej odsłony w walce z terroryzmem?

– Ta wojna trwa od lat i przybiera na sile. Od dwóch lat mamy wojnę z nową odsłoną terroryzmu w postaci Państwa Islamskiego i ona teraz jest kontynuowana. Brak zdecydowanej reakcji świata na istnienie tego państwa sprawia, że radykałów przybywa. Niepokojące jest to, że swoich sympatyków znajduje także w świecie zachodnim zarówno wśród muzułmanów, jak i niemuzułmanów. Jak wynika z badań, często przyłączają się do dżihadystów dla zabawy i chęci przeżycia przygody.   

Ostatni zamach to dostateczny powód, aby wejść w otwartą wojnę z Państwem Islamskim?

– Ta reakcja powinna nastąpić dużo wcześniej. Stawiam jednak pytanie: Czy tę wojnę powinien prowadzić Zachód? IS zagraża w pierwszej kolejności samym muzułmanom. Oni prowadzą wojnę z Syrią i Irakiem. Ich oddziały przerzucane są do Afryki Północnej. Są także w Mali czy Nigerii. Tak więc - jak stwierdziłem wcześniej - oczekiwałbym w pierwszej kolejności stanowczej reakcji krajów muzułmańskich. Europa, gdy będzie atakowana, powinna tę wojnę podjąć. Ale główny ciężar prowadzenia wojny spoczywa na muzułmanach.

Raczej pewne jest to, że gdy tylko IS upora się z Syrią i Irakiem, to jego następnym celem będzie Europa.

– Dlatego powinniśmy się zastanowić, jak mamy zareagować. Czy powinniśmy zamknąć Europę jak fortecę i nie wpuszczać muzułmanów, czy podjąć działania wojskowe na terenie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Nie widzę w tej chwili odpowiedzi na to pytanie. Europejscy politycy są bardziej zajęci ratowaniem Grecji i utopijnej waluty euro. Gdy większą uwagę poświęcimy utopii, a nie realnym zagrożeniom z Południa czy ze Wschodu, to w dalszym ciągu będziemy narażeni na ataki.

Więc naloty i szkolenie Irakijczyków to za mało?

– To stanowczo za mało. Konieczne jest przeprowadzenie zorganizowanej akcji państw regionu. Być może powinno się rozpocząć rozmowy z Baszarem al-Asadem, bo - jak widać - jego reżim nie upadnie, a niewykluczone, że mógłby być pomocny. Należałoby podjąć poważne rozmowy z Iranem. A w pierwszej kolejności z Arabią Saudyjską, Kuwejtem i ZEA, bo wydaje się, że stamtąd płyną pieniądze dla IS. Elementem tej rozgrywki są animozje między sunnitami a szyitami. Wydaje się, że jeżeli ten konflikt nie zostanie rozwiązany na bazie perswazji tym krajom, to i my nie damy rady.

Piątkowe zamachy doprowadziły do zwiększenia aktywności służb specjalnych krajów UE. W Pana ocenie Europa jest bezpieczna?

– Nie. W Europie są duże skupiska muzułmanów, którzy są podatni na tę ideologię płynącą z IS. Są także niezadowoleni ze swojej pozycji życiowej. Niestety, Europa będzie podatna na zamachy, jeżeli nie podejmie odpowiedniej akcji propagandowej i nie będzie eliminowała samozwańczych imamów, którzy nawołują do walki z cywilizacją zachodnią. Europa musi odejść od politycznej poprawności, która wmawia ludziom, że tu nie ma konfliktu cywilizacji, że wszystkie religie są równe. Jeżeli od tej poprawności politycznej nie odejdziemy, to będziemy świadkami zamachów w Europie.

A jak jest z Polską? Możemy czuć się bezpiecznie?

– Myślę, że jesteśmy narażeni na terroryzm na takim samym poziomie jak każdy kraj europejski. Może nawet bardziej, bo nie mamy doświadczenia w walce z terrorystami. Nasze służby nie znają działalności terrorystycznych ruchów islamskich na takim poziomie jak kraje Europy Zachodniej. Zauważmy, że do dzisiaj nie jest wyjaśnione, kto i dlaczego podpalił most Łazienkowski w Warszawie. Nasza nadzieja tkwi w tym, że Polska jest krajem, który się nie liczy w Europie. Nie jest krajem zainteresowania światowych mediów. Dlatego też, gdy zamachowcy planują uderzenie na Europę, są zainteresowani krajami bardziej liczącymi się. Dokonanie zamachu tam bardziej ich rozsławi niż analogiczny czyn przeprowadzony w Polsce. W tym żywię nadzieję, że nie będziemy na celowniku terrorystów. Gdyby moja nadzieja zawiodła, to boję się, że nie jesteśmy w stanie się obronić przed zamachami.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk