Czas dla Dudy
Wtorek, 9 czerwca 2015 (10:44)Prezydent elekt Andrzej Duda ma objąć swoje obowiązki dopiero 6 sierpnia, a więc za blisko 2 miesiące, a już rozpoczął się w mediach wręcz festiwal wypowiedzi z jednej strony żądających wręcz natychmiastowego wywiązania się ze wszystkich obietnic wyborczych, z drugiej strony podliczających ich skutki finansowe, przy czym padają tutaj kwoty od 100 do 400 mld zł.
Po pierwsze, prezydent elekt ma na realizację swych obietnic wyborczych przynajmniej 5 lat i należy się spodziewać, że większość z nich będzie realizował z nowym rządem wyłonionym po październikowych wyborach parlamentarnych, z dużym prawdopodobieństwem wygranych przez zjednoczoną prawicę.
To dosyć oczywiste, że tylko jej wygrana da szansę na utworzenie większości parlamentarnej, która opowie się zdecydowanie za gruntownymi zmianami w Polsce, w tym także w polityce gospodarczej i w zakresie finansów publicznych, co pozwoli na zgromadzenie środków na realizację zapowiedzi prezydenta elekta.
Tak jak jednak zapowiadał prezydent elekt, dwa projekty ustaw, jeden dotyczący powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego, drugi dotyczący zwiększenia do 8 tys. zł kwoty wolnej od podatku dochodowego, po szerokich konsultacjach społecznych, w tym także z największymi centralami związkowymi w Polsce, złoży jeszcze w tym parlamencie.
Ponieważ nieznany jest jeszcze ich ostateczny kształt, to trudno szacować, jakie będą ich wszystkie skutki finansowe i jaka ich część będzie musiała być sfinansowana w ramach budżetu państwa na rok 2016.
Z rozmów, jakie kandydat na prezydenta Andrzej Duda prowadził z dwoma największymi centralami związkowymi „Solidarnością” i OPZZ, wynika, że związkowcy oczekiwali powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego (60 lat - kobiety, 65 lat - mężczyźni), jednak w powiązaniu z ilością lat pracy, a mówiąc precyzyjniej z ilością lat składkowych, więc jeżeli w konsultacjach tego rodzaju rozwiązania zostaną przyjęte, to ich ostateczne koszty będą wyraźnie mniejsze, niż się powszechnie sądzi.
Drugi sztandarowy projekt, zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 8 tysięcy złotych, został oszacowany, jeżeli chodzi o skutki dla finansów publicznych, przez Centrum Analiz Ekonomicznych (CenAZ) na kwotę 21,5 mld zł.
Zdaniem ekspertów CenAZ wprowadzenie takiej kwoty wolnej od podatku uszczupliłoby wpływy z PIT o 18,4 mld zł i wpływy ze składek NFZ o kolejne 3,5 mld zł, ale jednocześnie zmalałyby wydatki budżetowe na świadczenia rodzinne o około 0,4 mld zł.
Zmniejszenie wpływów jednak to tylko jedna strona medalu, przecież te pieniądze pozostałyby w kieszeniach podatników i w dużej mierze zamieniłyby się w dodatkowy popyt prawdopodobnie w podobnej wysokości, co oznacza, że wyraźnie wzrosną wpływy z VAT, a także z podatku CIT.
Co więcej, kwota wolna od podatku może być ustanowiona jako kwota degresywna, czyli zmniejszająca wraz z wysokością rocznego dochodu, co oznaczałoby, że pełną kwotę 8 tys. zł odliczenia mieliby podatnicy o najniższym poziomie dochodów rocznych, więc skutki finansowe takiego rozwiązania byłyby wyraźnie niższe niż oszacowane przez CenAZ.
Podsumowując, trzeba dać prezydentowi elektowi czas na przygotowanie tych dwóch sztandarowych projektów ustaw w konsultacjach ze związkami zawodowymi i dopiero wtedy, kiedy zostanie opracowany ich ostateczny kształt, będzie można oszacować ich budżetowe skutki.
Do tego czasu wszelkie spekulacje, w tym także te finansowe, są zwyczajnie nie na miejscu, a już szczególnie w wykonaniu tych, którzy nie tylko na Andrzeja Dudę nie głosowali, ale bardzo aktywnie go zwalczali w kampanii wyborczej.
Dr Zbigniew Kuźmiuk