Podsumowano akcję ratowniczą w kopalni „Wujek”
Czwartek, 25 czerwca 2015 (14:39)W kopalni „Wujek” w Rudzie Śląskiej została dziś podsumowana akcja ratownicza ogłoszona po wstrząsie w kopalni, w wyniku którego zginęło dwóch górników. – Była to najdłuższa i najtrudniejsza akcja w historii polskiego górnictwa – podkreślano. Jej koszt oszacowano na 21 mln zł. Łącznie było w nią zaangażowanych ponad tysiąc osób, w tym 742 ratowników.
Zygmunt Łukaszczyk, prezes KHW, złożył kondolencje rodzinom ofiar.
– Po 67 dniach oficjalnie zakończyliśmy najdłużej trwającą akcję ratowniczą w polskim górnictwie. Z taką akcją, o tym charakterze, o tym wymiarze, będącą skutkiem najsilniejszego wstrząsu od ponad 30 lat w tym rejonie, mieliśmy do czynienia po raz pierwszy. Była dotkliwa w skutkach – przede wszystkim zginęli ludzie, są straty techniczne dla kopalni i „Ruchu Śląsk” – powiedział podczas konferencji prasowej w Rudzie Śląskiej.
Jak powiedział nam Piotr Obłój, ratownik górniczy, akcja była prowadzona w bardzo trudnych i często zagrażających życiu ludzi warunkach. – Najtrudniejszy był jednak ten moment, gdy doszliśmy do poszukiwanych i musieliśmy ich zostawić. Wiedzieliśmy, że tą drogą, którą tam doszliśmy, nie da się wytransportować na powierzchnię ich ciał – wyznał i dodał, że właściwie do końca ratownicy mieli nadzieję, że odnajdą żywych mężczyzn. – Niestety, nie udało się – powiedział ze smutkiem ratownik.
Dwaj górnicy, 36- i 44-letni, byli poszukiwani od 18 kwietnia, gdy w tzw. Ruchu Śląsk – części kopalni „Wujek”, znajdującej się w Rudzie Śląskiej – doszło do silnego wstrząsu na głębokości ok. 1050 m. Z zagrożonego rejonu wycofano pracowników; dwóch przebywających w zagrożonym rejonie nie zgłosiło się.
Ciała obu mężczyzn ratownicy odnaleźli 15 czerwca, wydobyli je na powierzchnię 22 czerwca. Dotarli do nich specjalnie wydrążonym w tym celu chodnikiem ratowniczym, w ramach akcji wydrążono też otwór z powierzchni w miejsce, gdzie spodziewano się znaleźć poszukiwanych.
Dziś już wiadomo, że górnicy przeżyli wstrząs i pokonali później kilkaset metrów, próbując się wydostać. Natrafili jednak na obwał. Przyczynę ich śmierci wskażą szczegółowe wyniki sekcji zwłok, wstępne nie dały jednoznacznej odpowiedzi. Górnicy przypuszczają, że zabiła ich atmosfera niezdatna do oddychania.
– Skrzyżowanie, gdzie byli, stało, ale dalej w żadną stronę nie dało się przejść. Znaleźli się w pułapce. Przeszli kilkaset metrów, pewnie resztkami sił. Potem pojawił się metan, który wypiera tlen, tak się to skończyło. Niekoniecznie musieli się męczyć, pewnie sobie zasnęli – relacjonował Mirosław Czerwiński, jeden z ratowników uczestniczących w akcji.
Prezes KWH, wyjaśniając, co stało się pod ziemią, powiedział: – Na skutek ruchów tektonicznych doszło do eksplozji. Porównam to do siły wybuchu 1 tony trotylu – mówił Zygmunt Łukaszczyk.
Małgorzata Pabis, Ruda Śląska