Przedwczesne deklaracje prokuratury w sprawie ekshumacji
Środa, 31 października 2012 (15:39)Część pełnomocników rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej jest zdziwiona decyzją prokuratury o dwóch ekshumacjach, jakie zostaną przeprowadzone do końca roku. Według nich, trzeba będzie się zastanowić, czy tylko te ekshumacje, które prokuratura zarządza z urzędu, są wystarczające dla rozwiania wszelkich wątpliwości.
Wątpliwości co do tożsamości ofiar – to główna przyczyna, dla której wojskowa prokuratura okręgowa planuje kolejne ekshumacje. - WPO nie wypowiada się obecnie na temat nazwisk ofiar katastrofy smoleńskiej, które będą ekshumowane. Natomiast jeśli chodzi o termin – odbędą się one do końca tego roku – informuje płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Według niego, ekshumowane będą dwa ciała. - Prokuratura od samego początku, jeśli chodzi o kwestie ekshumacji, na podstawie wątpliwości co do tożsamości ciał wytypowała trzy pary ofiar. Odbyły się już cztery ekshumacje, a dwie zostały jeszcze do wykonania – twierdzi płk Rzepa.
Do tej pory ekshumowano ciała: Anny Walentynowicz, Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, Ryszarda Kaczorowskiego i innej, nieprzedstawionej oficjalnie osoby pochowanej na Powązkach Wojskowych. Okazało się bowiem, że spoczywały one nie w swoich grobach. Wcześniej w związku z wątpliwościami dotyczącymi rosyjskiej dokumentacji sekcyjnej wojskowa prokuratura dokonała ekshumacji trzech innych ofiar tragedii - Zbigniewa Wassermanna, Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki.
Część pełnomocników rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej jest zdzwiona oficjalnym stanowiskiem prokuratury, że doszło do „pomyłki przy identyfikacji” w przypadku zamiany ciał, a do końca roku przewidziano jeszcze dwie ekshumacje. – Jest za wcześnie, by stawiać takie jak prokuratura kategoryczne wnioski. Należy poczekać na wynik kolejnej ekshumacji i na oficjalne stanowisko – zastrzega mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego. Według niego, cała sytuacja związana m.in. z zamianą ciał: Walentynowicz z Walewską-Przyjałkowską, oraz Kaczorowskiego, wygląda na patologiczną.
– Przy takim zaangażowaniu rządu polskiego, gdzie mieli być obecni przy sekcjach polscy specjaliści i patomorfolodzy, okazuje się, że znaczna część wcześniejszych ustaleń kompletnie nie odpowiada prawdzie. Trzeba będzie się zastanowić, czy tylko te ekshumacje, które prokuratura zarządza z urzędu, są wystarczające dla rozwiania wszelkich wątpliwości – zaznacza mec. Pszczółkowski.
Jego zdaniem, rozeznaniu sytuacji nie służy fakt, iż rodziny ofiar katastrofy mają ograniczony dostęp do rosyjskiej dokumentacji sekcyjnej. – Od lipca 2010 r., kiedy te materiały spływają z Rosji, zgodnie z decyzją pana płk. Ireneusza Szeląga, szefa WPO, objęto je klauzulą "zastrzeżone". Są one dostępne w warunkach kancelarii tajnej – mówi mecenas.
Przy czym, jak wskazuje, możliwość wglądu w te materiały jest reglamentowana dla stron według pewnego klucza. - Dostęp do akt i dokumentów sekcyjnych konkretnej ofiary, które przyjechały z Rosji, mają tylko bliscy tej ofiary i pełnomocnik umocowany w imieniu danej rodziny. Krótko mówiąc, jeżeli ja jestem pełnomocnikiem premiera Jarosława Kaczyńskiego, mój wgląd w akta niejawne jest ograniczony do dokumentacji sekcyjnej prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pani prezydentowej Marii Kaczyńskiej – zauważa mecenas. Dodaje, że jego wniosek o udostępnienie całości akt niejawnych nie jest rozpoznany przez WPO od kwietnia 2012 r. – Natomiast mój wniosek o zdjęcie klauzuli z tych akt nie jest rozpoznany już prawie przez miesiąc – podkreśla.
Obecna sytuacja nie umożliwia rodzinom odniesienia się m.in. do decyzji o ekshumacjach. - Zatem nie mogę zająć merytorycznego stanowiska w tej kwestii, chociaż bardzo bym chciał. Nie mam takiej możliwości. Wydaje się, że sprawy uwzględnienia interesu prywatnego bliskich i rodzin ofiar katastrofy nie są przez prokuraturę w rozsądnym terminie rozpoznawane – konkluduje mec. Pszczółkowski.
Jacek Dytkowski