• Niedziela, 10 maja 2026

    imieniny: Antonina, Gardenii, Izydora

Stonoga narzędziem?

Środa, 10 czerwca 2015 (04:24)

Z mec. Bartoszem Kownackim, posłem PiS, członkiem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Rafał Stefaniuk

 

Ponad 2,5 tys. stron akt ze śledztwa w sprawie afery taśmowej zostało opublikowanych w internecie. Jak to się stało, że prywatna osoba weszła w posiadanie akt z jednej z największych afer ostatnich lat?

– W mojej ocenie, było to możliwe i nawet się tego spodziewałem. Skoro do akt mają dostęp strony, to przykład zbadania katastrofy smoleńskiej pokazuje, że takie dokumenty wyciekają i opinia publiczna może się z nimi zapoznać. Problem jest jednak dużo głębszy, bo jest to wyciek, który jest podważeniem wiarygodności państwa i fundamentalnych instytucji w niespotykanej dotąd skali. To jest niestety wynik działania polityków Platformy i PSL.

A jaki wpływ na wyciek mogli mieć politycy koalicji rządzącej?

– Gdyby zrealizowali to, co zapowiadał Donald Tusk, że do września 2014 r. sprawa będzie wyjaśniona, i gdyby PSL zachowało się odpowiedzialnie, to dziś tego wycieku by nie było. A pamiętajmy, że Janusz Piechociński stawiał sprawę koalicji na szali. Uważał, że jest to sprawa, która przesądzi o tym, czy PSL może dalej współrządzić. I – jak się okazuje – za stołki i za to, aby mogli dalej współrządzić, sprzedali tę sprawę. Do tego uniemożliwiono powołanie komisji śledczej, więc opinia publiczna w inny sposób zapoznała się z tymi dokumentami. Powołanie komisji śledczej nie dałoby okazji Zbigniewowi Stonodze do opublikowania dokumentów. Komisja śledcza byłaby trudna dla Platformy i PSL, ale nie niszczyłaby państwa. Dziś to niszczenie ma miejsce.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie upublicznienia akt prokuratorskich. Postępowanie będzie dotyczyło podejrzenia bezprawnego upublicznienia informacji z prowadzonego śledztwa, a nie wycieku materiałów z akt sprawy. Prokuratorzy nie mają więc sobie nic do zarzucenia?

– Nie wyobrażam sobie sytuacji, że badane jest tylko i wyłącznie upublicznienie materiałów, a nie przekazanie ich Zbigniewowi Stonodze. Przecież musiała być jakaś osoba, która te materiały przekazała przedsiębiorcy. Jak podejrzewam, robiła to z zamiarem upublicznienia tych dokumentów. Dlatego uważam, że Stonoga może być tylko narzędziem. Z prawnego punktu widzenia ktoś powinien odpowiadać za pomocnictwo lub podżeganie. Jeżeli prokuratura zawęża od razu tę sprawę, i to tak bardzo, to kompromituje sama siebie. To znaczy, że prokuratorzy nie dostrzegają wagi sprawy i działają w sposób zachowawczy i polityczny.

Możliwe jest skopiowanie aż tylu akt sprawy bez zaangażowania osoby z prokuratury?

– Trudno stwierdzić, jak było w tej sprawie. Bywa, że robi to prokuratura, czasami pełnomocnik czy pokrzywdzony. Bywa także, że podejrzany, ale za zgodą prokuratury. Prokurator może, ale nie musi, wydać taką zgodę i często się tak dzieje. W tej sprawie jednak trzeba było pewne rzeczy przewidzieć. Prokuraturze nie można jednak stawiać tutaj formalnych zarzutów. Sprawę trzeba też ocenić pod względem prawnym. Możliwe, że na tym etapie postępowania wyciek tych materiałów nie szkodzi postępowaniu.

Co dalej z Andrzejem Seremetem?  Prokurator generalny powinien za wyciek zapłacić stanowiskiem?

– Konsekwencje powinna ponieść Platforma Obywatelska i PSL. Prokurator Seremet nie ma wpływu na każde postępowanie, które się toczy. Nie ma także wpływu na to, czy prokurator wyrazi zgodę na dokonanie fotokopii akt i przekaże je pokrzywdzonemu. W pierwszej kolejności trzeba ocenić, czy śledztwo było prowadzone w sposób rzetelny i prawidłowy. Gdyby zaobserwowano jakiekolwiek niedociągnięcia, to wtedy mogą być stawiane zarzuty względem prokuratora referenta, prokuratorów nadzorujących czy samego prokuratora Seremeta. Ale prokurator generalny nie może odpowiadać za sam wyciek. Za wyciek odpowiadają politycy, którzy uniemożliwili powstanie komisji śledczej.        

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk