Ewangelia
Niedziela, 21 czerwca 2015 (08:46)Mk 4,35-41
Gdy zapadł wieczór owego dnia, Jezus rzekł do swoich uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.
Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.
Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”. Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”.
Czemu bojaźliwi jesteście?
Czytając opis przeprawy Jezusa z uczniami przez jezioro, trudno nie zauważyć szczególnego napięcia: nawałnica, bijące o łódź fale, gwałtowny wiatr z jednej strony, z drugiej – wewnętrzna burza, jaka rozpętuje się w nich, powodowana lękiem…
Burz nie brakuje i dzisiaj. Wiele z nich powodowanych jest egzystencjalnym lękiem, wyrastającym z duchowej pustki, poczucia osamotnienia i braku wiary, że jest Ktoś, kto może te nawałnice uciszyć.
Ów strach jest skwapliwie maskowany, zakrywany tysięcznymi zapewnieniami, iż to nieprawda, że pustka tak boli, że trzeba nowych błyskotek, idei, kolejnych dekonstrukcji ładu moralnego i społecznego, aby boleć przestała. Na nic się to zda. Dlatego tyle cierpienia, destrukcyjnego w swojej istocie lęku o siebie – nie znikają one nawet wtedy, gdy dookoła jest względna cisza, komfort i bogactwo dają złudzenie bezpieczeństwa. Gdy brakuje Pana Boga, człowiek nigdy nie osiągnie wewnętrznego pokoju. I bywa, że dopiero szczery, dramatyczny – choć w końcowym efekcie błogosławiony – krzyk: „Panie, ratuj! Ginę!”, jest w stanie odmienić życie.
Ks. Paweł Siedlanowski