Niechciana ustawa
Piątek, 12 czerwca 2015 (05:11)Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Rafał Stefaniuk
Prawie 5 lat temu Obywatelski Komitet „Powrót do Ojczyzny” złożył obywatelski projekt ustawy umożliwiający powrót do Polski kilkakrotnie większej liczby Polaków niż ma to obecnie. Projekt jednak utknął w Sejmie. Dlaczego?
– Rząd od początku nie chciał tej ustawy. Niby dostrzegał problem, że repatriacja realizowana przez samorządy w oparciu o dotychczasowe prawo bardzo kuleje, ale z drugiej strony nie chiał – zgodnie z obywatelskim projektem – wziąć na siebie odpowiedzialności za repatriację. Przedstawiciel MSW twierdził, że koszty realizacji ustawy obywatelskiej, przewidywane przez jej autorów, są „wyjęte z kapelusza”. Według wstępnych kalkulacji ministerstwa, wówczas – w czasach kryzysu finansów publicznych – rządu nie było stać na pełną i szybką realizację repatriacji. Ale minister zapowiadał, że resort przygotuje projekt eliminujący wady obecnych rozwiązań prawnych. Posłowie PO w podkomisji powołanej do tego projektu, odwołując się do zapowiedzi ministra, zamawiali dodatkowe ekspertyzy i opóźniali prace nad projektem obywatelskim. Pojawienie się projektu rządowego spowodowałoby odrzucenie projektu obywatelskiego. Jednak kolejni ministrowie spraw zagranicznych się zmieniali, a zapowiedź przedstawiciela rządu, jak wiele innych, została tylko na papierze stenogramu komisji.
Co przez osiem lat Platforma zrobiła dla powrotu Polaków ze Wschodu do Polski?
– Rząd PO - PSL praktycznie prawie nic nie zrobił na rzecz powrotu do kraju Polaków ze Wschodu. Nie miał żadnej inicjatywy w tej kwestii, nie opracował jakiejkolwiek koncepcji rozwiązania problemu, nie ma też planów na przyszłość. Mając w perspektywie październikowe wybory, posłowie Platformy już nawet nie udają zainteresowania przeprowadzeniem repatriacji. Ta kwestia spadła u nich z trzecio- do czwartorzędnej. Tylko na chwilę i tylko raz rząd, naciskany przez media i opinię publiczną, zdecydował się na działanie – odpowiadające dramatowi wojny na Ukrainie. Do Polski ściągnięto 140 Polaków z Donbasu, których życie zostało zagrożone.
Dlaczego Platforma skutecznie uniemożliwia powrót większej liczby Polaków do Polski?
– Bowiem PO z PSL ma większość w Sejmie i do wyborów koalicja ta może robić lub nie robić, co zechce. W październiku – mam nadzieję – to się zmieni, gdy PiS wygra wybory. Moja partia ma wpisaną repatrację w swój program i traktuje realizację repatriacji jako jeden z priorytetów. Zresztą będę namawiał prezydenta Andrzeja Dudę, by kwestię powrotu Polaków ze Wschodu, głównie z Rosji i Kazachstanu, objął swoim osobistym patronatem. Zgodne działania prezydenta RP i rządu muszą przynieść sukces i kres utrapienia wielu tysięcy Polaków, którzy żyją „na nieludzkiej ziemi” nie z własnego wyboru i często od wielu lat czekają, aż Polska się nimi zainteresuje.
Obecnie to główny ciężar za sprowadzenie Polaków do Polski spoczywa na samorządach. Punkt ciężkości powinien przesunąć się w stronę państwa?
– Samorządy nie mają obowiązku udziału w repatriacji, a jedynie taką możliwość. Na „luksus” ściągania repatriantów, dawania im mieszkań i gwarantowania pracy mogą sobie pozwolić tylko bogate gminy, a i te są często poważnie zadłużone. Poza tym władze miast, gmin i powiatów działają dla konkretnej społeczności i przed nią odpowiadają. A wśród lokalnych mieszkańców nie zawsze jest zrozumienia dla sytuacji repatriantów, tym bardziej że w niemal każdej gminie są duże obszary biedy, wymagającej równie pilnej reakcji. Owszem, jest wsparcie finansów z budżetu państwa, ale krótkotrwałe i niewielkie, zdecydowanie za małe, by zachęcać samorządy do inicjatywy na polu repatriacji.
A życie repatriantów jest ciężkie...
– Losy rodzin repatriantów są często bardzo dramatyczne i pogmatwane. Stracili Ojczyznę i ojcowiznę, dobytek ruchomy i nieruchomy, często członków rodzin i własne zdrowie. Gdy pojawiła się teoretyczna możliwość powrotu do Polski, wpisali się na listę programu RODAK, często ponad 20 lat temu. Wielu w międzyczasie zmarło, pewnie niektórzy zwątpili w intencje polskich władz. Dlatego nasz rząd, każdy rząd Rzeczypospolitej ma moralne zobowiązanie wobec tych Polaków, którzy cierpieli za swoją narodowość i oparli się procesom wynarodowienia. Bo właśnie to władze państwowe odpowiadają za cały Naród, za Polaków żyjących w kraju i na całym świecie. Powinny troszczyć się szczególnie o najbiedniejszych i o tych, którzy jako obywatele II kategorii żyją na Kresach i dalej – na Wschodzie. I co najważniejsze, tylko rząd dysponuje środkami, które umożliwiają skuteczną, szybką i na szeroką skalę repatriację, co jest szczególnie pilne wobec kryzysu demograficznego.
Widzi Pan inne przeszkody prawne w skutecznym powrocie Polaków?
– Trzeba stworzyć nowe prawo, co nie znaczy, że wszystkie rozwiązania obecnej ustawy trzeba potępić i odrzucić. Wymagają głębokiej analizy, jak i propozycje obywatelskie. Rząd ma poważnych sojuszników, tylko musi ich dostrzec, traktować po partnersku i zaprosić do konstruktywnej rozmowy. W projekcie obywatelskim jest bardzo korzystny zapis, że do uznania repatrianta za Polaka nie jest wymagana dobra znajomość języka polskiego. Owszem, brak dobrej znajomości języka utrudni integrację z resztą Narodu w kraju, ale ci ludzie żyją w różnych warunkach, nie zawsze mieli możliwość nauki w języku polskim i modlitwy. Z tego powodu nie można ich dyskryminować, z czym nawet zgodzili się posłowie z PO na podkomisji.
Na jesieni czekają nas wybory parlamentarne. Widzi Pan cień szansy, że powyborcza rzeczywistość wpłynie pozytywnie na sytuację repatriantów?
– Oczekuję w pierwszej kolejności od nowego rządu konsultacji z inicjatorami projektu obywatelskiego, przy czym musimy pamiętać, że projekty obywatelskie przechodzą na kolejną kadencję, ale po dwóch kadencjach lądują automatycznie w koszu. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby ta obywatelska inicjatywa znalazła swój wyraz w projekcie rządowym lub poselskim – posłów PiS. Zapewne znajdą się uwagi rządu do projektu obywatelskiego, ale od tego jest większość parlamentarna, by wyprostować wątpliwości legislacyjne pod okiem właściwego ministra. Musi być wola polityczna do przeprowadzenia repatriacji, a z tego co wiem – jest.