MON bierze na przeczekanie?
Niedziela, 21 czerwca 2015 (09:12)Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w PZL Świdnik, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Zarząd PZL Świdnik skierował sprawę przetargu do sądu. To wskazywałoby, że są konkretne argumenty, iż to rozstrzygnięcie nie do końca jest przejrzyste?
– Przyczyn, dla których postępowanie przetargowe przeprowadzone przez MON powinno zostać zamknięte i powtórzone, jest wiele, ale zasadnicza jest taka, że nasza oferta została rozpatrzona w nieuczciwy sposób i w konsekwencji odrzucona. Ponieważ na pismo przedprocesowe, które skierował zarząd PZL Świdnik, MON nie było łaskawe nawet odpowiedzieć, stąd kolejny krok przewidziany prawem. Spróbujemy przed sądem udowodnić, że odrzucenie naszej oferty z procedury przetargowej było bezpodstawne.
Zdaje Pan sobie sprawę, że udowodnienie, iż racja jest po Waszej stronie, nie będzie łatwe?
– Nic w życiu, tym bardziej w biznesie, tym bardziej, gdy chodzi o tak wysoką stawkę nie jest łatwe. Jesteśmy jednak pewni swego. Ponieważ MON nie chce ustosunkować się do naszych apeli i nie chce przyjąć do wiadomości rzeczowych argumentów, liczymy, że sąd odniesie się do całej tej sprawy i wymusi na resorcie obrony podanie faktycznych przyczyn, dla których została wybrana oferta francuska, a nie nasza czy Mielca.
Komunikat zarządu PZL Świdnik nie odnosi się jednak do szczegółów i nie podaje argumentów, dla których zwrócił się o wyjaśnienie całej tej sprawy przez sąd, aby nie złamać tajemnicy przetargowej. Rozumiem jednak, że te argumenty są mocne…?
– Nie wszystko może być jawne, ale skoro zdecydowano się na drogę sądową, to znaczy, że są ku temu podstawy. Jednak to nie wszystko, bowiem szkoda, że sprawę próbuje się przykryć milczeniem, przeczekać, aż protesty umilkną. To taka gra na zmęczenie przeciwnika, a przecież nie o to tu chodzi. Według mnie, głos w tej sprawie powinien zabrać jeżeli nie minister obrony, to premier rządu. Przypomnę, że posłowie PiS składali dezyderat, aby do czasu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości, jakie narosły wokół tego przetargu, nie podpisywać umowy, ale sprawa jak widać nie znalazła zrozumienia po stronie rządzącej koalicji. Nie ma na co czekać i odważna decyzja powinna zostać podjęta.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
– Najpierw należy wyjaśnić wszystkie wątpliwości, rozpatrzeć zastrzeżenia czy zarzuty stron, a dopiero później kontynuować proces wyłaniania firmy, która ma dostarczyć śmigłowce dla naszej armii.
Protesty są nie tylko po stronie Świdnika czy Mielca, ale również po stronie wygranych w Łodzi, choć słowo wygrani też chyba nie do końca oddaje stan rzeczy?
– Rzeczywiście po stronie naszych kolegów z Łodzi pojawiły się głosy, że kontestując wynik przetargu, narażamy tamtejsze załogi na utratę miejsc pracy. Dlatego w reakcji na marsz w obronie caracali, jaki niedawno odbył się w Łodzi, wystosowaliśmy list otwarty do pracowników Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1, w którym wyjaśniamy wszystkie nieścisłości. Z tego, co mi wiadomo, list ten został bardzo dobrze odebrany. Myślę, że nasi koledzy z regionu łódzkiego coraz bardziej dochodzą do przekonania, że być może są wprowadzani w błąd, że nie do końca mówi się im prawdę. Dlatego zaczynają wątpić w tą propagandę rządowo-MON-owską, która jest rozsiewana, propagandę, która ma stworzyć klimat i przekonanie wśród ludzi, że dzięki kontraktowi z Airbus Helicopters znajdą nowe miejsca pracy. A to jest nieprawda. W liście, o którym wspomniałem, wyraźnie o tym mówimy, a na dowód przytaczamy, co nasza oferta zawierała w stosunku do Łodzi, Radomia, Dęblina i jeszcze paru innych miejsc w Polsce, gdzie funkcjonują firmy lotnicze czy też kooperujące z tą branżą.
Ktoś próbuje skłócić łódzkie środowiska pracownicze ze Świdnikiem i Mielcem?
– Jesteśmy co do tego przekonani. Jest tu jednak kwestia uświadomienia załóg z Łodzi czy Dęblina, że ktoś próbuje mieszać w tym okołoprzetargowym kotle, odwracając uwagę od meritum sprawy. Wierzę, że koledzy z Łodzi nie dadzą się zwieść, że nie ulegną propagandzie i będą podejmowali świadome działania. Natomiast ten marsz – z tego, co mi wiadomo – został zorganizowany nie tyle przez pracowników, co był inspirowany przez władze samorządowe Łodzi, które wywodzą się z Platformy Obywatelskiej. Jestem ciekawy, jakie nastroje panują wśród pracowników WZL 1 w Łodzi po wypowiedzi prezesa Airbus Helicopters, który zaprasza wykwalifikowanych pracowników ze Świdnika i z Mielca do pracy w tej firmie. To chyba najlepiej świadczy o „trosce” kierownictwa Airbusa o miejsca pracy i rozwój sektora lotniczego w Łodzi i całym tym regionie. Ponadto jeżeli ktoś twierdzi, że w tak krótkim czasie i dla wyprodukowania kilkunastu czy kilkudziesięciu śmigłowców zbuduje fabrykę w okolicach Łodzi, to po prostu kłamie. Nierozważny jest także ten, kto w te obietnice wierzy, a dodatkowo je rozpowszechnia, dając złudne nadzieje ludziom. Może być mowa o czymś w rodzaju hali montażowej, ale nie o zakładzie. Żeby wykształcić pracownika, który będzie mógł pracować przy produkcji śmigłowców, potrzeba czasu, a zdobycie odpowiednich certyfikatów trwa nie miesiącami, ale nawet latami. Dlatego nie dziwi mnie zaproszenie prezesa Airbus Helicopters dla pracowników ze Świdnika czy z Mielca, bo przyjmując tych ludzi, będzie miał wykwalifikowanych specjalistów, nie ponosząc przy tym kosztów. W związku z tym mam obawy, czy za chwilę bezrobotni z Łodzi i okolic, którzy liczą na zatrudnienie przez firmę Airbus, już wkrótce nie spotkają się z rozczarowaniem.
24 czerwca w Warszawie odbędzie się posiedzenie niejawne sejmowej Komisji Obrony Narodowej, gdzie ma być dyskusja na temat wyniku przetargu śmigłowcowego. Wybieracie się w tym dniu do stolicy?
– Owszem, będziemy w tym dniu przed Ministerstwem Obrony Narodowej, bo posiedzenie, jak pan wspomniał, jest w trybie niejawnym i nie będziemy mogli w nim uczestniczyć. Przed MON-em wspólnie z kolegami z Mielca oraz innych zakładów skupionych w Krajowej Sekcji Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” organizujemy pikietę i poczekamy tam na parlamentarzystów, którzy będą brać udział w tych obradach, być może będą mieli coś ciekawego nam do przekazania. Broni nie składamy, a pozew, jaki został złożony przez kierownictwo PZL Świdnik, tylko utwierdza nas w przekonaniu, że racja jest po naszej stronie. Będziemy walczyć do końca, licząc, że sprawa przetargu śmigłowcowego zostanie rozstrzygnięta sprawiedliwie.