• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Duda pod ostrzałem

Czwartek, 11 czerwca 2015 (20:16)

Z dr Hanną Karp, medioznawcą z WSKSiM, rozmawia Paulina Gajkowska

Jak ocenia Pani sposób przedstawiania Andrzeja Dudy w sprzyjających koalicji rządowej mediach?

Można tu zauważyć przynajmniej dwie tendencje, które miały swój początek jeszcze w kampanii prezydenckiej. Na samym początku widzieliśmy tendencję, którą można byłoby określić jako ignorowanie, mniej lub bardziej ostentacyjne. Najczęściej formułowano przekaz, którego celem było zderzenie dwóch kandydatur: już urzędującego prezydenta, polityka poważnego, bez godnego siebie oponenta i kandydata PiS. Ten drugi bez żadnych szans na zwycięstwo, którego mylono z przewodniczącym „Solidarności”, wszystko w celu wywołania zamieszania i umniejszenia. Kiedy okazywało się, że ta formuła nie zdaje egzaminu, bo poparcie dla Andrzeja Dudy systematycznie rosło, doszła kolejna tendencja, która przyznawała mu miejsce w debacie publicznej – jednak z ogromną niechęcią i jakby z łaski. Wkrótce okazało się, że i te formuły się nie sprawdziły. Wygrana Andrzeja Dudy nie pozwala już dłużej go ani ignorować, ani ośmieszać. Jego zwycięstwo unaoczniło, że w społeczeństwie obudziła się ogromna potrzeba zmiany. Media głównego nurtu tego wcześniej nie dostrzegły i nie przewidziały. Sformatowały cały swój przekaz pod elektorat Platformy Obywatelskiej, całkowicie wykluczając pozostałych wyborców. Teraz – rzecz jasna – chcą udawać, że nic się nie stało, ale nie da się rosnącego oporu społecznego zamilczeć. Tak samo jak nie można już ignorować faktu, że Andrzej Duda został prezydentem. Choć ten fakt wciąż wielu osobom trudno jest przyjąć do wiadomości.

 

Pojawiają się już głosy pragnące rozliczać elekta z obietnic wyborczych, pomimo że do zaprzysiężenia jeszcze dwa miesiące.

Obserwujemy kolejny raz stronniczość niektórych mediów, które na czas kampanii prezydenckiej zamieniły się w sztaby wyborcze Bronisława Komorowskiego. Po ogłoszeniu wyników II tury wszystkie medialne sztaby ogarnęła panika, którą próbują co jakiś czas przykryć elementami zmasowanej krytyki pod adresem Andrzeja Dudy. Już próbują rozliczać prezydenta elekta z tak zwanych obietnic wyborczych. Co brzmi przecież absurdalnie – gdy jeszcze nawet nie objął urzędu i ani dnia go nie sprawował. Niedawno jedna z dziennikarek „Gazety Wyborczej” podniesionym głosem na antenie radia TOK FM zażądała od prezydenta elekta, żeby spłacił jej „długi we frankach”. W kontekście tych ataków Andrzej Duda znów sobie świetnie radzi.  

 

Co ma Pani na myśli?

Andrzej Duda jest osobą wewnętrznie poukładaną, jest ciekawą osobowością, na każdym kroku w nagłych sytuacjach potrafi świetnie reagować. Jest sobą i myślę, że to ogromnie procentuje w odbiorze społecznym. A jednocześnie bardzo utrudnia budowanie jego nieprawdziwego wizerunku w mediach. Bo te na pewno będą chciały realizować swój plan. Nie miejmy złudzeń: obóz obecnie rządzący wspólnie z mediami pozostanie w nieustannej konfrontacji z Andrzejem Dudą. Jednak myślę, że jest skazany na przegraną. Prezydent elekt nie jest łatwym „zawodnikiem”. Jest politykiem świetnie przygotowanym, zarówno merytorycznie, jak i wizerunkowo. Jego siłą jest naturalność i energia, której nie ubyło mu po kampanii. Jest po prostu sobą. Polaków przekonuje jego autentyczność i pokuszę się nawet o postawienie takiej prognozy na przyszłość: po pięciu latach będzie cieszył się jeszcze większym poparciem społecznym niż teraz – tuż po wyborze. Choć już teraz jest przyjmowany wręcz euforycznie. Ważne jest to, z jakiego domu się wywodzi, jakim wartościom hołduje. Myślę – choć oczywiście czas pokaże – że Polacy nie do końca jeszcze zdają sobie sprawę z jakości i wielkości formatu nowo wybranego prezydenta, z jego wyjątkowości.

Dziękuję za rozmowę.

Paulina Gajkowska