Furtka dla korporacji transnarodowych
Piątek, 26 czerwca 2015 (10:37)TTIP, czyli Transatlantyckie Partnerstwo Handlowo-Inwestycyjne ma przynieść Europie zyski na poziomie prawie 120 miliardów euro rocznie. Mimo tego na starym kontynencie trwają protesty przeciwko tej umowie.
W wolnym handlu co do zasady widzę więcej szans. Również w wolnym handlu na poziomie międzynarodowym. Jednak trzeba sobie zadać zasadnicze pytanie, jeżeli TTIP, czyli protokół mówiący o inwestycjach i handlu przez północny Atlantyk, a więc pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, odnosi się do wolnego handlu, to dlaczego liczy kilkaset stron? Przecież ma handel uwalniać, a nie regulować!
Wygląda na to, że ta umowa tak naprawdę jest uchyleniem furtki dla korporacji transnarodowych, których większość ma swoje siedziby właśnie po obu stronach północnej części Atlantyku, ale jest ruchem w kierunku zmonopolizowania rynku. W ten sposób nie dopuści się do udziału w nim mniejszych podmiotów.
Polska powinna na to zwrócić szczególną uwagę, ponieważ my własnych międzynarodowych korporacji nie mamy. Nie mamy nawet istotnych firm dla handlu na świecie, czy nawet w regionie. My musimy je dopiero wypracować. Dlatego zamykanie furtek dla małych i otwieranie ich dla wielkich, jeśli chodzi o możliwości działania, jest dla nas szczególnie niebezpieczne.
Kolejną sprawą jest mnożenie przez ten protokół, rzekomo uwalniający handel pomiędzy Ameryką a Europą, dodatkowych instytucji międzynarodowych, a w zasadzie ponadnarodowych w rodzaju trybunałów, które miałyby rozstrzygać spory pomiędzy biznesem pochodzącym z grona państw uczestników całego projektu. Od wyroków takich instytucji nie byłoby odwołań. One to funkcjonowałyby poza kontrolą państw narodowych.
Wszystko to razem wzięte prowadzi do wniosku, że ten protokół jest pełen zapisów, wydawałoby się drobnych, lecz bardzo istotnych dla naszego bezpieczeństwa handlowego, dla możliwości rozwoju przez polskich przedsiębiorców. Więc warto się tej umowie przyjrzeć bliżej, a nie tylko polegać na haśle, że prowadzi ona do większej swobody działalności handlowej i inwestycyjnej. Tak być nie musi. Nazwa nie wystarczy do tego, żeby protokół nazwać wolnościowym.
Dr Marian Szołucha