Strachy na Lachy Putina
Wtorek, 23 czerwca 2015 (09:08)Unia Europejska przedłuża sankcje gospodarcze wobec Rosji za jej zaangażowanie w konflikt na wschodzie Ukrainy. Mimo wszystko wydaje się, że sankcje są skuteczną bronią przeciwko Rosji. Oczywiste jest, że chcielibyśmy, żeby przynosiły szybsze rezultaty. Dobrym zjawiskiem jest to, że nasi partnerzy z Europy zaczęli wreszcie poważnie traktować to, co dzieje się z udziałem Rosji. Widzą, że to już nie są żarty i że jest to zjawisko, które zagraża systemowi bezpieczeństwa, nie tylko w Europie, ale i na świecie.
Partnerzy europejscy stwierdzili, że trzeba patrzeć na sankcje z pewnej perspektywy i stawiać sobie pytanie, co dalej? Trzeba opracować jasną strategię, która odpowie, które sankcje stosować i w jakim momencie. Prym w tym wiodą Stany Zjednoczone, które z wiadomych względów decydują o doborze sankcji.
Z kolei Rosjanie zapowiedzieli sankcje represyjne. Twierdzą, że ich gospodarka i ich przedsiębiorcy świetnie dadzą sobie radę. Zapowiadają znalezienie nowych rynków zbytu oraz nowych partnerów. Czas pokaże, ile w tym prawdy.
Równolegle do polityki sankcji trwa prężenie muskułów przez Rosję. Putin nie rezygnuje z szumnych zapowiedzi zwiększenia potencjału militarnego swojego kraju. Bez wątpienia jest to powrót do retoryki zimnej wojny. Wygląda na to, że w Moskwie kalendarz zatrzymał się na latach pięćdziesiątych XX wieku.
Można wywnioskować, że Putin patrzy na ten problem z perspektywy „strachy na Lachy”. Wydaje mu się, że pomacha szabelką, Zachód się przestraszy, a sprawy się same rozwiążą. Jednak tak nie jest.
Retoryka ta jest typowa dla współczesnej Rosji, która w żaden sposób nie wkomponowuje się w cywilizację europejską. Obecna władza jest kontynuatorką władzy oprawców, którzy zniewolili własny naród. Pomimo zmiany nazwy ze Związku Sowieckiego na Federację Rosyjską pewne mechanizmy funkcjonują tam po staremu.
Piotr Pyzik