Grexit mało realny
Czwartek, 18 czerwca 2015 (05:17)Grecki bank centralny twierdzi, że brak porozumienia Aten z międzynarodowymi kredytodawcami będzie w pierwszej kolejności skutkowało bankructwem kraju, a następnie pociągnie za sobą wyjście ze strefy euro. Tak zwany Grexit jest rozważany i to jeszcze poważniej niż kilkanaście miesięcy temu. Jednak nie oceniałbym prawdopodobieństwa tego scenariusza na więcej niż 40 proc.
Stronom ciągle zależy na tym, żeby się porozumieć, bo w ich interesie jest względny spokój. Przynajmniej do czasu, kiedy cała strefa euro wyjdzie z kryzysu, w który popadła w latach 2008-2009. Z kolei Grecja nie ma alternatywy dla pozyskiwania środków na spłatę swoich zobowiązań. Jedynymi źródłami są dla niej środki udzielane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Komisję Europejską i Europejski Bank Centralny.
Grecy, a nawet te radykalne partie, które na przełomie roku obecnego i ubiegłego doszły do władzy w Atenach, mam na myśli w pierwszej kolejności Syrizę, pomimo buńczucznych zapowiedzi odnośnie do twardego stanowiska negocjacyjnego do dnia dzisiejszego nie zdecydowali się na żadne radykalne kroki poza kontynuacją groźnej retoryki.
Jeżeli spojrzymy na negocjacje i sposób ich prowadzenia przez Europejski Bank Centralny i resztę partnerów Grecji, głównie jej wierzycieli, to trzeba powiedzieć jasno: wierzyciele ci nie są dobroczyńcami Greków i ich finansów publicznych, są natomiast tymi, którzy dobrze dbają o własny interes. Niemcy i Francja nie pomagają Grecji po to, żeby na Półwyspie Peloponeskim żyło się lepiej, ale po to, żeby ich banki nie popadły w większe tarapaty. To swój sektor finansowy ratuje Północ i Zachód Europy, wysyłając do Grecji kolejne transze pomocy.
Dziwić może jedynie stanowisko tych członków Unii Europejskiej, którzy nie są ani po jednej, ani po drugiej stronie sporu. Chodzi o tych, którzy nie mają interesu w ratowaniu Grecji, a muszą na ratowanie tego kraju dokładać pieniądze. Jest w tym gronie także Polska. Ale dzięki temu, że nie weszliśmy do strefy euro, nasza pomoc jest jeszcze względnie niewielka. To jest także swoisty paradoks, gdyż Grecja to ciągle kraj od nas zamożniejszy.
Wszystko wskazuje na to, że siła nacisku międzynarodowych środowisk finansowych i unijnych środowisk politycznych z Niemcami na czele nawet na ten nowy rząd grecki opanowany przez populistyczną lewicową Syrizę jest na tyle silna, że do porozumienia w najbliższym czasie dojdzie. To co prawda sprawy nie zamyka, a co za tym idzie – nie przesądza tego, czy Grecja w najbliższych latach strefy euro nie opuści. Do negocjacji będziemy wracali jednak co kilka miesięcy i co kilka miesięcy takie przeciąganie liny i komentarze do niego będziemy mogli obserwować.
Dr Marian Szołucha