• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Czas skończyć z kolejarzami z łapanki

Poniedziałek, 22 czerwca 2015 (09:49)

Ze Stanisławem Kogutem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk

Spółkom kolejowym brakuje maszynistów. PKP Cargo tylko w zeszłym roku przyjęła do pracy 500 maszynistów. W tym roku planuje przyjąć kolejne 500 osób.

– Przez lata polska kolej przechodziła bezmyślną redukcję zatrudnienia. Zwalniano ludzi bądź wysyłano ich na nieświadczenie pracy i w konsekwencji ludzie odchodzili z pracy. Czas ucieka i część z tych, co pozostali, przeszła na emeryturę. Nie patrzono w przyszłość, nie zatroszczono się o nowe kadry i dzisiaj mamy tego skutek.

Przedstawiciele kolei skarżą się, że mniej niż 10 proc. osób zgłaszających się do pracy posiada doświadczenie. Resztę trzeba uczyć wszystkiego od podstaw. Ze szkolnictwem też jest źle?

– Jest bardzo słabo. Najwyższy czas, żeby wróciły technika kolejowe oparte na dawnym sposobie nauczania. Kiedyś szkolono przez 5 lat maszynistów i dyżurnych ruchu. Po takiej szkole byli oni bardzo dobrze merytorycznie przygotowani do pełnienia obowiązków. Potem ktoś stwierdził, że kadry można uzupełniać naborem z łapanki, a wyszkolenie maszynisty zajmie pół roku. To musiało odbić się na jakości.

Co stało za rozkładem edukacji?

– Początki takiej polityki edukacyjnej sięgają przemian ustrojowych. Oparto ją, i to błędnie, na wskaźnikach finansowych. Stwierdzono, że edukacja pracowników kolei pochłania za duże pieniądze. A to pociągnęło za sobą to, o czym już mówiłem, a więc spłycenie procesu edukacji do pół roku.

Ile zajmuje pełne wyszkolenie maszynisty?

– Absolutnym minimum jest pięć lat dla maszynisty i cztery dla dyżurnego ruchu. Potem zaczyna się okres zbierana doświadczenia już jako pracownik. Proszę to teraz zestawić z półrocznym przeszkoleniem. Posiadanie matury nie jest jednoznaczne z nabytymi umiejętnościami do kierowania ruchem bądź pociągiem.

Dyrektorzy szkół o profilu kolejowym skarżą się, że młodzież niezbyt chętnie podejmuje naukę w tej dziedzinie.

– Od początków funkcjonowania kolei w Polsce zawód kolejarza cieszył się wielką popularnością. Szło się tam pełnić służbę, a nie – jak teraz – do pracy czy – jak twierdzą niektórzy – do roboty. Kolejarze otrzymywali także atrakcyjne zarobki, adekwatne do ciążącej na nich odpowiedzialności. Potem nastąpił czas odwrócenia wszelkich standardów. Praca na kolei była wyśmiewana. Drastycznie ograniczono zarobki. Długo oferowano kolejarzom pensje na poziomie minimalnym. Teraz mamy tego efekt. Bez względu na to, co obecnie oferuje kolej, młodzi ludzie twierdzą, że im się to nie opłaca.

Jaką przyszłość widzi Pan przed koleją?

– Zawsze widziałem dobrą przyszłość przed koleją i nadal ją widzę. Przecież kolej jest chociażby najbardziej ekologicznym środkiem transportu lądowego. Ale ktoś musi podjąć decyzje polityczne, żeby rozwinąć przemysł wokół kolei. Przecież nawet laik wie, że produkcja elektrowozów, wagonów, infrastruktury, a także serwisowanie wpływa na funkcjonowanie innych gałęzi przemysłu Rzeczypospolitej. Także przy lepszym i tańszym transporcie produkcja staje się bardziej opłacalna. Jednak ktoś musi zacząć myśleć strategicznie. Teraz cały wysiłek poświęca się na to, żeby zwinąć kolej i żeby na jej miejsce weszło tysiące nieekologicznych ciężarówek i busów. Żeby w pełni rozwinąć kolej, potrzebne są decyzje rządu. A jak jest, wszyscy wiemy.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk