Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Szachy jak życie
Sobota, 27 czerwca 2015 (18:47)Z ks. Krzysztofem Domaraczeńko, organizatorem XIV Międzynarodowych Mistrzostw Polski Duchowieństwa w szachach klasycznych, rozmawia Piotr Skrobisz
Szachowe mistrzostwa Polski duchowieństwa mają całkiem bogatą tradycję.
– Zgadza się, tegoroczne będą już czternaste. Wszystko zaczęło się dość przypadkowo, albo jak kto woli z potrzeby chwili. W 2002 roku do zakopiańskiej „Księżówki” przyjechało na wakacje wielu kapłanów, wśród których znalazło się kilku miłośników szachów. Jeden z nich, ks. Stanisław Dębowski, wyszedł z pomysłem, żeby zorganizować oficjalne mistrzostwa duchowieństwa w tej dyscyplinie sportu. Pomysł spotkał się z życzliwym odzewem, turniej się odbył i od tego czasu odbywa rokrocznie, za każdym razem w innym seminarium duchownym. Przyświeca nam takie założenie, abyśmy odwiedzili wszystkie.
Na początku w zawodach wystąpiło kilku księży. Domyślam się, że z biegiem czasu zainteresowanie rosło?
– Oczywiście. Z każdym rokiem startuje coraz więcej uczestników, w ubiegłym roku było ich 23, dzięki czemu został pobity swoisty rekord. O tym, jak ważne są to dla wielu z nas zawody, świadczy choćby fakt, że specjalnie na nie przyjeżdżają polscy księża z Ukrainy, Anglii, a nawet Brazylii.
Dodam od razu, że szachowe turnieje księży odbywają się również w kilku innych krajach świata, a szczególną popularnością cieszą się we Włoszech. Tam jednak, pewnie z racji temperamentów, trwają jeden, góra dwa dni. My rywalizujemy przez tydzień.
Dlaczego szachy? Co pięknego jest w tej grze?
– Przy szachownicy wszyscy jesteśmy równi, niezależnie od społecznego statusu, zajmowanego stanowiska czy wieku – i wszystko się przy niej może zdarzyć. Nie są rzadkością przypadki, gdy w pojedynku wnuczka z dziadkiem lepszy okaże się wnuczek. Dzieci, które zagłębiają się w szachowe tajniki, bardzo szybko je łapią i się w nich doskonalą. Fenomen szachów widoczny jest choćby w tym, że zawodnicy przyjeżdżają kilkaset, a nawet kilka tysięcy kilometrów tylko po to, by rozegrać kilka partii. Oczywiście można uczynić to korespondencyjnie, przez internet, ale jednak to nie to samo, co mecz z rywalem, którego widzi się naprzeciwko siebie.
Szachiści często porównują tę grę do życia, doszukując się wielu analogii. Choćby w tym, że w nich, tak jak w życiu, wyznacza się jakiś cel i dobierając odpowiednie środki, do niego konsekwentnie zmierza.
– Mam kilkoro uczniów, czy to w szkole podstawowej, czy gimnazjum, którzy grywają w szachy i to znajduje odzwierciedlenie w ich szkolnych ocenach. Regularnie otrzymują szóstki, na egzaminach mają po sto procent punktów.
Ja często porównuję szachy do życia. Rozkładamy je na szachownicy, rozgrywany partię, potem składamy do drewnianej skrzyneczki. Coś się zaczyna, coś się kończy, życie, śmierć. W szachach spotykamy gambity, czyli ruch, w którym poświęcamy jedną figurę dla większej korzyści. Tak jak w życiu, gdy matka poświęca siebie, by urodzić dziecko, jak rodzice, gdy coś oddają, by to dziecko wychować.
W życiu Księdza są od dawna?
– Tak. Podstaw nauczył mnie dziadek, potem miałem długą przerwę, ale na swojej drugiej parafii spotkałem zawodników przygotowujących się do zawodów powiatowych. Zaczęliśmy grywać, na nowo się wciągnąłem. Teraz staram się spełniać swe szachowe marzenia, przyciągając do nich dzieci i młodzież.
Słyszałem, że wśród księży nie brakuje naprawdę zdolnych szachistów?
– To prawda. Do tej pory przez mistrzostwa przewinęło się około pięćdziesięciu, kilku ma już pierwszą kategorię szachową, kilku grywa na zagranicznych turniejach. Co roku staramy się, aby nasze mistrzostwa zaszczycił swą obecnością jakiś szachowy arcymistrz. Tak też się dzieje i wykorzystujemy to do zorganizowania symultany, czyli równoczesnego jego meczu z wieloma przeciwnikami, z których każdy gra na własnej szachownicy. I nie były wcale rzadkością przypadki, gdy księża takie mecze remisowali, a nawet wygrywali. Po wszystkim arcymistrzowie przyznawali, że nie spodziewali się z ich strony tak wysokiego poziomu.
Ilu chętnych pojawi się na najbliższych mistrzostwach?
– Zapisało się 23 zawodników, czyli wielu. Zrobimy wszystko, by ten czas był czasem jedności, spotkania z drugim człowiekiem i wymiany doświadczeń. Najważniejsze będzie to, że ze sobą poprzebywamy, ale przy okazji myślę, że każdy postara się o jak najlepszy wynik. Szachy budzą emocje, a dążenie w nich do zwycięstwa jest piękne.
Muszę też przyznać, że mistrzostwa cieszą się sporym zainteresowaniem. Patronat nad nimi objęły m.in. Polski Związek Szachowy, Polski Komitet Olimpijski, kilku arcymistrzów oraz „Nasz Dziennik”. Zawody rozegrane zostaną w dniach 6-11 lipca w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku, serdecznie na nie zapraszam.