• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Klucz do sukcesu PiS

Poniedziałek, 22 czerwca 2015 (14:15)

Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera jest popularna w społeczeństwie Beata Szydło. Wcześniej zdecydowano się postawić na energicznego Andrzeja Dudę. PiS zaczął dostrzegać siłę marketingu politycznego?

– Kwestia ta została dostrzeżona przez polskie partie już kilka lat temu. Z tym że różnie to bywało. Polskie partie już się nauczyły, że bez tego narzędzia nie da się wypromować żadnego kandydata. Powiem więcej: bez marketingu w polityce nie da się istnieć.

Jednak PiS wyprzedza swoich rywali o kilka długości. Także Jarosław Kaczyński przyznał, że przy wyborze kandydatury Andrzeja Dudy na urząd prezydenta wpływ miały badania socjologiczne.

– Tak. Ale jak pamiętamy, osiem lat temu to Platforma wypadała lepiej. Teraz widzimy, że PiS postanowiło wykorzystać naukę do wyłaniania nowych twarzy. W ten sposób znalazło klucz do sukcesu.

Co się stało, że Platforma, która uchodziła kiedyś za partię PR, nie jest w stanie z tego narzędzia korzystać?

– O tym przesądziła zmiana lidera. Przez wiele lat Donald Tusk powycinał swoich konkurentów w partii. Teraz z racji sprawowanej funkcji w Brukseli nie jest w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Pojawiły się także poważne problemy związane z latami rządów Platformy. Bez wyraźnej siły lidera nie da się o wszystko zadbać.

Może Ewa Kopacz przekłada wiarę w ludzi ponad badania socjologiczne? W końcu istnieje wokół niej nieformalna, ale wpływowa grupa „psiapsiółek”.

– Nieformalne grupy zawsze się tworzą. W przypadku osób, które od wielu lat są w polityce – a Ewa Kopacz jest od wielu lat w polityce – zawsze wytworzy się wokół nich krąg popleczników. Tutaj przyczyną niewydolności wizerunkowej nie obarczałbym tylko wiary we współpracowników, ale spojrzałbym na to wielowektorowo. Ewa Kopacz nie jest liderem, który może o wszystko zadbać, jak Tusk. Ale faktem jest, że grupa przyjaciółek przeszkadza w jednym – w wykreowaniu nowych twarzy, bo – jak wiemy – to wszystko są już twarze zużyte. One funkcjonują w polityce na różnych szczeblach od lat i są też poprzez związek z Platformą „umoczone”.

Ruszył szydłobus wzorowany na dudabusie. Zwycięskiej taktyki się nie zmienia?

– Elementy, które się sprawdziły, powinny być powtórzone. Bardzo interesująca jest taktyka, którą obrano, czyli szybki start kampanii Beaty Szydło. Równie szybko ruszył Andrzej Duda. Jak się okazało, było to skuteczne rozwiązanie. W tym wypadku również zdecydowano się na powtórzenie schematu. Zobaczymy, jak to się uda. Ta kampania rusza w innym momencie niż prezydencka. Zaczyna się okres wakacyjny i Polacy wkraczają w lekką fazę uśpienia politycznego. Zobaczymy, jak Platforma i PiS w tym okresie będą rozgrywać kwestie polityczne i jak będą podgrzewać atmosferę.

Zauważył Pan, że kampania Dudy ruszyła szybko. Aktywnie uczestniczyła w niej Beata Szydło. Dziś zaczyna swoją kampanię. Przed wyborami może odezwać się zmęczenie?

– To jest pewne. Ale skoro Beata Szydło wzięła na siebie tę odpowiedzialność, to musiała to brać pod uwagę.

I wkalkulował to Jarosław Kaczyński, stawiając właśnie na nią?

– Beata Szydło wykonała tytaniczną pracę przy zwycięskiej kampanii Andrzeja Dudy. I dopiero po tej zwycięskiej kampanii zaczęto myśleć na poważnie, że to ona może być twarzą PiS w wyborach. Ciekawym zjawiskiem z politologicznego punktu widzenia jest to, że Jarosław Kaczyński, uważany za człowieka o autorytarnym charakterze, podjął decyzję o promowaniu nowych twarzy. To pokazuje, że PiS staje się, w dobrym tego słowa znaczeniu, europejską partią, która trwa bez względu na to, kto jest jej twarzą i kto nią kieruje. Takim przykładem są brytyjskie partie, które trwają od setek lat i są zawsze silne i zwarte, bez względu na to, kto jest liderem. Tego polityce brakuje. Do tej pory obserwowaliśmy inną tendencję, kiedy to twarze tworzyły partie, a nie partie kreowały liderów.  

Promowanie Beaty Szydło przekuje się na wyniki innych kandydatów PiS?

– Bardzo często wykorzystuje się efekt znanej twarzy, która ciągnie kampanię i pod którą inni kandydaci mogą się podpiąć. Najbardziej jaskrawym przykładem tego zabiegu były wybory do Sejmu kontraktowego 1989 r. Wtedy to praktycznie wszyscy kandydaci obozu solidarnościowego zrobili sobie zdjęcie z Lechem Wałęsą. Dzięki temu w lokalnym środowisku wzrosło im poparcie. Musimy jednak wziąć poprawkę na to, że to były czasy zupełnie innych uwarunkowań politycznych. Czy to teraz przełoży się na wynik partii? Poczekajmy. Tym bardziej że to są inne wybory niż prezydenckie. Walka toczy się także o wiele stanowisk i tu będzie wielu zwycięzców. Tu walka rozgrywa się bardziej na poziomie lokalnym i możemy być wielokrotnie zaskoczeni. Jednak sam zabieg marketingowy, czyli wyraźne wskazanie na Beatę Szydło, jest intersujący.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk